poniedziałek, 13 kwietnia 2009

Wojna


O tym, że wojna jest zła wiem od dawna. Od tak dawna, że nawet nie pamiętam od kiedy. Nie wiem nawet co sprawiło, że to przekonanie jest we mnie aż tak silne i kategorycznie odrzucające wszelką negację okropieństwa wojny.

Jednak dopiero grając w Company of Heroes autentycznie odczułem, jak wielką tragedią był, jest i zawsze będzie konflikt zbrojny. Nie uczyniła tego żadna książka, fotografia z frontu, przechadzka po obozach zagłady, ani nawet film. Zrobiła to gra. Choć tak naprawdę nie grałem. Ja przeżuwałem to, co działo się na ekranie. I właśnie dlatego tak lubię gry. Pozwalają bowiem doświadczyć rzeczy, których w rzeczywistym świecie nigdy bym nie poznał. Czasem stety, czasem niestety.

Z CoH wiąże się jeszcze jedno ciekawe zjawisko. Otóż dotychczas nieczęsto grywałem w produkcje strategiczne. Po prostu przywiązuję się do prowadzonych postaci i nie lubię, gdy muszę się z nimi rozstać, bo bit określający żywotność jednostki zmienił się z 1 na 0, co jest przecież sytuacją normalną we wszelkiej maści strategiach. Tymczasem, podczas obcowania z Kompanią Braci wcale się tym nie przejmowałem. Po prostu wciskałem przycisk odpowiedzialny za wezwanie posiłków.

W świetle wcześniejszych informacji wydaje się to być paradoksalne. No bo jak to tak, że dzięki tej produkcji doświadczyłem, jak wstrętna jest wojna, a z drugiej strony w ogóle nie przejmowałem się ginącymi jednostkami? Sprawa jest jednak prosta - jeśli się da, trzeba dołożyć wszelkich starań, by do wojny nie doszło. Jeśli jednak wybuchnie i znajdziemy się na froncie - należy walczyć!

W imię czego? Demokracji? Wolności? Niepodległości? O pokój? Nie. O życie! Własne życie...

5 x reakcje:

Anonimowy pisze...

No, nie tylko o swoje życie... O życie tych, których kochasz też.

Ramzel pisze...

Nie zadbasz o tych, których kochasz, jeśli samemu nie żyjesz.
No i nie bardzo wiem, jak troszczyć się o życie ukochanych, których pozostawiło się w domu, a samemu walczy się nawet kilka tysięcy kilometrów dalej na froncie...

Anonimowy pisze...

Choćby tak, że jeżeli przegramy, nasz wróg zapanuje nad miejscem, gdzie mieszkamy i może robić z naszymi ukochanymi co zechce. Walczymy, bo chcemy żeby nasi bliscy żyli dobrze - poświęcamy się. Oczywiście nie zawsze, są żołnierze walczący tylko o swoje życie.

Ramzel pisze...

Sęk w tym, że samemu nie żyjąc, nie ma się możliwości pomocy innym. W związku z tym walka o własne życie jest na froncie priorytetowa, bo bez tego do niczego nie jest się przydatnym.

Anonimowy pisze...

No, fakt...

Prześlij komentarz