Po kolei

Musiałem odwiedzić bank (między innymi z powodu opisanego w poprzedniej notce). Okazało się, że trafiłem bardzo nieszczęśliwie - były tylko dwie pracownice i kilkunastu interesantów. Osobiście zbytnio się tym nie zmartwiłem, bo nigdzie mi się nie spieszyło, ale atmosfera odczuwalnie gęstniała. Co chwilę słychać było głosy oburzenia i niezadowolenia, a każdy kolejny głośniejszy od poprzedniego. Hałas zrobił się bardzo nieznośny również dla jednej z pracownic banku, czego dała wyraz słowną uwagą do najgłośniejszej z kobiet, informując, że nie może przez nią pracować.
Na chwilę zrobiło się spokojnie. Do momentu, aż pani za biurkiem poprosiła nie pierwszą osobę z kolejki, lecz pierwszą osobę, która przyszła w sprawie w której ona się specjalizuje. Mimo, że spokojnie mogłaby zająć się dowolną z czekających osób. I znowu zawrzało...
Ogólnie poszło o to, że taki system przyjmowania klientów można stosować, gdy występują adekwatne proporcje w ilości pracowników do interesantów, a nie teraz, gdy kolejka wije się tak, że Snake z komórek Nokii wpada w kompleksy, a za biurkiem tylko dwie panie. I trzeba przyznać, że jest w tym trochę racji, gdyż może dojść do takiej sytuacji, że osoby czekające na swoją kolej ponad godzinę, muszą ustąpić miejsca interesantowi, który dopiero co wszedł. A wszystko tylko dlatego, że miał to szczęście, że dla przykładu chciał założyć konto, a nie spłacić ratę, jak inni w kolejce.
Jednak to nie system kolejkowy był powodem mego smutku, lecz osobnik, będący jednym z najgłośniejszych krzykaczy, który wyrażał swe niezadowolenie, ale gdy przyszło co do czego, bez mrugnięcia okiem wykorzystał sytuację chwilę wcześniej głośno przez siebie krytykowaną.
Obłuda ludzi nie zna granic?


























