sobota, 28 lutego 2009

Nie mogę


Pracownica supermarketu, znajdująca się w punkcie informacyjnym zauważyła, że na halę wchodzi mężczyzna z bagażem na plecach. Zwróciła się więc do niego tymi oto słowami:

- Przepraszam! Czy może pan zostawić plecak w informacji?
Klient przystanął, rozważył, co usłyszał, podrapał się po głowie i odparł:
- Nie mogę.
Reakcja kobiety była następująca:
- Echhhh... [Westchnienie i opad rąk.]
Pani wróciła do przerwanych prac papierkowych, pan wyruszył na zakupy z plecakiem na plecach.


W pierwszym momencie byłem oburzony - jak on śmie się przeciwstawiać? Jak można świadomie, z pełną premedytacją postąpić wbrew zasadom?

Po chwili przyszła jednak refleksja i... podziw. Bo miał śmiałość i odwagę! Bo sięgał dalej, niż pozwalały na to narzucone zasady. Bo wiedział, że zawsze można spróbować wykroczyć poza określone ramy. Bo miał świadomość, że łańcuch jest tak silny, jak jego najsłabsze ogniwo, przy czym nie czekał, aż przypadkiem na nie trafi - poszukiwał go.

Bo optymalizował swój świat.

piątek, 27 lutego 2009

Oscargasm



Teraz już wiecie, dlaczego Oscar jest taki... pożądany? ;)

czwartek, 26 lutego 2009

Untangle


Prosta (w zasadach) gra logiczna polegająca na takim przestawieniu figury, by jej linie się nie przecinały. Zapraszam do przetestowania swych umiejętności w dziedzinie wyobraźni przestrzennej. :)

środa, 25 lutego 2009

Spam


Z dedykacją dla pewnej osoby, która uważa, że jednozdaniowa notka ociera się o spam.

wtorek, 24 lutego 2009

Na pokaz


W jednym z wywiadów Michał Żebrowski stwierdził, że jeszcze nie słyszał o żadnym aktorze, o którym by się nie mówiło, lub który sam by o tym nie wspomniał, jeśli przeznaczyłby sporą sumę pieniędzy na cele dobroczynne.

W domyśle miało to zapewne znaczyć tyle, że 'filantropia' celebrytów to tylko pokazówka, i nie wynika z wewnętrznych przekonań. Przynajmniej takie wnioski można wyciągnąć z treści całego wywiadu.

Mam jednak jakieś nieodparte wrażenie, że sytuacja odwrotna do tej, jaka została przedstawiona w pierwszym akapicie jest po prostu nierealna. I wcale nie dlatego, że nie ma aktorów dobroczynnych, chcących pozostać w tej kwestii anonimowymi. Kłopot w tym, że wszelka informacja na temat ich ofiarności zabiera im tę anonimowość, co w konsekwencji czyni z nich 'filantropów na pokaz'. Przynajmniej wg teorii Żebrowskiego.

Swoją drogą, ciekawe, co na to jego znajomi z branży aktorskiej, skoro tak otwarcie (choć nie bezpośrednio i nie wszystkich) nazywa ich obłudnikami?

poniedziałek, 23 lutego 2009

Gra za 1,22


W restauracjach pewnej globalnej firmy gastronomicznej organizowany był konkurs SMSowy w którym do wygrania było 400 gier komputerowych. (Oczywiście nie wszystkie razem, tylko 400 nagród po jednej grze). Ponieważ grać bardzo lubię, postanowiłem wystawić swoje szczęście na próbę. A jako, że na koncie telefonicznym mam całkiem sporo środków (więcej, niż na koncie bankowym...), nie zastanawiałem się długo, tylko wysłałem SMS.

I wiecie co? Wygrałem!

Ale to nie wszystko, czym chciałem się z Wami podzielić. Niestety. :/

Już pomijam fakt, że hasło promocyjne informowało, że można wygrać grę za jedyne 1,22. Bo rzeczywiście tyle kosztował SMS. Jeden. Sęk w tym, że aby w pełni sfinalizować transakcję, tych SMSów musiało być przynajmniej trzy - zgłoszeniowy, z odpowiedzią na pytanie konkursowe, oraz z danymi adresowymi w przypadku wygranej. Jak łatwo policzyć, daje to sumę 3,66...

Na tym jednak nie koniec niespodzianek. Po wysłaniu wiadomości z adresem otrzymałem SMS zwrotny o treści: "Błędna treść lub wiadomość wysłana pod zły numer". Sprawdziłem więc szablon i wysłałem kolejny SMS. Odpowiedź była znów ta sama. Spróbowałem trzeci raz - bez zmian.

Pomyślałem więc, że sensowniej będzie zadzwonić do organizatora, by ten podyktował mi znak po znaku, jak ma wyglądać wiadomość z danymi adresowymi. Jak pomyślałem, tak zrobiłem. Skierowano mnie do firmy podległej, skąd skierowano mnie do kolejnej firmy podległej, a tam... Kazano mi zadzwonić do innej firmy. (Skąd wiedzieliście?)

Koszty przedsięwzięcia już dawno przestałem liczyć. Interesowało mnie już tylko to, by sprawę wreszcie zakończyć. Na szczęście przestano mnie już wysyłać dalej i obiecano zająć się moją sprawą. Niestety osoby odpowiedzialnej za dany konkurs akurat nie było, więc pani spisała mój numer i nazwisko, i zanim się rozłączyła zapewniła mnie, że niebawem oddzwonią z wyjaśnieniami.

Czasu na wysłanie swoich danych miałem 24 godziny. Godzinę przed upłynięciem terminu postanowiłem ponownie skontaktować się z tymi, którzy obiecali oddzwonić, czego nie uczynili. I znów zapewniano mnie, że sprawa zostanie wyjaśniona, jak tylko pan, który się tym zajmuje wróci z krótkiego zebrania. Zebranie to okazało się być nadzwyczaj długie, gdyż minęła kolejna dona, a ja nadal byłem bez odpowiedzi.

Czas na wysłanie danych już dawno minął, ale moje zdenerwowanie i zirytowanie dopiero zaczęło poważnie narastać. Zadzwoniłem więc jeszcze raz do odpowiedniej firmy, jednak nie po to, by prosić o pomoc, lecz by poinformować ich, co też o nich sobie myślę. (Szczerze pisząc, sam się sobie dziwiłem, że też potrafię tak nawytykać ludziom. Może brak fizycznego, wzrokowego kontaktu mnie tak ośmielił?) Co ciekawe, tym razem kobieta nie zasłaniała się 'ciągle nieobecnym panem, który się tym zajmuje', lecz zwaliła na... podległą firmę, która jest za to odpowiedzialna. Poprosiłem więc o numer telefonu do tej firmy, lecz zamiast tego otrzymałem zapewnienie (które to już?), że sprawdzi, czy da się jeszcze coś zrobić.

Dwie godziny później otrzymałem telefon z przeprosinami za zaistniałą sytuację, z prośbą o wybaczenie, oraz z informacją, że system komputerowy przyjął moje zgłoszenie z danymi. Pozostaje mi więc czekać na przesyłkę.

Szkoda tylko, że kolejny raz okazuje się, że próba polubownego rozwiązania problemu nie przynosi pożądanego rezultatu. Trzeba postąpić tak, jak się postępować nie powinno, by wszystko było tak, jak być powinno...

niedziela, 22 lutego 2009

Kościelnie


Żeby nawet na mszy nie móc powstrzymać się od słowomaniactwa?

Ludzie śpiewają pieśń:
- "(...) składamy na Twoim stole wszystko, co mamy."
A ja zwracam się do brata:
- A dlaczego tylko mamy, a nie taty?

Ksiądz wygłasza:
- "Pokój wam zostawiam, pokój Mój wam daję."
Ja do kolejnego brata:
- Ja tobie też pokój zostawiłem.

Chyba źle ze mną.
I to bardzo...

sobota, 21 lutego 2009

Zmierzch


Filmów o wampirach było wiele, 'Zmierzch' jest kolejnym. Co ciekawe nie jest to horror, trudno mi chyba nawet nazwać go choćby thrillerem. To raczej połączenie kina akcji z melodramatem.

Isabella jest młodą, zagubioną dziewczyną, która szuka swojego miejsca w świecie (i na świecie). Wyprowadza się więc od matki i ojczyma, by zamieszkać zupełnie innym klimacie (nie tylko meteorologicznym) u swego ojca. Konsekwencją tej decyzji jest między innymi konieczność zmiany szkoły.

Tam też poznaje Edwarda, który nosi etykietę samotnika, gdyż najwyraźniej jeszcze nie znalazła się taka, która by sprostała jego oczekiwaniom. Być może to właśnie aura tajemniczości wokół jego postaci sprawia, że dziewczyna jest nim zafascynowana. Co ciekawe, nie jest to jednostronne - Edward z sobie tylko znanego powodu, ku zaskoczeniu Isabelli i innych uczniów, nawiązuje z dziewczyną bliższą znajomość.

Następnie Isabella dowiaduje się kim naprawdę jest Edward, oraz oboje zaczynają czuć do siebie coś więcej, niż 'tylko' przyjaźń. Tworzy to mieszankę wybuchową, która wszystko komplikuje. Ale nie ma tego złego, gdyż akcja filmu zaczyna zdecydowanie przyspieszać, co pozytywnie wpływa na przyjemność oglądania.

Polecam. :)

piątek, 20 lutego 2009

Drogowo


W dużych miastach godziny szczytu niewątpliwie negatywnie wpływają na samopoczucie kierowców, którzy w tym nieciekawym czasie muszą przemieścić się swoim pojazdem z jednego miejsca w inne.

Nie zdziwi mnie więc wzajemne trąbienie na siebie. Zwłaszcza, gdy ktoś przejeżdża komuś tuż przed maską samochodu, mając czerwone światło. Bardzo się jednak zdziwiłem, gdy dosłownie kilka metrów dalej, kierowca na którym wymuszono pierwszeństwo, prawie by potrącił pieszego, przechodzącego przez przejście dla pieszych, mającego zielone światło, pozwalające mu na wykonanie tej czynności.

Jakże to wymowne. Jeszcze nie zdążył w pełni zamilknąć klakson kierowcy, który ledwo uniknął stłuczki, a już sam zdążył przejechać przez pasy, mając czerwone światło, omal nie taranując człowieka.

Na szczęście Bozia nie pożałowała mi refleksu i w porę odskoczyłem...

czwartek, 19 lutego 2009

Lolita


Czy można nazwać skandalicznym film (oraz książkę, której film jest ekranizacją), opowiadający o 'miłości' pomiędzy dorosłym mężczyzną, a nastoletnią dziewczyną, tylko dlatego, że traktuje o takiej właśnie relacji? Okazuje się, że (niestety) można.

Zarówno książka autorstwa Vladimira Nabokova, jak i film Adriana Lyne'a zostały uznane za skandaliczne. I choć nie od dziś wiadomo, że skandal jest bardzo skutecznym materiałem promocyjnym, tym razem odgrywał rolę odstraszającą, miast przyciągającą uwagę. Przynajmniej, jeśli chodzi o wydawców i dystrybutorów. Nikt bowiem nie chciał się podjąć zaprezentowania szerszej publiczności utworu, który zwie się 'Lolita'.

Fabuła 'Lolity' opowiada o profesorze Humbert Humbert, który poślubia Charlotte Haze u której wynajmuje pokój, tylko dlatego, by być jak najbliżej jej dwunastoletniej córki Dolores, którą Humbert nazywa Lolitą. Reszta jest konsekwencją tej decyzji. Jak tragiczną - można się tylko domyślać, lub przeczytać/obejrzeć 'Lolitę', do czego szczerze zachęcam.

Skandalem jest wg mnie nazywanie tego utworu skandalicznym, skoro w niezwykły i przekonujący sposób (choć, czy potrzeba kogoś przekonywać?) obrazuje tragedię pedofilii.

PS. Tym, którzy spodziewali się czegoś innego przypominam, że istnieje pewien filmik...

środa, 18 lutego 2009

Powiedz mi


- Na którą idziesz jutro do szkoły?
- Na 10.
- Jak to na 10!? Przecież na planie masz napisane, że na 9!
(- Ale przepadła mi pierwsza lekcja, bo pani jest chora.)
Bardzo dobrze zdaję sobie sprawę z tego, że powyższy dialog jest bez sensu. Jest on jednak w 100% autentyczny i idealnie obrazuje pewien typ człowieka, dla którego rozmowa ma być tylko potwierdzeniem tego, co już wie. Dla tej osoby nie istnieje coś takiego, jak dialog. Chyba, że będziesz mówić dokładnie to, co chce usłyszeć - wtedy możemy sobie 'podyskutować'.

Skąd się biorą tacy ludzie? A przede wszystkim, skąd bierze się w nich potrzeba, by ktoś inny potwierdził to, co już bardzo dobrze wiedzą? Lub przynajmniej tak im się wydaje, że wiedzą... Jakieś kompleksy?

wtorek, 17 lutego 2009

Puzzle Quest


Chciałem napisać o grze, która mnie pochłonęła na wiele godzin. Chciałem pisać o jej prostych zasadach, przy skomplikowanej mechanice. Chciałem wychwalać sielski klimat, który sprawia, że nie czuje się upływającego czasu. Chciałem pochwalić bardzo ładną grafikę i nastrojową muzykę, które umilają chwile spędzone na grze. Chciałem...

Wiele rzeczy miałem zamiar zrobić, by w ostateczności zachęcić do zapoznania się z 'rewelacyjną' grą, jaką jest "Puzzle Quest: Challenge of the Warlords".

Cały mój zapał ostudziły jednak 3 (słownie: trzy!) godziny podczas których podejmowałem nieustanne próby pokonania jednego tylko przeciwnika.Celu zamierzonego nie osiągnąłem...

Nie wiem, być może winę za to ponosi element losowości występujący w grze. Ja jednak, w miarę upływu czasu odnosiłem coraz silniejsze wrażenie, że wspomniana losowość jakimś dziwnym trafem pomaga przeciwnikowi. Żeby przez prawie 200 minut nie można było pokonać jednego przeciwnika, bo w krytycznym dla niego momencie wystarczał jeden jego ruch, by wyprowadzić śmiertelną dla mojego bohatera sekwencję kilku ciosów?

Oczywiście, istnieje pewne prawdopodobieństwo, że winę za zaistniałą sytuację ponosi jakieś fatum, które mnie sobie upodobało. Jeśli tak, to serdecznie polecam PQ. W przeciwnym wypadku - ostrzegam! Bywały bowiem momenty, że poziom mojej frustracji dochodził do miejsca w którym zapalała się czerwona lampka, a w głowie pojawiały się myśli, które w razie realizacji okazałyby się destrukcyjne dla laptopa...

poniedziałek, 16 lutego 2009

Cennie


Nieznajomość prawa nie jest usprawiedliwieniem. Natomiast jego znajomość w znaczący sposób wpływa na szansę, że potraktowani zostaniemy tak, jak należy. Stąd prosty wniosek - prawo warto znać.

Nie mam zamiaru cytowania tu wszelakich kodeksów, ustaw, czy innych paragrafów. Jednak w trosce o stan naszych portfeli zwrócę uwagę na pewną sprawę. Może się to okazać bardzo korzystne, zwłaszcza w czasie kryzysu (a jednak!)...

Mam takie dziwne wrażenie, że każdy z nas spotkał się z sytuacją, kiedy to zakupiony produkt w kasie sklepowej okazał się droższy, niż cena przypisana mu na regale. Jednak zapewne nie każdy wie, że sklep (uogólniam dla uproszczenia) nie ma prawa zażądać wyższej kwoty niż ta, która jest widoczna dla klienta.

I nie ma tu znaczenia, czy skończyła się promocja, a pracownik nie zdążył etykiety zmienić, czy też po prostu ktoś się pomylił przy drukowaniu ceny. Niezależnie od przyczyny, efekt jest taki sam - cena na półce jest ceną obowiązującą.

Niby nic, ale gdybym był bogatszy o tę wiedzę dzień wcześniej, niż się z nią zapoznałem, osoba której pomagałem wybrać prezent urodzinowy byłaby bogatsza o kilkadziesiąt złotych. A to już coś.

Nawet, gdyby sprawa dotyczyła znacznie mniejszej kwoty, uważam, że należy się o swoje upominać. Choćby z tego względu, że nie wszystkie 'pomyłki' są nimi w istocie.

niedziela, 15 lutego 2009

Spodeń


1 okulary -> 1/2 okularów -> okular

dlaczego więc:

1 spodnie -> 1/2 spodni -> nogawka

a nie:

1 spodnie -> 1/2 spodni -> spodeń

??

sobota, 14 lutego 2009

Love


Love is everything.
m. is everything.

m. is LOVE.

piątek, 13 lutego 2009

Codzienne zakupy


Wypłacając (moje ostatnie...) pieniądze, zauważyłem przyklejoną kartę przy bankomacie. Była na niej informacja, że płacąc kartą banku do którego należę, i robiąc zakupy w sklepie w którym robię zakupy, mogę uzyskać 5% rabatu. Niby to niewiele, ale zawsze coś. ;)

Udałem się więc do siedziby banku, dokąd wg informacji na wspomnianej kartce należało się wybrać w celu uzyskania szczegółowych informacji promocji. W placówce znalazłem odpowiednią ulotkę, która zachęcała hasłem:

"Teraz codzienne zakupy przyjemniejsze o całe 5%."
Zacząłem więc szukać 'haczyka', który zawsze gdzieś się chowa. ;) I gdy dowiedziałem się, że rabat uzyskuje się poprzez płacenie specjalną, partnerską (banku i sklepu) kartą kredytową, myślałem, że go znalazłem. Jakże naiwny byłem. ;) Czytałem dalej, a tam jest napisane:
"Rabat przy jednorazowym zakupie od 50 zł."
Taaa... Chciałbym móc sobie pozwolić na "codzienne zakupy" powyżej 50 zł... ;)

czwartek, 12 lutego 2009

Sex Foto


Noszenie w portfelu zdjęcia ukochanej osoby to bardzo powszechna praktyka. Fotografie mogą być różne, najczęściej są to jednak tak zwane paszportówki. Sam noszę zawsze przy sobie zdjęcie m. w portfelu. To idealny sposób na to, by zawsze się uśmiechnąć, sięgając po pieniądze (nawet, gdy nie ma ich zbyt wiele).

Nie zdarzyło się więc wcześniej, by wizerunki ludzi spoglądających z przedmiotu w którym przechowuje się pieniądze (dość mam już wypisywania słowa 'portfel', a jakoś nie potrafię synonimów znaleźć) wzbudziły me zdziwienie. Do teraz...

Osobnik płacący przede mną za zakupy nosił w... (no, wiecie w czym) zdjęcie swej lubej pozującej w bieliźnie. I nie tylko było jej mało (bielizny, nie dziewczyny), ale też nie można nazwać jej plażową. Nawet pozycja 'modelki' była, powiedzmy, że niejednoznaczna.

Ja wiem, że... współczesna sakiewka to rzecz osobista. Ale wiem też, że bielizna (zwłaszcza ta będąca na miejscu przeznaczenia) jest jeszcze bardziej osobista. I taką powinna pozostać...

środa, 11 lutego 2009

Bed


Zwłaszcza po sporej ilości nadgodzin...

Może całych dni, to ja jednak nie przesypiam, ale gdy tylko mogę sobie na to pozwolić (w pewnym sensie muszę), to kilkanaście godzin snu nie jest niczym nadzwyczajnym...

I jedno i drugie czynie jednak z przyjemnością. :)

wtorek, 10 lutego 2009

House M.D.



Tym, którzy znają - nie muszę przedstawiać.
Tych, którzy nie widzieli - ostrzegam!
Po nafaszerowaniu się House'm (jakkolwiek by to nie brzmiało) kilka razy usłyszałem od m.:
- Nie bądź złośliwy!
Poza tym, to znakomity serial, który śmiało mógłby być materiałem do napisania pracy naukowej na temat szpitalnych (lekarskich) dylematów moralnych. ;)

poniedziałek, 9 lutego 2009

Korekta


Komputer Świat (4/2009):

"Ostatnio internauci bardzo chętnie wykorzystują internet do pokazywania światu swoich talentów. Znakomitym miejscem do tego jest serwis wideo - YouTube, gdzie każdy internauta, mający dostęp do internetu może zaprezentować w postaci filmu to, co potrafi najlepiej."
Słyszał ktoś o internautach bez dostępu do Internetu? (Pomijam już fakt, że Internet jest nazwą własną, ze wszystkimi tego konsekwencjami w pisowni.)
"Po ogłoszeniu wyników finansowych za 2008 rok, firma Microsoft ogłosiła plany zwolnienia około 5 procent zatrudnionych w niej osób (to w przybliżeniu 5000 etatów).
Analitycy z firmy Gartner uważają, że spowodowała to Vista, a szczególnie ogromne kwoty wydawane na promocję systemu, który bardzo wielu użytkowników stara się omijać szerokim łukiem."
Użytkownicy, ale czego? Visty? Skoro się coś użytkuje, to omijanie tego szerokim łukiem jest raczej nielogiczne, czyż nie?

Poza powyższymi znalazłem jeszcze kilka standardowych błędów edytorskich, takich jak brak kropki w kilku miejscach, czy spacji w kilku innych.

A dopiero zacząłem czytać...

Wiem, że ja sam nie jestem bezbłędny. Ale też nie jestem profesjonalnym czasopismem z korektorem na etacie...

niedziela, 8 lutego 2009

Spotkanie


Ludzi na ulicy mija się codziennie wielu, czasem nawet bardzo wielu. Wśród tych zwykle anonimowych, 'bezosobowych' postaci może się trafić ktoś, kto w jakiś sposób zwróci na siebie naszą uwagę. Czy to poprzez swoje zachowanie, ubiór, czy nawet zapach...

Tym razem jednak moje oczy zatrzymały się na dłużej na pozornie zwyczajnej... kobiecie. (Spokojnie m., bez nerwów...) Dostrzegłem w niej jednak coś, co bardzo niewielu byłoby w stanie dostrzec. Co ciekawe, ona zauważyła we mnie to samo. Jesteśmy z Chojnic, a spotkaliśmy się przypadkowo w Bydgoszczy.

Ciężko mi wyjaśnić dlaczego ta, bądź co bądź, nienadzwyczajna sytuacja jest tak pozytywna. Przecież byśmy nawet nie mogli zwrócić się do siebie po imieniu, gdyż ich nie znamy. Jedynie kilka razy spotkaliśmy się służbowo w mojej poprzedniej pracy (w Chojnicach). Mimo to, wymieniliśmy między sobą uśmiechy (porozumiewawcze, nie zalotne!), po czym każde z nas poszło w swoją stronę. (Nie, nie wiem czy się odwróciła. Nie sprawdzałem...)

Czyżby więzy terytorialne były aż tak głęboko zakorzenione w podświadomości, że 'na obczyźnie' każda osoba tego samego pochodzenia staje się bratnią duszą?

sobota, 7 lutego 2009

Za dużo


Zasłyszane z rozmowy telefonicznej pewnej kobiety, emerytki:

- Co on tak narzeka? Przecież dostaje 8 zł/h. To bardzo dużo. Ja nigdy tyle nie zarabiałam, więc niech się zamknie i nie marudzi!
No właśnie - jak można zarabiać więcej niż ta pani (i chcieć jeszcze więcej)? I to w czasach, gdy życie jest coraz droższe? Wstyd!

piątek, 6 lutego 2009

W nawiasie

( )

Czytaliście kiedyś powieść w której na każdej stronie było minimum kilka nawiasów?

(Co ciekawe, to właśnie treść zawarta w tych nawiasach w ogromnym stopniu warunkuje pozytywny odbiór książki.)

czwartek, 5 lutego 2009

Pieszo


Lubię chodzić pieszo. Poza oczywistymi walorami zdrowotnymi (ruch, świeże powietrze i te sprawy), przemawiającymi za wyborem spaceru zamiast autobusu lub tramwaju jest fakt, że otrzymuje się znacznie więcej czasu na czytanie. Oczywiście pod warunkiem, że odpowiednio wcześniej wyjdzie się z miejsca źródłowego, by w porę dotrzeć do miejsca docelowego.

Praktykę lektury czy to książki, czy czasopisma w czasie wędrówki z powodzeniem dało się wykonywać w Chojnicach. W Bydgoszczy już tak łatwo nie jest...

To, co w Chojnicach wydawało się być nieprawdopodobne, a w razie zaistnienia - od razu zlikwidowane przez odpowiednich ludzi, tutaj (w Bydgoszczy) kałuże na 140% szerokości chodnika i dwa metry długości są zjawiskiem powszechnym w czasie i kilka dni po deszczu. I to niekoniecznie ulewnym.

Ale nie ma co się poddawać, prawda? W końcu to jedna z naprawdę niewielu zmian 'in minus', jakie zaszły w moim życiu po przeprowadzce. A jeśli popracuję nad podzielnością uwagi, to ostateczny bilans może być jak najbardziej pozytywny. :)

środa, 4 lutego 2009

After dentist


"I feel funny."

wtorek, 3 lutego 2009

Ambitnie


Zauważyłem, że każdy kto w pracy zdradzi się ze swoimi ambicjami awansu jest wyśmiewany przez innych (delikatnie pisząc). Co ciekawe, sytuacja ta ma miejsce tylko w przypadku osób o równych kwalifikacjach. Pracownicy będący wyżej w hierarchii reagują na odwrót - zachęcają i jeszcze bardziej motywują.

Co więc sprawia, że ambicje jednego wywołują śmiech u innego? Może mamy tu do czynienia z wyścigiem szczurów, gdzie tak naprawdę każdy dąży do jednego, tego samego celu? A reakcja wyśmiewcza jest po prostu maską mającą na celu ukrycie swych własnych planów?

Ciekawe, prawda? Człowiek wyśmiewa innego człowieka ze strachu przed wyśmianiem...

W każdym bądź razie, nim ja odkryję przed innymi własne karty, dwa razy się zastanowię. Po co robić sobie wrogów? Pytanie tylko, czy niechęć do tego, który osiągnął cel nie będzie większa niż niechęć do tego, który zdradził swe ambicje?

poniedziałek, 2 lutego 2009

Żart był


Jeśli żart był niejednoznaczny i ludzie uznali go za prawdę, a żartowniś tego nie sprostował, to mamy nadal do czynienia z żartem, czy też jest to już zwykłe kłamstwo?

Jeśli kłamstwo, to spieszę z wyjaśnieniem, że żart był... ;)

niedziela, 1 lutego 2009

(Anty)reklama



Zauważyliście coś dziwnego w powyższym materiale video?

Mało spostrzegawczym może się wydawać, że to zwykła reklama jednego z produktów marki Google. W istocie, jest to reklama GMail.

Pojawia się jednak pewne pytanie:
Dlaczego twórcy filmu (Google) posługują się przeglądarką Firefox, miast własnego Chrome? Czyżby mieli jej dość bardziej niż internauci...?