wtorek, 30 września 2008

Niedoszła


Pewna pani poprosiła mnie, bym pozdrowił swoją niedoszłą teściową.

A ja mimo wszystko nadal wierzę, że jeszcze nie wszystko stracone.

poniedziałek, 29 września 2008

Impreza


Impreza imieninowa + późny powrót + ból głowy = brak wpisu
...

niedziela, 28 września 2008

Głos Ludu


To jest miejsce na Twój tekst!
Weź więc markera i pisz!
Nie krępuj się!
Wyraź siebie!


Ramzel nie ponosi odpowiedzialności za ewentualne
szkody wynikające ze zniszczenia ekranu monitora.

sobota, 27 września 2008

Fitness

Troszkę sportu na weekend. :D



Choć można i tak:



Efekt ten sam. ;)

piątek, 26 września 2008

Przerwa


Grałem sobie w Fable: Zapomniane Opowieści. Zabawa zabierała mi całkiem sporą ilość czasu. Według informacji zawartych w grze, dotychczas poświęciłem na nią prawie 24 godziny. Jak na tę grę jest to wynik niezwykły, gdyż większość graczy narzekała, że można ją ukończyć w kilka godzin. To prawda, można, tylko po co?

Baśniowy świat wykreowany przez twórców jest tak niezwykły, tak czarujący i przejmujący, że przyjemnością jest sama obecność w nim! Nie trzeba jednak sztucznie wydłużać czasu poświęconego na grę, poprzez włóczenie się z jednego końca mapy na drugi. Wystarczy zająć się misjami pobocznymi, które nie tylko pozwalają na większą integrację z otoczeniem, ale też dają możliwość zdobycia większego doświadczenia, niezwykle pomocnego w wykonywaniu kolejnych zadań.

I tak sobie grałem, i grałem... Wciągało mnie coraz bardziej, aż w końcu powiedziałem - 'stop'! Wyłączyłem grę i od tygodnia jej nie uruchomiłem. Dlaczego? Czyżby ten niezwykły świat nagle stracił swój blask? Nagle stał się niewartym odwiedzania i poświęcania mu wolnego czasu zbiorem bitmap i algorytmów IO(*)? Ależ nie, wręcz przeciwnie! Zrobiłem sobie przerwę z obawy, że oto dojdę do końca scenariusza i gra się skończy.

Pierwszy raz trafiła mi się taka sytuacja, że z własnej nieprzymuszonej woli postanowiłem nie grać z powodu ogromnej grywalności tytułu! Zawsze było tak, że im bardziej gra mnie wciągała, tym jeszcze więcej chciałem grać. Efekt był taki, że przyjemność szybko się kończyła.

Ktoś może powiedzieć, że zaprzestanie rozgrywki jest właśnie zaprzeczeniem satysfakcji płynącej z gry. Może i racja? Jestem jednak zdania, że mając całą torebkę ulubionych cukierków, znacznie rozsądniej jest dawkować je sobie po kilka, niż wpałaszować wszystkie od razu. Bo i przyjemność trwa dłużej, i konsekwencje przejedzenia nam nie grożą.

-------------------------------------------
(*) Artificial Intelligence (AI), czyli po naszemu Sztuczna Inteligencja (SI), od jakiegoś czasu znana, jako Inteligencja Obliczeniowa (IO).

czwartek, 25 września 2008

Regulamin

Czytanie regulaminów konkursowych to zwykle nieco nudna, choć czasem pouczająca lektura. Tym razem jednak zapoznanie się z regulaminem akcji 'Zostań testerem' okazało się być nie lada przeżyciem. Już w jednym z pierwszych rozdziałów pojawiło się coś, co sprawiło, że z niedowierzania i dla pewności - przeczytałem felerny fragment kilka razy.

Sprawa była na tyle poważna, że pojawiło się niebezpieczeństwo podejrzenia o popełnienie przestępstwa, polegającego na wprowadzeniu Czytelników w błąd. Okazuje się bowiem, że na liście nagród za udział w akcji, czyli w spisie urządzeń do testowania, nie ma informacji o słuchawkach Microsoft LifeChat LX-3000! Jest tam co prawda sprzęt o podanej nazwie, ale opisany jest on jako kamera internetowa...

I nawet fragment jednego z dalszych punktów regulaminu: "Redakcja zastrzega sobie prawo do wysłania Uczestnikom innego Urządzenia, niż podany w SMS-ie zgłoszeniowym", nie dawał zbyt wielkiej nadziei, że istnieje jakaś szansa na otrzymanie zadeklarowanego przedmiotu. Powyższy cytat tyczy się przecież tego, że może się okazać, iż tester otrzyma inny towar niż zamówiony, ale nadal będzie to produkt wymieniony w spisie nagród.

Ciężko by było na taką sytuację nie zareagować. Wysłałem więc do redakcji maila z prośbą o wyjaśnienie całej sytuacji. Odpowiedź nadeszła błyskawicznie, a zawierała informację, która była najbardziej prawdopodobna - "W regulaminie musiał wkraść nam się błąd". Wydaje się więc, że nie ma się czym martwić, tylko czekać na kuriera, który dostarczy zamówiony towar. Ale czy na pewno?

Na sprawach prawnych to ja się nie znam, mam jednak pewne wątpliwości. Czy wykryty błąd w regulaminie nie musi zostać poprawiony (dotychczas tego nie uczyniono)? A jeśli już regulamin uległby zmianie, to wszelkie dotychczasowe postępowanie wg błędnego regulaminu traci ważność? Zatem rekrutację testerów trzeba by przeprowadzić od nowa? Mam nadzieję, że moje obawy są nieuzasadnione.

Ale z drugiej strony, czy organizator ma prawo przysłać mi nagrodę, która formalnie nie znajduje się na liście nagród?

środa, 24 września 2008

Ketchup


Wybraliśmy się z m. na frytki. Do każdej porcji otrzymaliśmy saszetkę z gęstym płynem, a nazwa jego była:
Ketchup pomidorowy.

wtorek, 23 września 2008

Tester


Dwutygodnik Komputer Świat prowadzi akcję 'Zostań testerem'. Polega to na tym, że do dyspozycji czytelników oddanych zostało 170 urządzeń wielu kategorii - myszki, piloty, głośniki, słuchawki, kamery internetowe, a nawet konsole do gier. Każdy chętny może wybrać sprzęt, który chciałby przetestować. Następnie powiadamia się o tym reakcję, poprzez wysłanie zgłoszenia za pomocą wiadomości SMS o odpowiedniej treści. W przypadku pozytywnej weryfikacji, o czym decyduje jury, nie zaś losowanie przez komputer, zadaniem wybranej osoby będzie przetestowanie hardware'u i napisanie recenzji. Spełnienie tych warunków uprawnia do zatrzymania na własność testowanego sprzętu.

Jak powszechnie wiadomo, szczęściu trzeba pomagać. Zamiast więc czekać, aż nowoczesna elektronika zacznie spadać z nieba, chwyciłem za telefon komórkowy i wysyłałem zgłoszenia. Ponieważ akcja podzielona została na dwa etapy rekrutacyjne, czyli obejmuje ona dwa numery czasopisma (po 85 urządzeń na numer, aktualnie trwa drugi nabór), krótkie wiadomości tekstowe wysłałem dwie. Za pierwszym razem wybrałem słuchawki, za drugim zaś konsolę do gier.

Ku mojej wielkiej radości otrzymałem SMS, który zaczynał się zdaniem: "Zostałeś wybrany do akcji ZOSTAŃ TESTEREM!". Radość moją ogromną tłumiłem jednak w sobie, gdyż do momentu powrotu z pracy i szczegółowego zapoznania się z regulaminem akcji, nie wiedziałem jeszcze, jaki sprzęt został mi przyznany. A od tego przecież zależał poziom uzewnętrznionej euforii. ;) Okazało się, że niebawem do mych drzwi zapuka kurier z przesyłką zawierającą słuchawki:

'Microsoft LifeChat LX-3000'.
Już nie mogę się doczekać sprzętu, choć mam obawy co do tego, czy sprawdzę się w roli recenzenta. Ale na zmartwienia przyjdzie jeszcze czas, póki co cieszę się wygraną! :D

poniedziałek, 22 września 2008

Informa(tyza)cja


Podstawa programowa, przedmiot informatyka, poziom gimnazjum.

W zadaniach szkoły wymienia się między innymi:

"Stworzenie warunków do osiągnięcia umiejętności posługiwania się komputerem, jego oprogramowaniem i technologią informacyjną."
W dalszej części podstay programowej jeszcze wiele razy pojawia się słowo 'informacja' tam, gdzie ja bym użył 'informatyka' (w odpowiedniej formie i odmianie, oczywiście). I tak się zastanawiam, kto z nas nie zna się na rzeczy? Te mądre głowy, które układały podstawę, czy ja? Bo, jak długo żyję, jeszcze nigdy nie spotkałem się ze stosowaniem słowa 'informacja', miast 'informatyka'. I to w takim stopniu, że to drugie w dokumencie praktycznie nie występuje.

niedziela, 21 września 2008

Motto


Przyszło mi do głowy pewne motto, którym chciałbym się kierować w życiu:

Chcę, bo nie muszę.
Pytanie tylko, na ile starczy mi sił i chęci?

sobota, 20 września 2008

Ma talent!



Pozostawiam bez komentarza.
Niech każdy sam oceni swoją reakcję...

piątek, 19 września 2008

Wzorzec metra


W Sèvrès pod Paryżem znajduje się międzynarodowy wzorzec metra. Dlaczego więc wszystkie metra są budowane inaczej i nie mają z tym wzorcem nic wspólnego? Po co nam taki wzorzec, którym nikt się nie przejmuje?

czwartek, 18 września 2008

Polowanie na grę

Kilka dni temu w jednej z gazetek reklamowych dostrzegłem bardzo ciekawą ofertę - grę komputerową za dwa złote! I to nie byle jaką, bo choć już dosyć wiekową, to swego czasu była bardzo wysoko oceniana (w CD-Action 10/10). Ponieważ 2 złote, to nie majątek stwierdziłem, że warto tę pozycję nabyć nawet, jeśli miałoby się okazać, że po latach nie jest już tak dobra, jak kiedyś.

Wybrałem się więc do odpowiedniego sklepu w celu zapoznania się z zawartością regałów z grami. Gra której szukałem znajdowała się w śród innych pozycji w cenie 9,99. Prawdę mówiąc, już taka cena jest dość atrakcyjna, zważywszy na fakt, że w innych miejscach ta sama gra kosztuje standardowo 24,99. Nie widziałem jednak powodu dla którego miałbym płacić pięć razy więcej, niż dwa dni później, bo o tyle właśnie pospieszyłem się z wymarszem do sklepu. Postanowiłem poczekać, by otrzymać grę prawie za darmo.

Nadszedł w końcu ten dzień w którym ceny z ulotki reklamowej miały się stać cenami obowiązującymi. Musiałem jednak poczekać na zakończenie pracy, by wyruszyć na zakupy. A im dłużej czekałem, tym bliżej było końca pracy. To oczywiste. Jednak wprost proporcjonalnie do mijającego czasu rosła ma obawa, że się na wyprzedaż po prostu nie załapię. Jakiś skrawek nadziei mimo wszystko pozostał, więc postanowiłem przetestować swoje szczęście. I jak nietrudno się domyśleć, moja wypatrzona gra na mnie nie czekała. :( Aby nie popaść w depresję wybrałem inną grę - cena robi swoje. ;)

Polowanie jednak dopiero się zaczęło. Załamywanie rąk raczej nie należy do mych przypadłości, więc miast się poddawać i zadowolić się tym, co było, wyruszyłem do drugiej siedziby tej samej sieci sklepów. Nigdy wcześniej tam nie byłem, ale wiedziałem, gdzie się znajduje. Wszedłem do środka i zacząłem poszukiwania półek z grami. Sklep niewielki, więc długo to nie trwało.

Szukam, szukam, szukam... Jest! Znalazłem! Wziąłem pudełko do ręki, a na nim cena... 9,99. W pierwszej chwili mnie zamurowało? Zacząłem się zastanawiać, o co w tym chodzi. Jedyne w miarę sensowne wytłumaczenie, jakie przychodziło mi do głowy było przeoczenie promocji przez personel. Postanowiłem swe domysły zweryfikować. Gra w dłoni, naiwny uśmiech na twarzy i marsz do sprzedawcy. Krótkie pytanie, przeglądanie gazetki, sprawdzenie w systemie i... Tak, mam rację! Pracownicy sklepu nie wykonali swojej roboty i nie przecenili gier. Sprawa się na szczęście wyjaśniła, co pozwoliło mi na nabycie upolowanych gier - jedną dla siebie, drugą dla brata, na urodziny.

Kasjer podczas fiskalizacji zapytał mnie, czy są tam jeszcze takie gry. Gdy odpowiedziałem twierdzącą zapytał, czy nie mógłbym przynieść jednego egzemplarza dla niego, co każe przypuszczać, że gdyby wszystko zostało zrobione tak, jak powinno, to w tej placówce też bym się nie załapał. Najprawdopodobniej wszystkie sztuki rozeszłyby się wśród personelu.

I tak oto staliście się świadkami historii, w której błąd kilku osób staje się przyczyną radości u innych. :P

środa, 17 września 2008

Iluzja


Wymyśliłem iluzję doskonałą!

Wam teraz się wydaje, że czytacie jakiś tekst, podczas gdy jego tak naprawdę nie ma!

wtorek, 16 września 2008

Crash test autobusu



Gdy trafiłem w internecie na ten filmik, momentalnie przypomniała mi się spanikowana pani, która przestraszyła się, że w autobusie nie ma drugich drzwi. I choć można się troszkę ponaśmiewać z opisanej przeze mnie sytuacji, trzeba również stwierdzić ze smutkiem, że owa pani była jeszcze bardziej nieświadoma realiów, niż to się początkowo zdawało. Gdy jeszcze była przekonana, że autobus rzeczywiście ma tylko jedne drzwi, chciała przesiąść się jak najbliżej wyjścia. A jak widzimy na załączonych ruchomych obrazkach, byłaby to najgorsza czynność, jaką ta pani mogłaby zrobić. Ale skąd ta pani miała o tym wiedzieć?

My jednak, dzięki dobrodziejstwu internetu, mamy szansę zostać jaśnie oświeconymi i zapamiętać sobie do kończ życia, że:

Trzeba zawsze zapinać pasy i siadać jak najbliżej tylnych drzwi, bo to najbezpieczniejsze miejsce w autobusie!

poniedziałek, 15 września 2008

Nasza-Klasa.pl


Tak jak w czasie rozgrywek Euro 2008 w galeriach użytkowników serwisu Nasza-Klasa.pl masowo pojawiały się flagi, które miały wesprzeć naszą reprezentację w walce o najwyższe trofeum (mniejsza o efekty), tak obecnie króluje powyższa grafika. I choć z przesłaniem zawartego tam tekstu trudno się nie zgodzić, jeszcze trudniej jest oprzeć się wrażeniu, że jest to wezwanie do walki o pokój do ostatniej kropli krwi. Bo nie wygląda mi to na autoironię polegającą na zachęcaniu do czegoś, co samemu się niejako potępia.

niedziela, 14 września 2008

Trudne dzieciństwo


Szedłem sobie w górę bardzo stromej uliczki. Jedno z gorszych miejsc tego typu w Chojnicach. Jako, że zwykłem chodzić dość szybko, bez względu na przeciwności terenowe, wyprzedzałem po drodze kila osób. Podczas wyprzedzania pary starszych panów usłyszałem, jak jeden mówi do drugiego:
- Jeśli tu mieszkają dzieci, to mają trudne dzieciństwo, tak stromo.

sobota, 13 września 2008

Opróżnianie

Jeden z wydawców prasy zaczął stosować bardzo nieciekawą taktykę. Otóż do czasopism o grach komputerowych, których integralną częścią są płyty DVD z pełnymi wersjami gier, zaczął dodawać numery archiwalne tych periodyków. I w sumie, to byłbym skłonny nawet chwalić takie posunięcia, dyby nie jeden bardzo istotny element. W związku z obecnością starego czasopisma i dołączoną do niego płytą, aktualny numer już takowej nie zawiera!

Mamy więc sytuację w której wierny czytelnik, który regularnie nabywa te czasopisma (w grę wchodzą dwa tytuły) został, delikatnie mówiąc, zrobiony w trąbę. Bo skoro płyta z grami stanowi integralną część, to kupujący dany magazyn ma prawo oczekiwać również odpowiedniego krążka z NOWĄ zawartością. A tymczasem otrzymuje jeden produkt niepełnowartościowy i gratis drugi - przeterminowany, który już posiada.

Do słuszności takiego postępowania nie przekonają mnie argumenty, że przecież bardzo wiele czasopism stosuje taką taktykę, dodając kolejny raz to, co już wcześniej zamieścili. Proszę jednak zwrócić uwagę na tę różnicę, że prócz 'reedycji dodatku' mamy również możliwość nabycia wersji danego magazynu z nowym dodatkiem, lub w ogóle jego pozbawioną. Nie wspominając już o tym, że 'wznowienia' są w odpowiednio obniżonej cenie.

Redakcja czasopism o grach komputerowych (ta sama dla oby dwóch tytułów) całą akcję nazywa "Czyszczeniem magazynów". Że niby nie mają miejsca na składzie archiwów (swoją drogą, świadczy to w pewien sposób o ich sprzedawalności). Idealnym pomysłem jest więc wciskanie tego, co im niepotrzebne - czytelnikom. Pozwoliłem sobie zatem na własne określenie takiego postępowanie: "Opróżnianie magazynów". Dzięki dwuznaczności tego określenia, znacznie lepiej obrazuje sytuację.

W ogóle można odnieść wrażenie, że taktyka zarabiania tego wydawcy na swoich czasopismach o grach nie polega na wytworzeniu sobie stałych, wiernych czytelników. Osoba choć trochę zorientowana w temacie wie, że tak naprawdę nie warto kupować aktualnych numerów tych magazynów, gdyż za niedługi czas ukażą się one, jeśli nie jako 'Opróżnienie', to na pewno w pakiecie. I to w znaczne bardziej adekwatnej cenie.

Wygląda więc na to, że 'Komputer Świat Gry' i 'Play' nie dbają i nie starają się o czytelników. (Najwyraźniej wystarczą im nabywcy.) Jeśli jednak tacy się zdarzają, martwi mnie ich los. Zwłaszcza prenumeratorzy zdają się być na straconej pozycji. Bo o ile większość osób może po prostu powiedzieć: 'figa!', o tyle prenumeratorzy obowiązkowo dostaną produkt wybrakowany. W końcu sami z góry za niego zapłacili, naiwniacy. To się nazywa troska o zadowolenie klienta, który w pełni zaufał uczciwości wydawcy i z góry wyłożył (niemałą przecież) kasę...

piątek, 12 września 2008

Nie czynne


- Nieczynne?
- Nie, czynne!

czwartek, 11 września 2008

Radocha


Generalnie jestem człowiekiem radosnym, a przynajmniej takim staram się być. Radość jest tym (zaraz po miłości, oczywiście), co pozwala egzystować, mimo nieszczęść i trudności, jakie przytrafiają się w życiu każdego z nas. Każda dobra rzecz, która nas spotyka, niweluje skutki tych złych rzeczy, przechylając jednocześnie szalę nieco na stronę pogodną.

Zauważyłem ostatnio u siebie niezwykłą właściwość. Może nawet nie tyle niezwykłą, co po prostu dziwną. Otóż autentyczną radość sprawia mi radość doznawana przez inne osoby. Nawet zupełnie mi obce! Cieszę się, gdy idąc ulicą zauważę wnuka pomagającego babci. Radość sprawia mi patrzenie na rozradowanego malca, który właśnie otrzymał lizaczka. Entuzjazm wywołuje we mnie również tak 'banalna' rzecz, jak rozmowa rodzica z dzieckiem, które jest traktowane, jak pełnowartościowy towarzysz rozmowy.

I niby nie ma w tym nic złego. Wszak krzywdy nikomu nie wyrządzam. Niepokoi mnie jednak, jak komicznie muszę wyglądać, gdy idąc chodnikiem rozglądam się, dostrzegam te wszystkie dobre rzeczy, które dzieją się wokół, i szczerzę się, jak jakiś aktor do fotografów na czerwonym dywanie przed ceremonią rozdania Oscarów...

środa, 10 września 2008

Szkoła nie!



W kilku małych miejscowościach doszło do likwidacji szkół z powodu zbyt małej liczby uczniów, a budynki miały zostać sprzedane prywatnym inwestorom. Z decyzją zamknięcia placówek nie zgadzali się rodzice dzieci, które miały się w tych szkołach uczyć. Zorganizowano więc protesty i zaczęto okupację budynków. Nie obyło się oczywiście bez wrzawy medialnej.

W jednym z programów informacyjnych, relacjonujących sytuację w szkołach pokazano (przez około dwie sekundy) bardzo interesującą tablicę, powieszoną na furtce szkolnego ogrodzenia. Nie dysponuję niestety oryginalnym materiałem zdjęciowym, a rzecz jest naprawdę godna uwagi. Zdecydowałem się więc na rekonstrukcję owej 'tabliczki' - efekty widoczny powyżej.

Po zestawieniu wszystkich informacji, można dojść do naprawdę niezwykłych wniosków. Wychodzi bowiem na to, że mamy tu do czynienia z pewną dwulicowością!

Rodzice protestują na rzecz przeciw szkole! ;)

wtorek, 9 września 2008

Zaufanie



Mogę Wam zaufać!



UF! UF!

poniedziałek, 8 września 2008

Gramy!

Przy okazji wspominania radosnych czasów Commodore 64, przypomniała mi się wesoła zabawa w gry komputerowe na tej maszynie. Zabawa tak przyjemna, że nawet po wielu latach wspomina się ją z utęsknieniem. W czym tkwi sekret?

Wbrew pozorom, odpowiedź jest bardzo prosta- w integracyjności! Większość ówczesnych produkcji było bowiem tak skonstruowanych, że niejako chciało się rywalizować w nie z innymi. A jako, że o grze sieciowej nikt jeszcze wtedy nie słyszał, wszyscy gracze przebywali razem, obserwując poczynania innych.

Proste zasady gier pozwalały na natychmiastowe rozpoczęcie rozgrywki, jednak do osiągnięcia naprawdę imponujących wyników trzeba było wielu godzin doskonalenia umiejętności. A to wszystko tylko po to, by przy następnej nadarzającej się okazji pokazać innym, kto jest najlepszy. ;)

Tak było kiedyś. A dzisiaj? Dzisiaj jest internet z ogromem gier MMO. Zamiast obok siebie, gracze rywalizują między sobą oddaleni często nawet o pół globu. Dodatkowo, grają w gry w których kilka godzin treningu warte jest tyle, co nic. Tu potrzeba nawet nie tygodni, lecz miesięcy. I to nie tylko po to, by wejść na szczyt rankingów, ale po to, by stojąc w miejscu owych rankingów nie zamykać.

Gdzie tu wspólne przeżywanie z rodziną/przyjaciółmi wspaniałych emocji podczas wspólnej zabawy? Przeżycia te integrowały i scalały więzi. W końcu co, jak co, ale nawet największa rywalizacja, jeśli tylko przebiega w przyjaznej atmosferze, z pewnością mocno integruje.

Zatem grajmy! Rodzinie lub w gronie przyjaciół.
Ale przy jednej maszynie!

niedziela, 7 września 2008

Nazwa

Obuwie sportowe - Adidas.
Odtwarzacz kasetowy - Walkman.
Stacja paliw - CPN.

To doprawdy niezwykłe osiągnięcie - stworzyć produkt, którego nazwa (zastrzeżona) lub nazwa jego producenta (też przecież zastrzeżona) używana jest w języku potocznym, jako określenie dowolnego przedmiotu pełniącego takie same funkcje. Dróg do takiego efektu jest wiele. A to pozycja monopolisty, a to sprawny marketing, czy wreszcie - pionierskie urządzenie/usługa.

Sposób na nieśmiertelność?
(Przynajmniej nazwy...)

sobota, 6 września 2008

Nienapisane


Postanowiłem, że nic nie napiszę.

A ja zawsze realizuję swe postanowienia...

piątek, 5 września 2008

Zaraz

Jestem w łazience i grzecznie robię to, do czego łazienka została wymyślona - myję się. Wtem słyszę wołanie, że mam wychodzić, bo ktoś inny chce wejść. W trosce o zdrowie psychiczne szanownych Czytelników, dokładnego cytatu wypowiedzi nie podam. W każdym bądź razie odpowiadam grzecznie - 'Już'. Po prostu mam zamiar natychmiast opuścić zajmowane przez siebie pomieszczenie, nie baczą na fakt, że nie zdążyłem zrobić wszystkiego, co chciałem. W odpowiedzi słyszę jednak: - 'Nie już, tylko zaraz!'. Tak naprawdę treść ostatniej wypowiedzi jest odwrotna niż zamierzona i bardzo dobrze o tym wiem, ale w swej perfidności bezdusznie to wykorzystuję i spokojnie, nie spiesząc się robię wszystko, co zaplanowałem. :)

czwartek, 4 września 2008

0,20 zł

Przygotowałem banalnie proste zadanie. Jedyne, co trzeba zrobić, to przeczytać
na głos
to, co jest napisane poniżej:


0,20 zł



I wiecie co?

Stawiam zgrzewkę ulubionego przez Was napoju, przeciw garści piasku, że przeczytaliście powyższe jako 20 groszy, zamiast dwie dziesiąte złotego. :P

środa, 3 września 2008

Commodore 64


Commodore 64 - pierwszy komputer, jaki zawitał w mym domu. Co prawda, zjawił się on u mnie w momencie, gdy inni zaopatrywali się już w prawdziwe PCty, ale jego posiadanie było dla mnie i tak wielką radością.

Oczywiście, nieodzownym elementem był joystick i wielka siatka pełna kaset z grami. :) Ustawianie głowicy w magnetofonie, by gry w ogóle raczyły się uruchomić, było bardzo istotnym zajęciem. Przy tym dźwięk, jaki wydobywał się z maszyny podczas ładowania gier sprawiał, że większości więdły uszy.

Do tego sprzętu trzeba było naprawdę anielskiej cierpliwości, ale opłacało się, bo choć większość gier opierała się wtedy na zręczności, czyli szybkim operowaniem manetką joysticka, to wciągały nie mniej, niż obecne produkcje. Satysfakcja z osiągnięcia przyzwoitego wyniku była równie duża. A najwięcej radości sprawiało 'dokopanie' współtowarzyszowi w grze, który dzierżył w dłoniach swój kontroler. :)

Ale C=64 to wbrew pozorom nie tylko gry! Jedna z kilkudziesięciu posiadanych kaset zawierała tak zwane programy użytkowe, jak na przykład 'Wieczny kalendarz', 'Biorytm', czy 'Edytor tekstu'. Czyli, jak widać, nie była to tylko maszynka do gier. W końcu do czegoś tę klawiaturę wymyślono. :)

Jednak rzeczą, którą najmilej wspominam z czasów obcowania z Commodore 64 był BASIC, czyli język programowania w którym pisane były gry i aplikacje na ten sprzęt. To właśnie C=64 i BASIC stały się moim pierwszym środowiskiem programistycznym. To na Commodore napisałem moją pierwszą w życiu grę. To wreszcie BASIC sprawił, że programowanie stało się jedną z ulubionych i najbardziej satysfakcjonujących czynności, jakimi (do teraz) się zajmuję.

Komputer Commodore 64 to całkiem spory kawał mej historii, który wywarł niemały wpływ na moje dalsze losy. Nic więc dziwnego, że gdy dowiedziałem się, że ojciec mój podczas czynienia porządków w piwnicy wyrzucił moje ukochane C=64, zrobiło mi się naprawdę przykro. :(

A gdy trafiłem w internecie na poniższy filmik, aż się łezka w oku zakręciła...


wtorek, 2 września 2008

Gracz


Do magazynu CD-ACTION nr 09/2008 dołączona została książeczka Tip100Maniak, zawierająca między innymi listę stu 'Gier Wiecznie Żywych'. Jest to więc lista pozycji w które zawsze będzie się grało z przyjemnością, niezależnie od czasu, jaki upłynął od ich premiery.

Po przejrzeniu książeczki i przeprowadzeniu pewnego badania (na własnej osobie), ze zdziwieniem odkryłem, że grałem w 65 pozycji ze 100 przytaczanych! Dodatkowo, większość z pozostałych 35 gier to takie, w które nie grałem z powodu braku konsoli (na które zostały wydane), lub też zbyt słabego sprzętu na ich przetestowanie. Co więcej, na palcach jednej ręki nieostrożnego stolarza można policzyć tytuły o których nic wcześniej nie wiedziałem.

Jak na osobę dla której gry komputerowe to jedna z wielu form rozrywki, a nie cel i sens życia, to całkiem niezły wynik, prawda? Coś mi mówi, że mogę bez kompleksów i z czystym sumieniem nazywać siebie Graczem. :)

poniedziałek, 1 września 2008

Czysto

Byłem niedawno ze znajomymi wybrać dla nich nowy monitor LCD, gdyż ich stareńki CRT po prostu sobie zgasł. Nikogo nawet o zdanie nie zapytał. Ale mniejsza o to, służył bezproblemowo przez wiele lat, dlatego też niech mu utylizacja lekką będzie.

Chodziliśmy od sklepu do sklepu i porównywaliśmy dostępne modele, co się nam bardzo opłaciło, gdyż ostatecznie wybraliśmy model, który wg naszego teoretycznego rozeznania (porównywanie tabel specyfikacji itp.) wcale nie był faworytem. Mógł za to pochwalić się bardzo dobrą jakością obrazu, czego nie można było powiedzieć o modelu, który na podstawie danych technicznych był najlepszy.

Ale przejdźmy w końcu do sedna. Gdy już wybraliśmy odpowiedni monitor, powiadomiliśmy o tym obsługę sklepu. Pan, który łaskaw był nas obsłużyć zapytał, czy nie chcemy od razu zakupić zestawu czyszczącego do ekranów LCD. Odezwałem się wtedy, że aktualnie nie ma chyba takiej konieczności. W końcu sam od ponad czterech miesięcy pracuję na tego typu monitorze i jeszcze nie było konieczności jakiegoś wielkiego mycia ekranu. Sprzedawca wielce zadziwiony oświadczył, że te monitory trzeba czyścić. Powiedziałem więc, że czyszczę, ale zwykłą ściereczką - na sucho.

To, co ekspedient powiedział w odpowiedzi na moje słowa wprawiło mnie w osłupienie. Oznajmił bowiem, że na sucho i owszem, można czyścić, ale śladów po palcach w ten sposób się nie da pozbyć. I gdybym w porę nie ugryzł się w język, to zapytałbym, od kiedy to ekrany LCD dotyka się palcami?