niedziela, 31 sierpnia 2008
sobota, 30 sierpnia 2008
Religijnie
Porcja kilkunastu zagadek religijnych. Nie musicie się jednak nad nimi głowić. Stosowną odpowiedź uzyskacie zaznaczając tekst pomiędzy nawiasami znajdującymi się pod daną zagadką.
# Co to za święty: ma 2 głowy, 4 ręce, 4 nogi?
[Święty związek małżeński.]
# Jaki święty jest najtłustszy?
[Olej święty.]
# Jaki święty nie lubi dolarów?
[św. Innocenty.]
# Ile zwierząt wprowadził do arki Mojżesz?
[Arka była Noego!]
# Jaki święty ma 3 pięty?
[św. Antoni - na wszystkich obrazach trzyma piętkę chleba.]
# Czym się kończy Stary Testament?
['t' ]
# Jakich zwierząt Noe nie wziął do arki?
[Ryb. ]
# Ile krzyży było na świątyni Salomona?
[Wtedy nie było jeszcze krzyży.]
# Z kim Maryja po zwiastowaniu poszła do Elżbiety?
[Z Panem Bogiem.]
# Jak miał na nazwisko święty Józef?
[Pośpiech, bo jest napisane 'Maria poszła z pośpiechem...']
# Jakiego zawodu był św. Józef?
[Był kolejarzem, bo jest napisane 'I z kolei wrócił do Maryi'.]
# Jak umarł Zachariasz?
[Wpadł pod pociąg, bo jest napisane 'I przyszła kolej na Zachariasza'.]
# Kiedy Adam i Ewa zostali wygnani z raju?
[Jesienią, bo wtedy są dojrzałe owoce.]
Autor:
Ramzel
3
x reakcje
piątek, 29 sierpnia 2008
Zoom
Odtwarzacz MP3 z czterdziestokrotnym zoomem optycznym. Czyżbyśmy otrzymali możliwość podglądania dźwięku? Toż to lepsze niż wizualizacje w Winampie. Istne cudo!
Autor:
Ramzel
7
x reakcje
czwartek, 28 sierpnia 2008
Wiedźmin: Versus

Wiedźmin. Czy trzeba komuś przedstawiać Geralta z Rivii? Myślę, że nie. Jeśli jednak naprawdę nie wiesz o kim mowa, to się wstydź! Nieświadomych odsyłam do twórczości Andrzeja Sapkowskiego, pozostałych zaś - zapraszam do gry. I wbrew pozorom wcale nie mam na myśli gry komputerowej o wiele mówiącym tytule 'Wiedźmin' (na zachodzie 'The Witcher').
Gra do udziału w której chciałbym Was zachęcić nosi tytuł 'Wiedźmin: Versus' i jest internetową grą pojedynkową w trybie turowym. Określenie to nie jest co prawda oficjalne, ale całkiem dobrze oddaje charakter rozgrywki.
Pominę opis i możliwości tworzenia nowej postaci po zarejestrowaniu się w serwisie. Nie będę się również rozpisywał na temat kilkudziesięciu przedmiotów i tyleż amuletów, które w miarę postępów w grze i zdobywanego doświadczenia, zostaną oddane do naszej dyspozycji. Również listę umiejętności w czterech kategoriach, po dwa rodzaje (ofensywne i defensywne) pozostawię do samodzielnego zapoznania.
Esencją roz(g)rywki są pojedynki, których przebieg ustalamy przed(!) rozpoczęciem walki! Zanim rozpocznie się pojedynek, decydujemy jakie ciosy i jaką obronę zastosuje nasza postać podczas kolejnej tury walki. Zarówno liczba tur, jak i ilość i jakość dostępnych środków zapobiegawczych i perswazji zależą od poziomu naszego alter ego. Im wyższy poziom doświadczenia, tym więcej tur i możliwości komponowania zabójczych sekwencji ciosów. Tutaj możecie zobaczyć, jak wygląda sama walka, oraz przekonać się, że do ostatniego ciosu wszystko może się wydarzyć!
Autor:
Ramzel
17
x reakcje
środa, 27 sierpnia 2008
Golenie
Pentor Research International podaje:
- 59% mężczyzn uważa, że nieogolona twarz jest przejawem niechlujstwa.
- 76% mężczyzn nie wierzy, że facet z nieogoloną twarzą wygląda niemęsko.
Wychodzi więc na to, że niechlujstwo nie jest niemęskie.
Przynajmniej wg mężczyzn...
PS. Golizna - blizna po goleniu?
Autor:
Ramzel
6
x reakcje
wtorek, 26 sierpnia 2008
Kwiatki
Jedną z ulubionych czynności babci podczas górsko-jeziorno-lasowych wypraw było zbieranie kwiatków (w mieście zaś preferowała ulotki). Również na szczycie Untersberg babcia pochłonięta była komponowaniem bukietu z rosnących na szczycie kwiatów. Bukiecik rozrósł się do całkiem pokaźnych rozmiarów, co było tym bardziej niezwykłym osiągnięciem, że żaden okaz w kompozycji się nie powtarzał. I tak babunia chodziła sobie z tymi kwiatkami, szczęśliwa ze swych znalezisk. Do czasu...
Bramkarz, który kasował bilety do kolejki linowej, gdy przepuszczał babcię, coś do niej powiedział, wskazując jednocześnie na kwiaty trzymane dumnie przez babcię. Z niemieckiego to babcia nic nie rozumie, więc wzorem pesymistów i osób uważających siebie za największych pechowców, babcia wyobraziła sobie, że ten pan kazał jej oddać kwiatki i zapłacić karę za ich zerwanie, gdyż są one pod ochroną! Perspektywa niebotycznej kary finansowej sprawiła, że temperatura odczuwalna przez babcię była kilka razy wyższa, niż u innych. A zimno nie było.
Na szczęście okazało się, że bramkarz powiedział 'tylko', że
"Te niebieskie kwiaty są bardzo trujące!"...
Autor:
Ramzel
4
x reakcje
poniedziałek, 25 sierpnia 2008
Koleiny
Austria to dziwny kraj. Przy prawie idealnie płaskiej jezdni stawiają znak ostrzegawczy 'koleiny'. Gdyby iść za ich przykładem, to u nas by nie starczyło odpowiednich znaków. Ewentualnie można by wprowadzić nowy znak - 'rowy'...
Autor:
Ramzel
1 x reakcje
niedziela, 24 sierpnia 2008
Zagubione drzwi
- Właśnie dokonałam pewnego odkrycia. - Zwróciła się do mnie pani siedząca obok mnie, po drugiej stronie autobusu. - Zauważyłam, że w tym autokarze są tylko jedne drzwi! Ten autobus jest bardzo niebezpieczny!
Jej przerażenie w oczach i trzęsący się głos dowodził, że ta pani mówiła poważnie. Zachowałem jednak spokój i starałem się uświadomić mą sąsiadkę, że nie ma się czego bać.
- Ależ nie. - Odrzekłem. - Całkiem z przodu autobusu są jedne drzwi, a na środku kolejne.
- Gdzie? - Zapytała pani z niedowierzaniem.
- Tam. - Odpowiedziałem, wskazując ręką w kierunku drzwi. Pani to jednak nie przekonało.
- Tam jest przecież tylko toaleta. - Stwierdziła kobieta.
- Owszem, toaleta też jest. Zaraz obok drzwi. Ale w razie czego, ma pani wyjście tuż obok siebie. Tam jest klucz (wskazałem na wiszący młotek), a tam są drzwi (skierowałem dłoń w stronę okna). Nawet napisali, że to wyjście awaryjne.
Na nic jednak zdały się me próby uspokojenia skołatanych nerwów współtowarzyszki podróży. Zamiast tego, nasza rozmowa wprowadziła w rozbawienie wszystkich, którym dane było ją słyszeć. A przestraszona pani uspokoiła się dopiero wówczas, gdy osobiście wybrała się na spacer po autobusie w poszukiwaniu zagubionych drzwi. O dziwo były tam, gdzie mówiłem.
Autor:
Ramzel
2
x reakcje
sobota, 23 sierpnia 2008
piątek, 22 sierpnia 2008
Prawie
To zabawne, jak dziwne rzeczy potrafimy robić, nawet o tym nie wiedząc.
Babcia moja zwykła na przykład mówić 'prawie', zamiast 'właśnie'. Zatem stwierdzenie typu - "prawie spałam", znaczy tyle, co "właśnie spałam (a ty mnie obudziłeś!)". Oczywiście, nim się zorientowałem w sytuacji, wiele razy zdarzyło mi się obudzić babcię myśląc, że tylko nieznacznie opóźniłem jej sen swoją wizytą.
Gdy w końcu odkryłem brutalną prawdę, zapytałem babcię, dlaczego wprowadza ludzi w błąd. Zamiast udzielenia wyczerpującej odpowiedzi na zadane pytanie, babunia zrobiła tak wielkie oczy, że poczułem się jak Czerwony Kapturek. Po prostu nie wiedziała, że tak mówi!
Obecnie każde moje zwrócenie uwagi na babcine 'prawie' działa na nas lepiej, niż niejeden dowcip. :)
Autor:
Ramzel
3
x reakcje
czwartek, 21 sierpnia 2008
środa, 20 sierpnia 2008
wtorek, 19 sierpnia 2008
Biletowo
Czy zdarzyło się Wam kiedyś kupić nadliczbowy bilet? To znaczy taki, którego tak naprawdę nie powinniście mieć możliwości zakupienia, bo tam, gdzie się wybieracie po prostu nie ma już miejsc? Mi się takie coś przytrafiło. :(
Musiałem dostać się do Wrocławia, bo tam miał czekać na mnie autobus, którym miałem dojechać na do miejsca wypoczynku. Wybór przewoźnika ograniczył się tylko do jednej możliwości - PKP. Zakupiłem więc w kasie bilet i udałem się na peron do czekającego już szynobusu. Po niedługiej jeździe trzeba było przesiąść się do pociągu pospiesznego. I się zaczęło...
Okazało się, że pociąg jest równie długi, co przepełniony! Wszędzie było napakowane tyle ludzi, że sardynki z puszek wpadły w kompleksy! Z trudem udało mi się wcisnąć do środka w przedziale klasy pierwszej (bilet miałem na drugą). Miejsce, o ile można to tak nazwać, było oczywiście stojące - pomiędzy wagonami. O wygodzie i jakimkolwiek komforcie jazdy można było tylko pomarzyć.
Ja sobie jakoś radziłem i w miarę dobrze przetrwałem najgorszy etap podróży, ale babcia moja (z którą jechałem) już tego powiedzieć nie mogła. Po kilku godzinach stania i wygibasów, których nawet grający w Twister nie potrafią zrobić, gdy ktoś próbował dostać się do toalety, dość znaczna liczba osób wysiadła na jednej ze stacji. Zwolniło się przy tym jedno miejsce siedzące w kabinie. Nie zaważając na niezgodność biletów, razem z żołnierzem, który również jechał w tym pociągu, umieściliśmy tam moją babcię.
Po pewnym czasie, jakimś cudem pojawił się konduktor, który pomimo mego przebywania w wagonie klasy pierwszej, z racji tego, że stałem na korytarzu, nie kazał mi dopłacać do biletu. Ale za babcię kazał dopłacić!
I powiedzcie mi teraz, czy to jest normalne? Sprzedano bilety, których tak naprawdę nie dało się wykorzystać zgodnie z przeznaczeniem. Sprzedano więcej biletów niż przygotowano miejsc w pociągu! Prawdopodobnie wynika to z faktu, że bilet kolejowy ważny jest całą dobę i nie było obowiązku jechać tym zatłoczonym pociągiem. Była to jednak jedyna możliwość dostania się na czas do podstawionego autokaru.
Dostałem do wyboru dwie możliwości - dopłacić do pierwszej klasy, albo zabrać babcię z bezprawnie zajmowanego przedziału. Ponieważ i jedno, i drugie uznałem za głupotę, powiedziałem, że zabiorę babcię na korytarz. Babcia rzecz jasna została na 'swoim' miejscu i gdyby konduktor się cofnął, żądając wyegzekwowania danego słowa, to i tak bym babci nie wyeksmitował z fotela. Ale zapłacić też bym nie zapłacił.
Prawdopodobnie dostałbym więc mandat, którego (tak, zgadliście!) bym nie przyjął. Sprawą zająłby się więc sąd, który nie tylko by anulował mandat, ale też być może przyznałby babci jakąś rekompensatę. No chyba, że to tylko moja naiwna wiara w triumf zdrowego rozsądku?
Autor:
Ramzel
4
x reakcje
poniedziałek, 18 sierpnia 2008
niedziela, 17 sierpnia 2008
Pfirti

Wracam sobie grzecznie ze spacerku do tymczasowego mieszkania (jak to w podróży), aż tu nagle zupełnie mi nieznana kobieta, w wieku porównywalnym do mojego, coś do mnie rzecze i się ładnie uśmiecha. Zupełnie mnie zamurowało i nie wiedziałem, jak zareagować. Było to tym bardziej kłopotliwe, że o ile zrozumiałem co mówiła, o tyle nie wiedziałem, co to oznacza!
Powiedziała coś w stylu 'firti'. Uśmiech, jaki malował się na jej twarzy pozwalał na zdecydowane odrzucenie wszelkich negatywnych odczuć. Był to bowiem bardzo sympatyczny uśmiech świadczący o serdeczności.
Całkowicie zaskoczony zaistniałą sytuacją odpowiedziałem po prostu 'halu'. I jak się później okazało, było to prawie najlepsze, co mogłem zrobić! Prawie, bo jeszcze lepiej by było, gdybym odpowiedział tym samym - 'firti'.
Pfirti (wym. firti) to po prostu serdeczne pozdrowienie w miejscowej gwarze, stosowane w przywitaniach młodych (i stosunkowo młodych) osób, jak również pomiędzy ludźmi ze znaczną różnicą wieku, ale dobrze się znającymi.
Wiemy już czym jest to tajemnicze słowo, ale pojawia się pytanie, dlaczego ta kobieta zwróciła się do mnie w ten sposób? Przecież w ogóle się nie znamy i zupełnie nic o sobie nie wiemy. Ba, nawet widzieliśmy się wtedy po raz pierwszy. Odpowiedź jest prosta i zaskakująca zarazem - ludzie w tej części świata są po prostu tak mili, otwarci i przyjaźnie nastawieni do innych, że niezależnie od tego, jak bardzo się (nie)znają, pozdrawiają się wzajemnie. I to na wiele różnych sposobów.
Dla mnie, jako dla osoby przyzwyczajonej do tego, że wszelkie 'dzień dobry' kieruje się do osób znanych przez siebie choćby z widzenia, było to co najmniej dziwne. No bo, jak można 'zaczepiać' zupełnie obce osoby? Gdy się jednak nad tym dobrze zastanowić, to okazuje się, że takie postępowanie jest znacznie logiczniejsze niż to, do którego większość z nas przywykła. Niby dlaczego mamy być uprzejmi i życzyć dobrego dnia tylko osobom nam znanym. Czyż nie każdy na równi zasługuje na miły i radosny dzień (wypełniony serdecznymi pozdrowieniami)?
Autor:
Ramzel
5
x reakcje
sobota, 16 sierpnia 2008
O nein!
Niestety, miejsce do ktorego trafilem jest piekne, ale pozbawione normalnego dostepu do internetu! Po kilku dniach udalo mi sie w koncu znalezc kafejke internetowa, ale z racji tego, ze byla to niedziela, nie dalo sie jej odwiedzic. W niedziele wszystko jest tu pozamykane. Tym niemniej, jak widac, nie poddalem sie i o to jestem w sieci. Ale to jeszcze i tak nie koniec mych przykrosci. :(
Okazalo sie, ze godzina dostepu do internetu jest tu cztery razy drozsza niz w Polsce! Cztery euro to nie to samo, co trzy zlote, prawda? Jakby tego bylo malo, maja tu jakas dziwna klawiature. 'Z' i 'Y' pozamieniane miejscami, przez co nie mozna sie nawet dobrze skupic na pisaniu, bo trzeba uwazac, czy sie literowki nie zrobilo. Na domiar zlego, nie maja tu naszych pieknych, polskich ogonkow. Zamiast tego jakies umlauty sobie wymyslili. I oni jeszcze smia twierdzic, ze to jest normalne! ;)
Na koniec jeszcze mala uwaga - nie cieszcie sie Wy, co to u Was blogi usmiech sie pojawil, gdy nagle na tym blogu nie pojawila sie nowa notka. Ja nie umarlem. Ba, mam sie nawet calkiem dobrze! I notki tez pisze regularnie (na laptopie). Mam je nawet przy sobie (na pendrivie). Niestety, jak juz wspomnialem, kafejki sa tu dziwne i nie mozna swoich nosnikow danych do komputera podlaczyc. Gwarantuje jednak, ze wszelkie 'zaleglosci' zostana nadrobione, gdy tylko bedzie ku temu okazja. Bedzie nawet zachowana codzienna regularnosc (w datach postow).
A tymczasem ide w gory... :D
Autor:
Ramzel
3
x reakcje
piątek, 15 sierpnia 2008
Longer
To najdłuższa notka na tym blogu - zaczyna się we Wrocławiu, a kończy w Kłodzku.
Kto da wiecej? ;)
Autor:
Ramzel
2
x reakcje
czwartek, 14 sierpnia 2008
Pakowanie

Czas na wielkie pakowanie przed wyjazdem. Jako, że miewam pewne problemy z pamięcią, postanowiłem zapisać sobie na kartce wszystkie najważniejsze rzeczy, jakie powinienem ze sobą zabrać. Kłopot w tym, że zapomniałem, gdzie tę kartkę położyłem.
A tak serio, to pakowanie jest dla mnie jedną z najgorszych czynności, jakie należy wykonać przed długimi wyprawami. Zawsze wyruszam z obawą, że zapomniałem czegoś istotnego. Mam nadzieję, że jak zwykle obawy me pozostaną nieuzasadnione.
PS. Trzymajcie kciuki, by autokar którym pojadę nie był przyczyną ogłoszenia przez prezydenta żałoby narodowej. Po co macie się smucić na siłę, prawda?
Autor:
Ramzel
8
x reakcje
środa, 13 sierpnia 2008
Wybuch
Jedna z gablotek informacyjnych w Bazylice w Chojnicach poświęcona jest historii tej świątyni i parafii. Wśród licznych dat i informacji zawartych w kalendarium, znalazł się taki oto wpis:
"1939 r. Wybuch II wojny światowej spowodował zniszczenie wszystkich witraży."Aż strach pomyśleć, jakie zniszczenia spowodowały działania wojenne już po wspomnianym wybuchu.
Autor:
Ramzel
6
x reakcje
wtorek, 12 sierpnia 2008
Memory

Mam do zrobienia pewną sprawę, o której za nic w świecie nie mogę zapomnieć. Kłopot w tym, że nie pamiętam co to za sprawa. :/
Autor:
Ramzel
7
x reakcje
poniedziałek, 11 sierpnia 2008
Pascal żyje!

Pamiętam, jak kilka miesięcy temu żaliłem się tutaj, że będę zmuszony do programowania w języku Pascal. Było to dla mnie tym bardziej bolesne, że osiągałem już bardzo dobre (dosłownie - indeks może potwierdzić :P) wyniki z programowania w C++ i środowisku Java. Języki te są daleko bardziej zaawansowane, i co ważniejsze, powszechniejsze niż stareńki Pascal.
Żaden poważny pracodawca nie traktuje już znajomości tego języka, jako atut. Co więcej, chwalenie się tym w przypadku, gdy jest on jedynym językiem programowania, jakim się zna jest... Powiedzmy, że niepoważne. Okazuje się jednak, że wg niektórych warto się go uczyć.
I w sumie nie mam nic przeciwko. W końcu każda wiedza ubogaca człowieka, a ta konkretna, jeśli tylko będzie się w stanie odpowiednio ją wykorzystać, z pewnością warto ją posiadać. Mój sprzeciw wobec nauki języka programowania Pascal odnosił się nie do samej nauki, jako takiej. Oponowałem raczej przeciw konieczności uczenia tego na uczelniach, które z zasady powinny wykształcać nowoczesnych programistów, a tymczasem w programie nauczania nawet nie ma mowy o czymś innym...
W miesięczniku 'Komputer Świat Ekspert', czyli czasopiśmie komputerowym, którego nazwa wydaje się jasno sugerować, że nie jest ono kierowane do pospolitego użytkownika komputera, rozpoczęto nowy kurs - 'Pascal, po prostu koduj' (BTW: świetna nazwa). I wydaje się, że wszystko jest w porządku, wszak idea rozpowszechniania nauki programowania jest godna pochwały. Gorzej, gdy tekstowi zajmującemu pięć stron A4 przyjrzymy się z bliska.
Po zapoznaniu się z materiałem muszę z przykrością stwierdzić, że ten tekst to ni pies, ni wydra. Z jednej strony już pierwsza część kursu obfituje w liczne polecenia, pojęcia i zagadnienia programistyczne. Kłopot w tym, że to wszystko jest opisane w taki sposób, iż odniosłem wrażenie, że gdybym nie wiedział 'o co chodzi', to po lekturze kursu wiedziałbym tyle samo. Nie mówiąc już o realnym niebezpieczeństwie całkowitego pogmatwania i pomieszania wiedzy. Taka niedźwiedzia przysługa.
Możemy przeczytać, że 'właśnie zadeklarowaliśmy funkcję'. Niestety nie dowiadujemy się, czym jest to tajemnicze 'zadeklarowanie'. Również pojęcie funkcji jest opisane lakonicznie, nie mówiąc już o tym, że żaden z kursantów z pewnością nie będzie znał różnicy pomiędzy deklaracją a definicją funkcji. Co gorsza, w pewnym momencie nawet opis działania wpisanej linii kodu jest błędnie wyjaśniony. 'Zapomniano' również o tak podstawowej sprawie, jak wyjaśnienie, czym są słowa kluczowe. Kompilacja? Wspomniano, że należy wykonać, ale co to jest? Linkowanie? To coś z linkami internetowymi?
Ogólnie odnoszę wrażenie, że w omawianym tekście po prostu przedobrzono. Chyba za bardzo chciano przekonać czytelników, że warto uczyć się programować (nawet w Pascalu). A gdyby tak zamiast od razu rzucać czytelnika na głęboką wodę (choć to, co zaprezentowano, to raczej wysychająca już kałuża), zaserwować nieco więcej teorii? Może zamiast kodowania trzeba było najpierw zaostrzyć apetyt wyjaśniając, czym jest programowanie i do czego będzie można zastosować przyswojoną w czasie kursu wiedzę, dodają do dołączonej płyty pogramy prezentujące zaawansowane możliwości Pascala?
Autor:
Ramzel
11
x reakcje
niedziela, 10 sierpnia 2008
Sank Johann
Sankt Johann (Austria) - małe, około dziesięciotysięczne miasteczko położone sześćdziesiąt kilometrów na południe od Salzburga - rodzinnego miasta Mozarta.
Walory krajobrazowe (wszak miejscowość położona w Alpach) są idealnym pretekstem do górskich wędrówek,
gdzie na połoninach nie brak górskich chat.
Niezwykłą atrakcją jest też z pewnością Liechtensteinklamm, czyli jeden z najdłuższych i najgłębszych (300 m.) dostępnych kanionów w Alpach.
I pomyśleć, że za kilka dni to wszystko będzie moją codziennością. :)
Autor:
Ramzel
4
x reakcje
sobota, 9 sierpnia 2008
Wróg Publiczny
Zwiastun:
Odcinek 1:
Na powyższy materiał natrafiłem całkiem przypadkowo. Nie wiem tylko, czy mam się cieszyć, że stałem się gwiazdą filmową, czy też powinienem raczej zacząć się bać, że Żołnież [to chyba jakaś nowa generacja żołnierza :P] na mnie poluje?
Autor:
Ramzel
0
x reakcje
piątek, 8 sierpnia 2008
Pobożna
Pewna pani chciała oddać w kiosku kartę doładowującą do telefonu komórkowego. Twierdziła, że się pomyliła i kupiła doładowanie nie do tej sieci w której ma telefon. Niestety zdrapka na karcie była zdrapana, przez co kod doładowujący był widoczny, co budziło w sprzedawcy podejrzenia, że kod został już wykorzystany. Sprzedawca wytłumaczył więc kobiecie, że nie może tej karty przyjąć, gdyż nie ma pewności, czy jest ona nadal ważna. Na to pani stwierdziła, że jej nie wykorzystała. Nie przekonało to jednak sprzedawcy, który wyjaśnił, że nie ma możliwości sprawdzenia tego. Kobieta się zdenerwowała i krzyknęła:
- Ja nie oszukuję! Jestem zbyt pobożna!Oczywiście nie przekonało to sprzedawcy i pani odeszła nieusatysfakcjonowana.
Zastanawia mnie jednak pewna rzecz. Skoro ja nie jestem 'zbyt pobożny', to znaczy, że mam przyzwolenie na oszustwa?
Autor:
Ramzel
7
x reakcje
czwartek, 7 sierpnia 2008
Karetka

O czym trzeba myśleć, by nie zejść z drogi jadącej na sygnale, po chodniku karetce pogotowia? Dwa dni się nad tym zastanawiałem i nic nie wymyśliłem. Dobrze chociaż, że gdy sanitariusze dojechali w końcu na miejsce i wysiedli z R-ki, to powiedzieli tym kobietom, co myślą na temat ich zachowania...
Autor:
Ramzel
11
x reakcje
środa, 6 sierpnia 2008
wtorek, 5 sierpnia 2008
Zmęczenie
Chyba wszyscy wiemy, jakie skutki niesie za sobą zmęczenie. Mózg w zmniejszonym stopniu reaguje na bodźce zewnętrzne. Zmęczenie jest subiektywnym uczuciem potrzeby snu, narastającą fizjologiczną skłonnością do zasypiania i stanem zmniejszonego napięcia uwagi. Jest niezdolnością do efektywnego kontynuowania zadań na poziomie umysłowym i fizycznym.
Ciekawe więc, dlaczego swój wcale niemały rekord w pewnej grze (w telefonie komórkowym) w której do osiągnięcia zadowalających wyników niezbędny jest refleks, bardzo dobra koordynacja ruchowa oraz spostrzegawczość, uzyskałem tuż przed zaśnięciem po bardzo wyczerpującym dniu?
Autor:
Ramzel
5
x reakcje
poniedziałek, 4 sierpnia 2008
1=2

Antek, znany kawalarz, przed pierwszą po wakacjach lekcję matematyki napisał na tablicy proste równanie. Dokonując kilku jego przekształceń "udowodnił", że jeden równa się dwa!
Pan nauczyciel wszedłszy do klasy popatrzył chwilę na ten "dowód", uśmiechnął się i powiedział:
- To, co napisał na tablicy, jak się domyślam, Antek, nosi nazwę arytmetycznego sofizmatu.
- A co to takiego? - zapytaliśmy chórem.
- Sofizmatem - wyjaśnił nauczyciel - nazywamy rozumowanie pozornie poprawne, w rzeczywistości jednak oparte na nieścisłości lub błędzie logicznym. W matematyce bardzo łatwo jest taki błąd popełnić i dlatego zwracam na to waszą uwagę.
No, a kto z Was potrafi błąd ten wskazać?
Autor:
Ramzel
3
x reakcje
niedziela, 3 sierpnia 2008
OperaMini
Jesteś gdzieś daleko od cywilizacji i potrzebujesz szybko odpowiedzieć na e-mail od ważnego kontrahenta? Akumulator w laptopie się rozładował i nie masz dostępu do sieci? A może Twój dostawca Internetu się nie spisał, pozbawiając Cię łączności ze światem?
Nie ma się co jednak załamywać! Z pomocą przychodzi OperaMini! Aplikacja Java na telefony komórkowe, dzięki której zawsze i wszędzie (w granicach zasięgu operatora) możesz mieć szybki dostęp do globalnej sieci.
Pamiętaj jednak, by w miarę możliwości skorzystać z odpowiednich pakietów internetowych swojego operatora, by w znaczący sposób obniżyć koszta połączenia, które z racji sposobu przetwarzania informacji przez OperęMini i tak są względnie tanie. Program nie pobiera 'prawdziwych' stron www, lecz ich specjalnie przetworzone wersje, dzięki czemu transfer danych jest naprawdę niski.
Aplikacja jest intuicyjna i bardzo wygodna w użyciu, choć posiada wiele zaawansowanych (i przydatnych) opcji. Warto o niej pamiętać i w porę zainstalować w telefonie, by w krytycznym momencie nie irytować się beznetem.
Autor:
Ramzel
0
x reakcje
sobota, 2 sierpnia 2008
Szerszeń
Znajomy opowiadał kiedyś, jak to wykonał służbowy telefon. Nic skomplikowanego, standardowa procedura itp. Wyglądało to tak:
- Zygfryd Pszczoła, słucham?Sęk w tym, że nikt się z nikogo nie naśmiewał. :)
- Dzień dobry, mówi Szerszeń.
- Panie! Co pan się z mojego nazwiska naśmiewasz!?
Autor:
Ramzel
0
x reakcje
piątek, 1 sierpnia 2008
Anulowanie

Czy ktoś potrafi mi wyjaśnić, dlaczego anulowanie autoodtwarzania napędów optycznych w Windows trwa dłużej niż samo autoodtwarzanie?
Autor:
Ramzel
4
x reakcje












