niedziela, 30 listopada 2008

Filmowo



Chyba jedyny film, który w trakcie oglądania wywołał we mnie efekt otwarcia oczu i ust do stanów maksymalnych, powodując jednocześnie, że po obejrzeniu całości pokładałem się ze śmiechu.

sobota, 29 listopada 2008

Dwa razy


Niektórym trzeba wszystko dwa razy powtarzać...

Niektórym trzeba wszystko dwa razy powtarzać...

piątek, 28 listopada 2008

Halo?


Intensywnie poszukuję lokum do zamieszkania w Bydgoszczy. Przeglądam więc różne rubryki ogłoszeniowe w gazetach i dzwonię do ogłoszeniodawców co ciekawszych ofert. Nim zacząłem to robić, nawet nie przypuszczałem, że czynność ta może okazać się aż tak zabawna!

Ciekawym zjawiskiem był na przykład pan, który już podczas wstępnej rozmowy telefonicznej zaczął zdradzać mi różne szczegóły swego życia osobistego (np., że z żoną w separacji jest), nie szczędząc przy tym słów, które u co kulturalniejszych osób mogły spowodować uwiąd uszu. Ale przynajmniej wiedziałem, że wchodzenie w interesy z taką osobą jest co najmniej ryzykowne. Tym bardziej, że pan ten nie potrafił nawet do końca sprecyzować, co tak naprawdę oferuje.

Kolejny przypadek jest w dużej mierze wynikiem mego niedoprecyzowania, ale przynajmniej było zabawnie. ;) Otóż zadzwoniłem pod numer wskazany w ogłoszeniu i przeprowadziłem konwersację z pewnym panem, a wyglądało (słyszało?) to mniej więcej tak:

- Jest pan studentem?
- Nie, ale od października mam zamiar być.
- Panie! Przecież my koniec listopada mamy!
- Wiem.
- No to jak pan chce studiować od października?
- Do października będę pracował, a od października będę i pracował i studiował.
- Od jakiego znowu października, skoro już prawie grudzień jest!?
- Października 2009.
- Jakiego?
- 2009.
- Przecież my 2008 mamy.
- Wiem.
- No to jak...!? Głupie żarty pan sobie robi!
I nawet nie dostałem możliwości wyjaśnienie, że życie nie zawsze jest tak proste (i łatwe), jak byśmy chcieli, gdyż mój rozmówca zakończył połączenie telefoniczne.

Jak już mówiłem, zdaję sobie sprawę, że powyższa sytuacja była również wynikiem mego działania, ale najzabawniejsze w tym wszystkim jest to, że osoba oskarżająca mnie o robienie głupich żartów wcale się nie śmiałą. Wręcz przeciwnie, w głosie tego pana słychać było złość i poirytowanie. Tymczasem osoba, która do sprawy podchodziła zupełnie poważnie, otrzymała powód do śmiechu. I to tak potężny, że jeszcze przez kilka godzin po konwersacji dobry humor mnie nie opuszczał. :)

czwartek, 27 listopada 2008

Oczy


Oczy - zwierciadło duszy. Wystarczy je zasłonić by nie zostać zidentyfikowanym. I to właśnie one sprawiły, że mijając się z pewną osobą poznałem, że to wujek. Gdyby nie oczy, to z pewnością bym nie rozpoznał w chudej, wyniszczonej osobie mojego krewnego (dalekiego, ale zawsze to krewny). Tym bardziej, że wygląda kilkanaście lat starzej od mego ojca, który jest kilka lat młodszy od wujka. (Mniejsza o powód takiego stanu rzeczy...)

Oczy - zdrajca osobowości.

środa, 26 listopada 2008

Nuda


Adaś gra na pianinie, a Hania się nudzi się. ;)

wtorek, 25 listopada 2008

GO!


Nadchodzą ogromne zmiany w moim życiu. Jednak tak do końca nic nie jest jeszcze przesądzone i co jakiś czas nachodziły mnie chwile zwątpienia. Czy na pewno chcę tak radykalnie zmienić swą codzienność? Czy jestem gotowy na taki(e) krok(i)? A co, jeśli się nie uda (kolana i łydki też)? I gdy tak się nad tym zastanawiałem, dostałem mail o następującej treści:

"Ludzie, którzy tracą czas czekając, aż zaistnieją najbardziej sprzyjające warunki, nigdy nic nie zdziałają. Najlepszy czas na działanie jest teraz!
- Mark Fisher"
Gdy ktoś w mojej obecności stwierdza, że "Nie myli się tylko ten, kto nic nie robi", zawsze protestuję i oznajmiam, że "Nieprawda, gdyż błędem tego, co nic nie robi jest właśnie to, że nic nie robi". Może więc nadeszła pora, bym sam się do tego dostosował?

poniedziałek, 24 listopada 2008

Przepowiednia


Pewien przedsiębiorca zatrudnił w swojej firmie przyjaciela, jako stróża nocnego. Pracownik gorliwie spełniał swoje obowiązki. Zbliżał się dzień gdy przedsiębiorca miał udać się w ważną delegację. W przeddzień wyjazdu wyjazdu, przyszedł do niego ów przyjaciel mówiąc:

- Słuchaj! Nie jedź w tą podróż. Miałem w nocy sen - pociąg którym jechałeś w delegację wykoleił się. Wszyscy zginęli!

Przedsiębiorca pomyślał: "dziwak z niego ale może miał proroczy sen?" i zrezygnował z podróży. Następnego dnia oglądał wieczorne wiadomości i rzeczywiście - pociąg którym miał jechać wykoleił się, wszyscy zginęli. Rano poszedł do swego przyjaciela - 'jasnowidza' dziękując mu serdecznie za ocalenie przed śmiercią, powiedział: "Niestety, muszę cię zwolnić".

Dlaczego?

niedziela, 23 listopada 2008

GPSowo


Przez kilka ostatnich lat zdarzało mi się bywać w Bydgoszczy. Za każdym razem powodem mego wyjazdu była chęć zobaczenia się z m. Wizyty niestety nie były częste, ale za to bardzo intensywne. Tym razem celem mojej obecności w Bydgoszczy była nie tylko tęsknota za m., ale również sprawy zawodowe (przynajmniej mam taką nadzieję). Musiałem wybrać się do kilku miejsc, lecz nie mogłem zrobić tego wraz z m., gdyż miała Ona swoje obowiązki.

Wyruszyłem więc samotnie na podbój Bydgoszczy. Ku mojemu zaskoczeniu, ani razu nie musiałem wyciągać mapy, ani razu nie musiałem nikogo pytać o drogę, i wreszcie ani razu nie musiałem zawracać z powodu wybrania niewłaściwej trasy. Czułem się jak chodzący GPS. ;)

Co prawda, gdyby ktoś mnie zapytał o drogę do jakiejś konkretnej ulicy, to z pewnością jedyną czynnością jaką mógłbym wtedy zrobić byłoby bezradne rozłożenie rąk i niewinna mina na twarzy. Tym niemniej, gdy chciałem dojść/dojechać do miejsc, które były dla mnie istotne, orientowałem się nad wyraz znakomicie.

I pomyśleć, że to dzięki kilku (chyba nawet nie kilkunastu) wizytom w mieście w którym mam zamiar spędzić przynajmniej cztery najbliższe lata. Ogromna w tym zasługa m., która prawie za każdym razem zabierała mnie w różne zakątki Bydgoszczy, by pokazać miasto w którym spędza większość swego czasu.

Obecnie czynię starania by wiedza ta była mi potrzebna w praktyce. Na co dzień. :)

sobota, 22 listopada 2008

Dźwiękowo



Bardzo proszę o pomoc w zidentyfikowaniu tego czegoś, co robi dziennikarka w 42. sekundzie materiału wideo. Z gardła tej pani wydobywają się dźwięki tak dziwne, że nawet nie podejmę się próby zapisu fonetycznego tego czegoś, co można chyba nazwać 'chrząknięciem'. Jest to efekt dźwiękowy mający prawdopodobnie na celu oznajmienie słuchaczom, że za chwilę zostanie wypowiedziane coś ważnego/kontrowersyjnego/tajemnego(?) itp. Pojawia się jednak w mej głowie pytanie, czy ktoś choć trochę inteligentny, a taką osobą powinna być osoba zajmująca się zawodowo dziennikarstwem, może sobie pozwolić na takową formę wypowiedzi? Czyżby więc fimik był dowodem na nieprofesjonalizm nie jednej, lecz dwóch pań?

piątek, 21 listopada 2008

Wzrokowo


Szedłem sobie chodnikiem, przede mną szła pani. Naprzeciw nas kroczyła grupka małolatów z podstawówki, którzy przy żywej dyskusji używali słów powszechnie uznawanych za wulgarne, co można było usłyszeć w momencie mijania się z delikwentami. Pani przede mną z jakichś powodów zaczęła wodzić wzrokiem za tymi dziećmi. I choć sam uważam, że ich zachowanie to zjawisko smutne, naganne i karygodne, to nie rozumiem celu w jakim ta kobieta oglądała się za siebie. Bo ani im uwagi nie zwróciła (co by tylko radość u upomnianych wywołało), ani też tym wzrokiem żadnej krzywdy im nie zrobiła. Wymiernego efektu to nie przyniosło, a zamiast tego pani prawie by się z ziemią bliżej zapoznała, gdyż idąc w przód patrzyła w tył i krawężnika nie zauważyła...

czwartek, 20 listopada 2008

Babcia


Dla mnie babcia zawsze była babcią. Odkąd pamiętam babcia mogła spędzać ze swoimi wnukami tyle czasu, ile tylko chciała - na emeryturze była. Tak było, koniec, kropka. I nigdy mi nawet do głowy nie przyszło, by zastanawiać się, kim była babcia z zawodu. To chyba jakiś dogmat - babcia jest babcią i już! Dopiero teraz, przez przypadek dowiedziałem się, jaki zawód wykonywała, zanim stała się zawodową babcią. Co ciekawe, informację tę uzyskałem przypadkiem dopiero teraz, po kilku latach od śmierci babci. I to od obcej mi osoby, która okazała się być moją krewną (daleką, bo daleką, ale nie ma to jak duża rodzina ;)).

środa, 19 listopada 2008

Reklama społeczna



Jak przekazać ważne informacje na które wiele ludzi nie zwraca uwagi w świecie w którym większość spędza wolny czas przed telewizorem lub komputerem? Oczywiście - reklamą. I choć sam znam bardzo dużo osób, które przełączają na inny kanał, jeśli tylko zaczynają się reklamy w TV, to nie ma chyba wątpliwości, że jest to adekwatna forma przekazu istotnych informacji. Są jeszcze wersje uboższe multimedialnie - bilbordy, prasa, radio, ale zawsze zajmują one miejsce i formę reklamy.

Osobiście każdą informację podaną w reklamie z gruntu uważam za co najmniej wątpliwą i wymagającą samodzielnej weryfikacji, jeśli w ogóle mnie zainteresuje. Tym niemniej, skoro 'normalna' reklama działa (gdyby było inaczej, to by jej nie było), to wersja społecznościowa również spełnia swą rolę.

wtorek, 18 listopada 2008

Sid Meier's PIRATES!


Wiele słyszałem i jeszcze więcej czytałem na temat gry 'Sid Meier's PIRATES!' (wykrzyknik jest częścią nazwy). I wszelkie dane, jakie udało mi się uzyskać na jej temat były bardzo pochlebne. Czasami odnosiło się wręcz wrażenie, że aż nazbyt pochlebne. Gdy więc przytrafiła się okazja nabycia tej produkcji za bardzo okazyjną cenę, ani przez moment nie zastanawiałem się czy ją kupić. Po prostu to zrobiłem.

Zasiadłem więc przed komputerem, zainstalowałem program i zacząłem grać. Chciałem przekonać się osobiście, co też jest w niej tak niezwykłego, że praktycznie wszyscy wypowiadają się na jej temat prawie wyłącznie w superlatywach.

Nadałem imię swemu świeżo upieczonemu piratowi, odebrałem list kaperski z rąk gubernatora, skompletowałem załogę w tawernie i wyruszyłem na podbój Karaibów, starając się przy okazji odnaleźć zaginioną rodzinę i udowodnić jej porywaczowi, że niesłusznie mianował się największym i najgroźniejszym z piratów.

Grałem więc, nieustannie zastanawiając się czym jest to COŚ, co tak zachwyca graczy? Co ciekawe, mimo sceptycznego nastawienia nie potrafiłem nawet znaleźć w tej grze niczego, co mogłoby wzbudzić we mnie irytację. Tak więc pływałem sobie nieustannie od wyspy do wyspy, wykonywałem zadania, uwodziłem córki gubernatorów, rozprawiałem się z konkurencyjnymi piratami, odnajdywałem ukryte skarby, itd. A czas mijał... I śmiem twierdzić, że gdybym w pewnym momencie nie zerknął od niechcenia na zegarek, to jeszcze długo bym pływał po Karaibach.

Chciałem tylko sprawdzić, czym właściwie jest to 'Pirates!', a już podczas pierwszej rozgrywki zostałem oczarowany. I nawet nie wiem jak, ani czym, ale w to po prostu chce się grać!

Generalnie jestem zatwardziałym przeciwnikiem piractwa, ale w takim wydaniu i w takiej formie - polecam każdemu. Ale uważaj, bo możesz skończyć jak ja, i wielu przede mną...

poniedziałek, 17 listopada 2008

Fotokody

W razie kłopotów z odczytem informacji - klik. :)

niedziela, 16 listopada 2008

Horror


Cenię sobie poczucie bezpieczeństwa i prawdopodobnie właśnie dlatego nie zapałałem miłością do horrorów. Nie odczuwam potrzeby straszenia samego siebie. Ale właśnie z tego powodu postanowiłem się sprawdzić, postępując w pewnym sensie wbrew własnym przekonaniom - obejrzałem horror. Stawianie sobie wyzwań to dobra rzecz.

Wybrałem więc to, co było pod ręką - film 'Lęk'. Obraz ten próbuje podnieść u widza ciśnienie na wszelkie sposoby znane twórcom tego gatunku. Mamy w nim do czynienia ze straszeniem tym, co nieznane - wiadomo przecie, że to co niewidoczne jest najstraszniejsze, bo przyprawione najgorszymi wizjami z mrocznych zakamarków wyobraźni. Występuje też klasyczne 'BUU!', czyli zwykłe, pospolite straszenie z zaskoczenia. Nie poskąpiono również sekwencji obrzydzająco-odrażających, przedstawiających rzeczy na widok których u normalnego człowieka powinien pojawić się odruchy wymiotne (przynajmniej teoretycznie).

Nie wiem tylko, czy to ja jestem już tak zwichrowany, czy też film ten jest po prostu beznadziejny, ale ani razu podczas seansu nie poczułem co to (nomen omen) lęk. Toż więcej adrenaliny dostarczył mi najnowszy Batman...

Wygląda więc na to, że pozostanę przy postanowieniu nie oglądania horrorów. Zmieni się tylko powód, którym już nie będzie 'lęk przed strachem' ale poczucie, że czas przeznaczony na horrory jest czasem zmarnowanym. Szanując przy tym oczywiście gusta osób dla których rzeczony gatunek filmowy jest tym ulubionym. W końcu każdy ma prawo do własnych dziwności. ;)

sobota, 15 listopada 2008

Laptop - crash test





piątek, 14 listopada 2008

Jeszcze jest czas


Podzieliłem się z mą szefową informacją o zamiarze powrotu na studia. Stwierdziła, że to decyzja ze wszech miar godna podziwu i pochwały. Gdyby na tym się skończyło, to by było miło. Przełożona ma dodała jednak, że "Przecież w twoim wieku też można studiować"...

Ja wiem, że dzieckiem, któremu trzeba wytrzeć mleko pod nosem, to ja już dawno nie jestem. Ale, że już tak daleko zaszedłem, by ktoś mówiąc o mej edukacji zastanawiał się, czy to jeszcze wypada, to nie wiedziałem. I tak dobrze, że nikt mi (do tej pory) nie zaproponował udziału w zajęciach w ramach Uniwersytetu Trzeciego Wieku...

czwartek, 13 listopada 2008

Przebudzenie


Kilkunastominutowa drzemka popracowo-poobiadowa, to jeden z lepszych i przyjemniejszych sposobów na regenerację siły i energii życiowej. Gorzej, gdy kilkanaście minut przerodzi się w minut kilkadziesiąt. Wtedy człowiek nie tylko czuje się bardziej zmęczony 'po' niż 'przed', ale może też mu się przytrafić stan dezorientacji poobudzeniowej. Gdzie ja jestem? Co się dzieje? Jaki to dzień? Która godzina? - To tylko kilka z ogromu pytań, jakie gromadzą się w głowie zdezorientowanego człowieka, który zbudził się w niewłaściwym momencie.

I właśnie takie coś mi się przytrafiło. Zaprawdę, straszliwe to uczucie. Co ciekawe, gdy błędnie oceniłem, że to już ranek dnia następnego, a nie tylko 45 minut od zaśnięcia, to myśl, że spóźniłem się do pracy wcale nie była tą najgorszą. Najbardziej przykro mi było, że się 'wczoraj' z m. nie spotkałem...!

środa, 12 listopada 2008

Replay

Z racji braku nowości w prywatnej kolekcji filmowej, zacząłem oglądać po raz kolejny filmy, które już wcześniej widziałem. Generalnie nie mam w zwyczaju wracać do filmów, które już znam. Odnosi się to nawet do pozycji ocenianych przeze mnie bardzo wysoko (z pewnymi wyjątkami). Po prostu obawiałem się, że przyjemności z tego nie będzie żadnej. Okazuje się jednak, że radość powtórnego oglądania może być równie wielka, jak za pierwszym razem. Zwłaszcza, gdy zakończenie jest różne od zapamiętanego...

wtorek, 11 listopada 2008

Modem USB


Dążenie do jak największej prędkości przetwarzania danych, to obok bezpieczeństwa, niezawodności i wygody, jedna z głównych ścieżek rozwojowych przemysłu informatycznego. Jakież więc było moje zdziwienie, gdy w rubryce 'wymagania systemowe' na opakowaniu modemu USB GPRS/EDGE/UMTS/HSDPA przeczytałem, że do prawidłowego funkcjonowania sprzętu potrzebne jest: 'Wolne gniazdo USB'! Jest to tym bardziej ciekawe, że w przypadku dokładnie takiego samego modemu, lecz w ofercie innego operatora wymagane jest: 'Gniazdo USB pełnej szybkości'.

Może więc należy połączyć te dwie informacje?
Dowiemy się wtedy, że potrzebujemy:
'Wolne gniazdo USB pełnej szybkości'. ;)

poniedziałek, 10 listopada 2008

List


PS. Przepraszam za jakość graficzną. Nie mam skanera i musiałem aparatem w telefonie się ratować. :(

niedziela, 9 listopada 2008

Cha cha cha!


Śmiech. Raczej pozytywne zjawisko. O jego walorach pisała Joanna w swym serwisie 'Poza schematy', skupiając się przede wszystkim na 'Jodze śmiechu'. O właściwościach śmiechu pisał również Hoko, i to dwa razy - raz i dwa. Tam też zauważono, że śmiech (podobnie, jak ziewanie) jest zaraźliwy. Z kolei PAK stwierdził, że zaraźliwość przez Internet jeśli jest, to znikoma. Postanowiłem więc podjąć się tego wyzwania i przeprowadzić stosowny eksperyment:

CHA! CHA! CHA! CHA! CHA!
CHA! CHA! CHA! CHA! CHA!
CHA! CHA! CHA! CHA! CHA!
CHA! CHA! CHA! CHA! CHA!
CHA! CHA! CHA! CHA! CHA!

sobota, 8 listopada 2008

Religia


Dla 'normalnych' - do pośmiania.
Dla 'fanatyków' - do refleksji.

piątek, 7 listopada 2008

Do Diabła!


W filmie 'Aleksander' Olivera Stone'a tytułowy bohater w przypływie gniewu poleca komuś, by ten udał się do Diabła. Zaiste, wielki to przykład edukacji Aleksandra w zakresie różnych wierzeń. Nie tylko wie co oznaczają wypowiadane przez niego słowa, ale też potrafi zastosować je w odpowiednich momentach. Lecz czy takie polecenie "Idź do Diabła!" może mieć moc sprawczą, jeśli jest ono kierowane do osoby, która o Diable w ogóle nie słyszała? Jeszcze gotowa uznać to za komplement!

czwartek, 6 listopada 2008

Harówka


Mam zamiar zmienić miejsce zatrudnienia, szukam więc nowego pracodawcy. Opcji mam kilka, ale jedna jest szczególna. Gdy zacząłem zbierać z różnych źródeł opinie na temat ewentualnego zatrudniającego, okazało się, że większość twierdzi, iż tam jest harówka. Tak się więc zastanawiam, czy jest to jakiś argument, który może zaważyć na mojej decyzji? W końcu nie miałem jeszcze nie lekkiej pracy. Dodając do tego fakt, że stawka godzinowa jest wyższa od mojej obecnej, oraz robota byłaby na pełen etat (i tak też w papierach by było, co wcale oczywiste nie jest :/) , raczej nie powinienem się przejmować wspomnianą harówką? Tym bardziej, że z moim (nie)wykształceniem raczej ciężko by było znaleźć pracę w której mógłbym się obijać i zgarniać za to grubą kasę...

środa, 5 listopada 2008

Labirynt arytmetyczny


Należy przejść przez kwadrat, począwszy od górnego szeregu cyfr i znaków arytmetycznych tak, by przy wyjściu u dołu figury końcowy wynik równał się 5. Wolno przemieszczać się tylko poziomo lub pionowo, nigdy na ukos. Obliczenia wykonuje się na bieżąco. W działaniu bierze udział 6 cyfr.

Pytanie: Jak należy przejść przez kwadrat?

wtorek, 4 listopada 2008

Bezmyślnik


Od jakiegoś czasu charakteryzuje mnie postępująca niechęć do wysiłku umysłowego. Wszelkie sprawy, które wykraczają poza podstawowe czynniki utrzymujące mnie przy życiu są przeze mnie w najlepszym wypadku odkładane na później. Mam nadzieję, że to tylko efekt magazynowania energii umysłowej, która będzie mi potrzebna na czas realizacji planów, jakie mam zamiar zrealizować. Chyba, że już do końca życia przeznaczona jest mi rola chodzącego bezmyślnika...

poniedziałek, 3 listopada 2008

Vista - papa!


Zgodnie z zapowiedziami zainstalowałem Vistę. Komputer znacznie przewyższa wymagania sprzętowe, więc teoretycznie nie powinno być problemu. No właśnie - teoretycznie... Okazuje się bowiem, że pomimo zainstalowania wszystkich niezbędnych sterowników, pobranych ze strony producenta sprzętu, przygotowanych specjalnie z myślą o najnowszym systemie Microsoftu, pojawił się kłopot. I to nie taki mały.

Bo co by tu nie mówić dobrego o Viście, a jest to naprawdę całkiem przyzwoity system (pod warunkiem, że dysponuje się odpowiednim sprzętem), brak możliwości korzystania z tak ważnego elementu systemu, jakim jest "Panel sterowania", jest po prostu nie do przyjęcia! Ilekroć próbowałem się do niego dostać, pojawiało się okienko Panelu tylko po to, by w ułamku sekundy zniknąć. Efekt jest więc oczywisty - zostałem pozbawiony możliwości jakiejkolwiek ingerencji w ustawienia systemu i sprzętu. A tego się nie wybacza.

Z tego, co zdążyłem się zorientować podczas poszukiwania sposobu na pozbycie się tej przykrej przypadłości, mój przypadek nie jest odosobniony. Ba, jest nawet dość powszechny. Co ciekawe, nie ma jednego powodu problemu, a co za tym idzie, istnieje wiele sposobów na jego rozwiązanie. Pechowo akurat na moją chorobę nie udało mi się znaleźć odpowiedniej recepty.

Nie pozostaje mi więc nic innego, jak tylko pogodzić się z XP. Dobrze chociaż, że nauczony doświadczeniem wykonałem obraz dysku tuż przed zmianą systemu...

niedziela, 2 listopada 2008

Legenda o butach

Część I



Część II



Podziękowania dla Radical, która uświadomiła mnie o obecności Legendy... ;)

sobota, 1 listopada 2008

Numbers


Dobrego treningu umysłowego nigdy za wiele.
A jeśli przeprowadza się go w przyjemnej formie, tym lepiej.
Proponuję więc zapoznanie się z NUMERKAMI.

Należy wyczyścić planszę z klocków poprzez takie ich zaznaczanie, by suma wybranych elementów była równa liczbie wskazywanej przez program.