wtorek, 5 maja 2009

Imprezowo


- Gdzie chodzisz na imprezy? - Zapytała mnie koleżanka z pracy.
- Nigdzie. - Odpowiedziałem zgodnie z prawdą.
- Jak to nigdzie!? - Nie mogła uwierzyć.
- No normalnie. Imprezy nie są mi potrzebne do szczęścia. - Wyjaśniłem.
- Nie, no. Tak nie może być. Będziemy musieli cię gdzieś wyciągnąć. - Obiecała.
Do realizacji obietnicy jeszcze nie doszło. Nie wiem, czy stety, czy niestety. Ciekawe jednak, jak wielkie zdziwienie może wywołać fakt, że druga osoba ma inne potrzeby i priorytety. Zdziwienie wielkie do tego stopnia, że wyraża się chęć (potrzebę) zmiany takiego stanu.

Każdy ma swoją drogę, którą podąża, bo właśnie ta jest dla niego odpowiednia. Skąd więc u niektórych przekonanie, że ta własna jest lepsza i właściwsza? Po co 'nawracać' kogoś, kto jest zadowolony ze swej drogi i kroczeniem nią nie czyni nikomu krzywdy?

3 x reakcje:

Bati pisze...

Znam to. Dziwne, są ludzie, którzy gdyby ich nie wyciągali, to by wcale na takowe imprezy nie chodzili. Jak łatwo jest ludźmi manipulować...

PAK pisze...

Też znam. Ale się nie dziwię. To normalne i -- powiedziałbym -- dobre, że ludzie chcą się dzielić tym, co ich pociąga, co sprawia im przyjemność. (Może gdyby przyjemności były bardziej niszowe, to więcej by się miało do nich dystansu.)

Kolejna rzecz, to 'socjalizacja', czyli zżywanie się grupy. Do tego są potrzebne wspólne sposoby spędzania wolnego czasu.

Ramzel pisze...

Co innego wspólnie spędzać czas (jestem za), a co innego przekonywać innych, że ma się najwłaściwszy patent na to, co w tym czasie powinno się robić.

Prześlij komentarz