Freelancing
Freelancer to w wolnym tłumaczeniu 'wolny strzelec' charakteryzujący się tym, że sam organizuje sobie czas pracy, a nawet wysokość wynagrodzenia za tę pracę. Za pomocą odpowiednich serwisów internetowych, gdzie zleceniodawcy umieszczają swoje oferty, freelancerzy licytują między sobą za jaką cenę wykonają konkretne zadanie. Przyznacie, że perspektywa pracy wtedy, kiedy się chce, gdzie się chce i za ile się chce jest całkiem kusząca, prawda?
Adres internetowy tego typu serwisu polecił mi brat, który wiedział, że szukam możliwości dorobienia sobie. Zarejestrowałem się więc, potwierdziłem swą tożsamość, co ma na celu wyeliminowanie oszustów, po czym przystąpiłem do przeszukiwania ofert. Gdy już znalazłem takie, które ewentualnie by mi odpowiadały, zacząłem licytować. Często okazywało się (praktycznie prawie zawsze), że ceny za jakie są w stanie pracować ludzie są tak naprawdę na granicy opłacalności, choć w wielu przypadkach tę granicę znacząco nawet przekraczano.
Ale nic to. Wiedząc, że nie zawsze wykonanie zlecenia powierza się temu, który ceni się najmniej, lecz często decydują właściwe preferencje, licytowałem się i oczekiwałem efektów. Wziąłem udział w dziewięciu licytacjach, z czego w 5 miałem najkorzystniejszą ofertę. Czekałem więc na podjęcie współpracy, która jak się okazało miała nigdy nie nastąpić. Nie dość, że ludzie są gotowi wykonywać niemałą robotę za śmiesznie niskie stawki, to zleceniodawcom i tak się nie podobało. Kilka aukcji w których brałem udział uznano za nierozstrzygnięte - nie wybrano zwycięzcy. Kolejne zaś sprawiały wrażenie zapomnianych przez zleceniodawców, którzy przez kilka tygodni po zakończeniu licytacji w ogóle nie raczyli podjąć jakiejkolwiek decyzji w sprawie wybrania (bądź nie) zwycięzcy.
Toż to paranoja jakaś. Jest ogrom zleceń do wykonania. Jest ogrom ludzi gotowych podjęcia się tych zleceń za nieprzyzwoicie niskie pieniądze. A mimo to zleceniodawcom jest za drogo. Nie było więc innego wyboru, jak pożegnać się z freelancingiem. Nie mam zamiaru brać udziału w tej szopce. Przynajmniej do czasu, aż zleceniodawcy dojrzeją do tego ciekawego i mimo wszystko perspektywicznego sposobu pracy.
Podobno na Zachodzie z freelancingu można nawet nieźle żyć. U nas nawet dorobić się nie da. Ba, w ogóle robić się nie da. Do wszystkiego trzeba bowiem dorosnąć...



0 x reakcje:
Prześlij komentarz