poniedziałek, 30 czerwca 2008

Spier*****!

Z mojego telefonu wydobywał się sygnał ewidentnie świadczący o tym, że ktoś chce się ze mną skontaktować. Numer, który pojawił się na wyświetlaczu był mi kompletnie nieznany, mimo to odebrałem połączenie i podjąłem konwersację.

- Tak, słucham? - Zapytałem.
- Dzień dobry. - Usłyszałem.
- Dzień dobry. - Grzecznie odpowiedziałem.
- Ja w sprawie pracy. - Mój rozmówca wyjaśnił powód dla którego raczył mnie niepokoić.
- W sprawie czego? - Zapytałem szczerze zdziwiony.
- No w sprawie pracy. - Tłumaczył mi. - Sześciu murarzy nas jest.
- Ale chyba zadzwonił pan nie pod ten numer, który pan chciał. - Wyjaśniłem bardzo uprzejmie.
- To dokąd ja się dodzwoniłem? - Zapytał bezrobotny murarz.
- Tutaj. - Odpowiedziałem zgodnie z prawdą.
- Ale do kogo? - Drążył delikwent.
- Do mnie. - Wyjaśniłem grzecznie.
- Ale kim pan jest? - Nie dawał za wygraną.
- Sobą. - Zakomunikowałem.
- A spier*****! - Polecił mi murarz bez zatrudnienia.
- I wzajemnie. - Odesłałem serdeczne pozdrowienie, po czym pan po drugiej stronie wyimaginowanej linii (bo to rozmowa GSM była) rozłączył się.

niedziela, 29 czerwca 2008

I po Euro


Euro 2008 zakończone.
Hiszpania triumfuje!
Polska, jak zwykle...

Pozostał nam Boruc, Guerreiro i...

Ballada o Łukaszu Podolskim:

sobota, 28 czerwca 2008

Rowerowo


Odebrałem z przeglądu mój jednoślad i pomimo niesprzyjającej pogody zainaugurowałem sezon rowerowy. Po przejechaniu kilku kilometrów z przerażeniem stwierdziłem, że dzieje się coś złego z moją kondycją. Na szczęście chwilę później mnie oświeciło - to na pewno nie kwestia moich słabych nóg, lecz źle wyregulowanych przerzutek... ;)

piątek, 27 czerwca 2008

Bohater


Słuchałem powyższego materiału na żywo. Im dłużej słuchałem, tym bardziej nie mogłem uwierzyć w to, co słyszę. Brak mi słów komentarza, mogących wyrazić me zdziwienie i zniesmaczenie. Już mniejsza o to, czy Wałęsa był 'Bolkiem' czy też nie. Ale takiego narcyza, pyszałka, ignoranta i pępka świata, to ja w życiu nie widziałem/słyszałem...

PS Tu jest wersja tekstowa wywiadu.

czwartek, 26 czerwca 2008

Martwe kotki


Pisałem już o serii kryminałów "Kot który..."

W tomie 4. zatytułowanym "Kot który nie polubił czerwieni" okazało się, że oby dwa kotki, które były bohaterami tych powieści, zachorowały i zmarły. Może ktoś powiedzieć, że to smutne, ale takie rzeczy się zdarzają. Zdaję sobie z tego sprawę, zastanawia mnie jednak inna rzecz.

W jakim celu pani Lilian Jackson Braun postanowiła uśmiercić kotki, skoro wiadomo, że to niemożliwe? Przecież byłoby co najmniej dziwne i bezsensowne, gdyby postacie, które odgrywają kluczowe (by nie powiedzieć główne) role w opowiadanych historiach nagle umarły, nie przeżywszy nawet 1/6 serii.

Prawdopodobnie efektem takiego manewru miało być zwiększenie dramaturgii i/lub uświadomienie czytelnikowi, jak bardzo przywiązał się emocjonalnie to tych miłych stworzeń. Kłopot w tym, że dla osoby, która nie tylko pochłania to co czyta i przyjmuje to do wiadomości, ale również przetwarza wyczytane informacje, takie posunięcia niszczą iluzję prawdopodobieństwa.

Jak dla mnie - spory błąd w sztuce.

środa, 25 czerwca 2008

Przodownik


Oto fotografia skrzynki na liczniki prądowe w jednej z klatek schodowych bloku mieszkalnego. Majstrowi się chyba spieszyło...

----------------------------------------------------
Edit (26.06.08, 15:15):
Dla porównania, skrzynka sprowadzona do pionu:

wtorek, 24 czerwca 2008

Uwaga!


Proszę czekać.
Trwa ładowanie treści wiadomości...

poniedziałek, 23 czerwca 2008

Re

Skoro reedycja to ponowna edycja, a retransmisja to ponowna transmisja, to czym jest gulamin, zerwat, czy inny likt?

Jeśli fleksja oznacza zespół form służących do oznaczania stosunków między wyrazami w zdaniu, dlaczego refleksja to głębsze zastanowienie, rozmyślanie nad czymś?

I co z tym wszystkim ma wspólnego egipski bóg Re?

niedziela, 22 czerwca 2008

Sprzątanie


Na tablicach ogłoszeń w blokach należących do spółdzielni mieszkaniowej pojawiła się taka oto informacja:

UWAGA!
Administracja S.M. informuje, że w czerwcu przystąpi do usuwania pozostawionych przedmiotów z pomieszczeń budynków Spółdzielni.

Nawiązując do pkt. III A 13; III C 2 i 3 Regulaminu określającego obowiązki najemców i użytkowników domów, dozorców domowych, lokatorów, właścicieli... Administracja zobowiązuje lokatorów do usunięcia i zabezpieczenia swoich mebli i innych przedmiotów z pralni, suszarni, wózkowni, korytarzy piwnicznych, klatek schodowych i innych pomieszczeń ogólnodostępnych w terminie do 23 czerwca 2008r.

Po tym terminie Administracja usunie wszystkie rzeczy na wysypisko śmieci, a Spółdzielnia nie będzie odpowiadać za powstałe z tego powodu straty materialne.
Jak myślicie, jaki był efekt?
To proste, prawda?
Wszędzie zrobiło się czysto, schludnie i przyjemnie.

Ale nie!
Wręcz przeciwnie!
W piwnicznych korytarzach pojawiły się przedmioty, których właściciele już nie potrzebowali, ale nie mieli jak się ich pozbyć, lub po prostu im się nie chciało. Rzeczy te zagracały więc piwnice, aż tu nagle pojawia się możliwość pozbycia się rupieci. Raz na zawsze. Nawet wynosić ich nie trzeba! Całą (nomen omen) brudną robotę wykona administracja. I to za darmo!

Takiej okazji się nie przepuszcza! ;)

sobota, 21 czerwca 2008

Uparciuch


Świadkiem bardzo ciekawej sytuacji dzisiaj byłem. Otóż na parkingu samochodowym, jak to zwykle bywa, było tłoczno i ciasno. Między samochodami była przestrzeń pozwalająca w zasadzie tylko na jednostronnie - naprzemienny ruch pieszych. I tak się jakoś złożyło, że w jeden z tych ciasnych przesmyków weszło dwóch mężczyzn.

Pół biedy, gdyby weszli z tej samej strony. Oni jednak stanęli naprzeciw siebie. Obaj szli po tym samym pasie, więc jeden musiał ustąpić drugiemu. Sytuacja wydawała się mimo wszystko jasna i klarowna. Nic nie zwiastowało dramatycznych wydarzeń, które miały za chwilę nastąpić.

Gdyby wziąć pod uwagę zasady dobrego wychowania, to młodszy z osobników, który (tak na oko) mógłby być synem tego starszego, powinien być tym, który ustąpi. Argumenty za takim rozwiązaniem były co najmniej dwa. Po pierwsze - starszym się ustępuje, po drugie - facet szedł lewą stroną, powinien zatem przejść na prawą, zgodnie z przyjętymi normami.

Młody mężczyzna okazał się jednak osobą niezwykle upartą i źle wychowaną. Zamiast ustąpić - postawił się i czekał, aż ten drugi usunie się w celu zrobienia mu przejścia. Facet nie miał żadnego argumentu na to, że om ma rację, poza jego mniemaniem oczywiście, ale wiadomo, gdzie taki argument można umieścić.

Ja rozumiem, że można być upartym. M. twierdzi, że taki jestem, nawet mój szef kiedyś mi to powiedział, choć osobiście wolę stwierdzenie 'stanowczy'. ;) Tyle tylko, że obstawanie przy swoim, gdy nie ma się racji choćby w najmniejszej części ogólnego problemu, to upór zaczyna graniczyć z głupotą i chamstwem, a granica ta jest niezwykle cienka...

Na koniec, by troszkę rozluźnić atmosferę, przykład upartej kobiety na parkingu:



Można i tak. :P

piątek, 20 czerwca 2008

PES 2008

Synonimem gry w piłkę nożną na PC była dla mnie od zawsze seria Fifa. Po części wynikało to z przyzwyczajenia (wyprawa do kafejki internetowej wiązała się z rozegraniem kilku meczy), po części zaś z monopolu, jaki uzyskała ta seria na blaszakach. Alternatywy po prostu nie było. Oczywiście, pojawiały się od czasu do czasu jakieś pomniejsze produkcje typu Viva Football, były one jednak tylko ciekawostkami, pomiędzy kolejnymi częściami serii przodownika, gdyż poziom, jaki te gry reprezentowały sprawiał, że lider w ogóle nie musiał się obawiać utraty pozycji.

Sytuacja zaczęła się zmieniać dopiero kilka lat temu, kiedy to znana i ceniona przez konsolowców seria 'Pro Evolution Soccer' (PES) pojawiała się w wersji na komputery osobiste. Z ciekawości zapoznałem się z demem pierwszej części na PC, jednak odbiłem się od niej straszliwie. Nie pamiętam już powodów mojej decyzji, ale postanowiłem wrócić do korzeni, bo tam czułem się pewnie. Może właśnie ta 'inność' była powodem mojej niechęci, a może po prostu brak umiejętności, przez co nie potrafiłem sobie poradzić ze znacznie szybszym tempem akcji?

Obecnie PES z roku na rok zdobywa coraz więcej wiernych fanów. Tworzone są ligi, turnieje, puchary... Coś w tym jednak musi być, skoro środowisko fanowskie działa tak prężnie. Postanowiłem więc spróbować ponownie. Pobrałem z sieci demo wersji oznaczonej numerkiem 6, zainstalowałem, zagrałem i... przepadłem! Wciągnęło mnie na całego! Do tego stopnia, że zaopatrzyłem się w pełną wersję najnowszej odsłony - PES 2008, zakupując jednocześnie gamepad, co jeszcze bardziej zwiększyło przyjemność z gry, zabierając mi tym samym resztki wolnego czasu. ;)

Gdy tak na spokojnie zastanawiam się nad różnicami pomiędzy serią Fifa a PES, to tylko dwie rzeczy przemawiają na korzyść tej pierwszej - komentarz i licencje na światowe ligi piłki nożnej. Reszta, czyli grafika, tempo akcji, możliwości taktyczne i ogólna przyjemność płynąca z gry, to już domena Pro Evolution Soccer. To przecież grywalność jest w grach najważniejsza, a jeśli reszta jest równie dobra, uzyskujemy produkt bardzo dobry. Do wyśmienitego brakuje tylko licencji...

czwartek, 19 czerwca 2008

Słowo



Jakie siedmioliterowe słowo nawet największy mędrzec wypowie błędnie?

środa, 18 czerwca 2008

Roczek

My tu gadu gadu, a ROCZEK stuknął...

Dokładnie rok temu - 18 VI 2007 r. zamieszkałem na stałe w internecie.

I od tamtej pory spotykam się z Wami codziennie. Z niektórymi nawet od samego początku. :D

Czasem było śmiesznie, czasem poważnie. Nerwowo i zagadkowo. Od czasu do czasu zdarzało mi się nawet zaszaleć twórczo.

Zdaję sobie sprawę, że słownym wirtuozem to ja nie jestem, i nie zawsze udawało mi się pisać tak, by Was zainteresować tym, co mam do powiedzenia. Domyślam się też, że prawdopodobnie nie raz i nie dwa załamywaliście ręce po zapoznaniu się z moją twórczością (Przepraszam!), ale mimo wszystko odwiedzacie mnie (Dziękuję!) i dyskutujecie na poruszane tematy. Świadczy to o tym, że nie jest ze mną jeszcze aż tak źle.

Interakcja z Czytelnikiem to kwintesencja blogowania, i to właśnie ona daje najwięcej przyjemności oraz ogromną satysfakcję. Życzę więc Wam (i sobie), by ta przyjemność była obustronna...

wtorek, 17 czerwca 2008

Dowcip


Dostałem kiedyś linka, na którego bezmyślnie kliknąłem...
Odnośnik prowadził do TEJ strony.
I szczerze mówiąc, byłem pozytywnie zaskoczony swoją cierpliwością, którą sprawdza skrypt znajdujący się na tamtej stronie.
Ogólnie prezentowane tam dowcipy nie są może najwyższych lotów, zdarzają się również błędy w pisowni (jak wszędzie ;)), ale jeśli ktoś nam podpadł, to możemy mu podesłać stosowny link. ;)

poniedziałek, 16 czerwca 2008

Cudu brak


Chcieliśmy dobrze,
a wyszło jak zwykle... :'(

niedziela, 15 czerwca 2008

Grunt to nadzieja

Nadzieja, aby w ogóle zaistniała, potrzebuje podatnego gruntu. Musi się na czymś opierać. Przed nami mecz z Chorwacją, który nawet, jeśli okaże się zwycięski, może nie wystarczyć do awansu. Nie mam zamiaru rozpisywać się tu o możliwych i koniecznych scenariuszach ostatniej kolejki naszej grupy na Euro 2008, bo o tym już pewnie każdy z nas czytał/słyszał już setki razy.

Chciałbym tu poruszyć temat siania nadziei. W sobotnio-niedzielnym Przeglądzie Sportowym ukazał się artykuł zatytułowany: "Chcą pomóc naszym". A czytamy tam między innymi:

"Chorwaci zapewnili już sobie awans do następnej fazy, więc niewykluczone, że w ostatnim meczu zechcą oszczędzić siły i wystawią skład rezerwowy."
To akurat zostało już potwierdzone przez trenera naszych rywali. Nie znaczy to jednak, że naszym będzie łatwiej. Przecież taka impreza to wspaniała okazja na 'pokazanie się'. Menagerowie wielkich klubów piłkarskich bardzo uważnie przyglądają się zawodnikom. Każdy piłkarz chce więc pokazać się z jak najlepszej strony.
I dalej piszą tak:
"Kilku chorwackich zawodników gra na co dzień w klubach z polskimi zawodnikami."
To tak samo, jak liczyć, że Podolski nam nie strzeli, bo jest Polakiem...
Czytamy dalej:
"Darijo Srna otwarcie przyznaje, że chciałby przyczynić się do odpadnięcia Niemców."
Kłopot w tym, że Srna z powodu żółtej kartki na swoim koncie nie zagra w poniedziałkowym meczu.
To jednak jeszcze nic w porównaniu z ostatnim argumentem:
"Także trener Bilić ma pewne powiązania z Polską, choć nie czysto piłkarskie. Gdy był jeszcze piłkarzem Hajduka Split, przed meczem z Romą był na audiencji u polskiego papieża Jana Pawła II, od którego dostał pamiątkowy medalik."
Bomba, co? To doprawdy fascynujące, jak przedziwnych rzeczy chwytają się ludzie, by tylko mieć podstawy do posiadania nadziei.
Ale ja i tak ją mam!
DO BOJU AUSTRIO!

DO BOJU
POLSKO!

sobota, 14 czerwca 2008

90+

Raul Meireles (Portugalia)
Ricardo Quaresma (Portugalia)
Arda Turan (Turcja)
Ivica Vastic (Austria)
Wesley Sneijder (Holandia)
Cesc Fabregas (Hiszpania)
David Villa (Hiszpania)

Co łączy tych piłkarzy?

A) Lubią mandarynki, ale nie lubią klementynek.
B) Są przybyszami z obcej planety.
C) Strzelili bramkę na EURO 2008 w doliczonym czasie gry.

Odpowiedzi proszę wysyłać na losowy numer Gadu-Gadu.
Można wygrać nową, ciekawą znajomość.

Na tegorocznych mistrzostwach rozegrano do tej pory szesnaście spotkań, z czego aż w siedmiu meczach strzelano bramki po dziewięćdziesiątej minucie. To prawie połowa wszystkich spotkań! A w przypadku prawie połowy z tej prawie połowy, czyli w trzech meczach z siedmiu z bramkami w doliczonym czasie gry, to właśnie te ostatnie gole decydowały o podziale punktów.

To niesamowite, jak jedna bramka może budzić skrajne emocje. Jedni szaleją z radości, inni toną w rozpaczy, a postronni cieszą się z niezwykłej dramaturgii meczu.

Zaiste, piłka nożna to piękny sport!

piątek, 13 czerwca 2008

Co dla ciebie?

W jednym ze sklepów, gdzie od czasu do czasu wybieram się na zakupy, pojawiła się nowa ekspedientka. Młoda kobieta, na pewno nie starsza ode mnie, co najwyżej równa wiekowo.

Tak więc wchodzę sobie grzecznie do tegoż sklepu, witam się kulturalnym 'dzień dobry' i podchodzę do lady, a ta pani tak oto do mnie rzecze:
- Co dla ciebie?

Zewnętrznie byłem spokojny i opanowany, ale w środku mną trzęsło. Jak to tak? Ta pani nie wie kim jestem, gdzie pracuję, czym się zajmuję, ile mam lat... Ba, nawet nie wie, jak mam na imię. Ja o tej kobiecie prócz tego, że wiem gdzie pracuje, nic innego nie mógłbym powiedzieć. My się nawet ze spływu nie znamy, jedynie z widzenia. I szczerze mówiąc, mam poważne wątpliwości, czy jest to wystarczający argument pozwalający na przejście z kimś na 'ty'.

I proszę mi nie mówić, że to próba nawiązania bliższego kontaktu, gdyż do tej pory relacje między mną a tą panią były cokolwiek obojętne, żeby nie powiedzieć negatywne. Nie wiem, czy takie zachowanie to próba pokazania, kto tu rządzi, czy też po prostu jest to objaw braku dobrego wychowania. Tak czy siak, nie podoba mi się...

czwartek, 12 czerwca 2008

Polska!


Wygraliśmy!
Przynajmniej mentalnie...

Te mistrzostwa robią się dla nas coraz bardziej historyczne.

Zaczęło się od pierwszego awansu Biało-Czerwonych na mistrzostwa Europy. Atmosfera medialna u jednych, a silna wiara u innych pozwalała wierzyć, że jesteśmy w stanie w końcu pokonać drużynę Niemiec. Chichot losu sprawił, że tego marzenia nie pozwolił nam zrealizować duet Polaków grających w Niemieckich barwach - Klose i Podolski.

Były jednak również jasne strony tego spotkania. Polacy ogólnie dawali radę i nie trzeba było się za nich wstydzić. Ba, nawet narzekać za bardzo nie można było. Co więcej, nowy nabytek naszego narodu - Roger Guerreiro, który pojawił się na boisku udowodnił trzy rzeczy. Po pierwsze - facet zna swoją wartość, swoje umiejętności i potrafi je wykorzystać. Po drugie - pokazał, że do Niemieckiego zespołu można czuć respekt, ale nie można się go bać. I po trzecie - udowodnił, że trener wiedział, co robił, gdy starał się o jego obywatelstwo.

Pomimo przegranej w pierwszym meczu dało się zaobserwować w narodzie jeszcze większą chęć pokazania pozostałym kibicom i samej drużynie, że 'Nic się nie stało, jeszcze nie wszystko stracone'. Na budynkach, samochodach i ludziach pojawiło się jeszcze więcej barw narodowych. Aż strach pomyśleć, co by to było, gdyby nasi wygrali. ;)

Kolejne spotkanie rozpoczęło się dla nas nieciekawie. Austriacy narzucili nam swoje tempo i swój styl gry, doprowadzając kilkakrotnie do sytuacji 'sam na sam' z bramkarzem. Na szczęście Artur Boruc był w szczytowej formie i nie pozwolił rywalom strzelić gola. Sytuacja zmieniła się diametralnie po zdobyciu bramki przez Rogera. Nie dość, że tą bramką wpisał się na stałe w karty historii Polskiego futbolu (w końcu pierwsza bramka dla Polski w ME to nie byle co), to jeszcze przyciął skrzydła gospodarzom. Biało-Czerwoni zaś nabrali wiatru w żagle i poszli za ciosem. Teraz to nasi dyktowali warunki. Tak się przynajmniej zdawało...

Prawda wyszła na jaw dopiero w doliczonym czasie gry, dłuższym, niż obliczył sędzia techniczny. Jak bardzo sędzia starał się 'strzelić gola' dla Austriaków, tego się nie da opisać. Z przyzwoitości nie napiszę, jakie mi się słowa na klawiaturę cisną... Powiedzmy tylko, że sędziowanie było selektywne.

Dwa mecze. Oby dwa niewygrane. Praktycznie brak szans na wyjście z grupy. Teoria mówi wprawdzie co innego, ale historia uczy, że na teorię nie ma co liczyć. Nawet Leo nie wierzy w awans... Nadzieja umiera ostatnia, ale złudzeń brak. No chyba, że mecz Austria - Niemcy będzie sędziował dobry kolega Howarda Webba...

Pojawiają się już głosy, że mecz z Chorwacją, czyli ostatni mecz grupowy to walka o honor. Daleki jestem od takich stwierdzeń. Polacy pokazali się z dobrej strony i nie trzeba się wstydzić ich gry. Oni (z)robią swoje i my też (z)róbmy swoje - kibicujmy!

środa, 11 czerwca 2008

Do boju!

DO BOJU
POLSKO!

wtorek, 10 czerwca 2008

Żonglerka

W celu rozładowania emocji pomiędzy kolejnymi meczami ME08, a zwłaszcza przed czwartkowym meczem - mała gierka:


Pochwalcie się wynikami. :D

Mój rekord to 1175 i w momencie jego ustanowienia był to 11. wynik dnia. :)

poniedziałek, 9 czerwca 2008

Gramy dalej!

Po niedzielnym meczu i nieprzychylnych tekstach komentatorów pojawiających się już pod koniec spotkania obawiałem się, że równą bezmyślnością wykaże się prasa. Ta jednak bardzo pozytywnie mnie zaskoczyła. Nie, żeby wychwalano w niej pod niebiosa naszych piłkarzy, ale też nie mieszano ich z błotem i nie wieszano na nich psów. Choć muszę przyznać, że największe obawy miałem co do opisu trenerskich umiejętności Leo.

Sam Beenhakker stwierdził jednak, że to był dobry mecz. Tyle, że przegrany. Co więcej, Leo nie ma nawet pretensji do swoich piłkarzy za stracone bramki. Twierdzi bowiem, że pierwszy gol nie powinien zostać uznany, gdyż został strzelony po nieodgwizdanej pozycji spalonej. Drugi zaś był konsekwencją otwartej gry naszych piłkarzy, którą Leo sam im nakazał.

Do kogo, jak do kogo, ale do tego pana to ja mam zaufanie i wierzę, że będzie dobrze. Jeśli tylko nasi piłkarze będą wykonywać powierzone im role. Wiem, że jeszcze nie wszystko stracone. Wiem też, że nie tylko we mnie pozostaje wiara w sukces Biało Czerwonych. Bardzo mnie ucieszyło, gdy wychodząc na ulicę spostrzegłem, że wszystkie flagi, szaliki i naklejki pozostały na swoim miejscu. :)

Jeszcze Polska nie zginęła, a nadzieja umiera ostatnia.

DO BOJU POLSKO!

niedziela, 8 czerwca 2008

Dwie Po(do)lskie bramki

Od przegranej rozpoczęła swą przygodę z Euro 2008 nasza reprezentacja. Co ciekawe, mimo dwóch bramek strzelonych przez Polaka, nasi piłkarze schodzili z boiska smutni. To normalne, że byli niepocieszeni. Bo jak tu się cieszyć, gdy przegrywa się mecz?


Mimo niekorzystnych dla nas statystyk byłem pełen nadziei przed tym spotkaniem. Wierzyłem, że możemy wyjść z tej konfrontacji zwycięsko. Nawet po stracie pierwszej bramki nadzieja we mnie nie zgasła! Do końca trzymałem kciuki za naszych! Niestety nie udało się strzelić choćby honorowego gola. :(

O ile pierwsza stracona bramka była, nazwijmy to 'do przyjęcia', gdyż została zdobyta po sprytnie przeprowadzonej akcji, o tyle drugi gol to absolutna porażka i wstyd. OK. Jasne, że to jest sport i wszystko jest możliwe, ale to nie znaczy, że powinno się pobłażliwie oceniać karygodne błędy. Przecież to nawet małe dzieci wiedzą, że w sytuacji zagrożenia, a tym bardziej zamieszania na polu karnym, piłkę trzeba jak najszybciej oddalić od własnej bramki. I to niekoniecznie do przodu, a tym bardziej nie w środek boiska... :/

Ważną kwestią jest też postawa piłkarzy, którzy mieli stanowić o jakości polskiego zespołu - Boruc, Krzynówek i Smolarek. Ten pierwszy, pomimo ostatecznego wyniku meczu spisywał się bardzo dobrze. Za to Krzynówek zdecydowanie miał słabszy dzień. Gdyby tak nie było, to już pierwsza akcja byłaby zakończona bramką, co z pewnością miałoby bardzo pozytywny wpływ na grę naszych zawodników. Krzynówek pojawiał się w kilku akcjach, co i rusz z innej strony boiska. Niestety, jego wszechobecność nie przekładała się na skuteczność.

I przyznam szczerze, że bardziej liczyłem w tym meczu na Krzynówka właśnie, niż na Smolarka, o którego obecności na boisku dowiedziałem się praktycznie w momencie przyznania mu przez arbitra żółtej kartki.

Najciekawsze jest jednak to, że na pochwałę najbardziej zasługują zmiennicy. Jeden, którego spora część kibiców w ogóle nie uznaje za polaka, i drugi, którego na tych mistrzostwach miało nie być...

Specjalistą to ja nie jestem. Myślę jednak, że zabrakło przede wszystkim wiary w to, że może się udać. Mimo wielokrotnych przedmeczowych zapewnień, że jest inaczej.Tym niemniej właśnie ta świadomość pozwala mi wierzyć, że jeszcze nie wszystko stracone.

Mamy jeszcze dwa mecze do rozegrania. I mam nadzieję, że życzenie naszego egzekutora - Łukasza Podolskiego się ziści: "Teraz życzę Polsce żeby z nami wyszła z grupy (...)".

PS A Kubica i tak pierwszy! :D

sobota, 7 czerwca 2008

Droga do Euro 2008


Co będzie dalej?


piątek, 6 czerwca 2008

Dlaczego?


DLACZEGO?

czwartek, 5 czerwca 2008

Straszno

Poszedłem spać. Wiadomo - standardowa procedura człowieków. Zamieniłem kołderkę na cienki kocyk, przykryłem się i zasnąłem. I tak sobie grzecznie spałem, gdy nagle zbudził mnie jakiś głos. Jakieś małe dziecko, które ledwo co nauczyło się mówić wołało moje imię... Otworzyłem oczy i nasłuchiwałem. Wołanie nie słabło, a ja... A ja bałem się odwrócić...

Bo wiedziałem przecież, że u mnie w domu nie ma nikogo, do kogo mógł należeć ten głos. Zwłaszcza o trzeciej w nocy. Więc jedyne co zrobiłem, to poprawiłem sobie koc i zamknąłem oczy pragnąc, by ten ktoś przestał mnie wołać. Najgorsza była obawa, że ten ktoś się zdenerwuje na mój brak reakcji i mnie szturchnie!

Jakoś udało mi się zasnąć, ale spokój nie trwał długo. Dwie godziny później znów obudziły mnie hałasy. Tym razem nikt mnie nie wołał, słyszałem po prostu jakieś rozmowy. Mimowolnie odwróciłem się na drugi bok, by sprawdzić co się dzieje, zapominając chyba o tym, co działo się wcześniej. Nim jednak otworzyłem oczy pamięć mi wróciła i tylko ledwo rozchyliłem powieki. I co zobaczyłem? Tuż przede mną ktoś stał! Jakaś kobieta - chude, zgrabne nogi w rajstopach, której nie rozpoznawałem po głosie. Nie wiedziałem nawet, co mówiła ani z kim rozmawiała. I na pewno nie był to nikt z domowników...

Szczerze mówiąc wolałbym by to był sen. W przeciwnym razie istnieje prawdopodobieństwo, że podobna sytuacja się powtórzy, a tego bym nie chciał. Za mocno takie rzeczy na moje nerwy oddziałują. Nawet teraz, gdy o tym piszę, to mnie ciarki przechodzą. A za chwilę trzeba się położyć spać...

środa, 4 czerwca 2008

Poprawiacz nastroju

Jeśli jesteś w stanie (przed)depresyjnym lub chcesz po prostu połechtać swoje ego - zastosuj 'Poprawiacz nastroju'. Nie ma to jak kilka dobrych słów na swój temat.

Gdyby się jednak okazało, że z humorem będzie nadal nie tak, jak by się chciało - kliknij na obrazek. Powinno pomóc. ;)

wtorek, 3 czerwca 2008

Akcja - Reakcja

III. Zasada dynamiki Newtona

Jeżeli ciało A działa na ciało B siłą F:


To ciało B działa na ciało A siłą o tej samej wartości, tym samym kierunku, ale o przeciwnym zwrocie:



BIAŁO CZERWONI

poniedziałek, 2 czerwca 2008

Kibicowo


Ciekawy jest mechanizm optymistyczno-pesymistyczny polaków. Najpierw śmialiśmy się (wybaczcie uogólnienia), że Polska chce z Ukrainą Euro 2012 organizować. Ale im bliżej było werdyktu, tym bardziej trzymaliśmy kciuki, pomimo myśli, że pewnie i tak nie dostaniemy Euro. Mimo wszystko w napięciu wyczekiwaliśmy decyzji UEFA. Gdy ta nastąpiła - poczuliśmy się dumni, dowartościowani i ogólnie szczęśliwi. Tylko co z tego, skoro już chwilę po wybuchu euforii zaczęliśmy gadać, że 'my to (za przeproszeniem) spartolimy', 'zabiorą nam Euro', 'nie zdążymy', itd...

Podobnie dzieje się z naszą obecnością na Euro 2008. Najpierw nie dowierzaliśmy, że w ogóle jesteśmy w stanie się zakwalifikować, choć nadzieja gdzieś się w nas tliła. Płomyk rozbłysł i zaczął świecić coraz mocniej wraz z kolejnymi meczami eliminacyjnymi (wygrana z Portugalią), aż w końcu okazało się, że się udało! Ale kolejny raz bardzo szybko zabrali się do pracy pesymiści i malkontenci, rozsiewając złe fluidy oraz informacje, że 'pewnie i tak nawet z grupy nie wyjdziemy' i tego typu hist(o/e)rie. Głosy takie stały się jeszcze głośniejsze, gdy poznaliśmy naszych grupowych rywali...

Chwila prawdy zbliża się wielkimi krokami - 8 czerwca 2008. Mecz Polska - Niemcy. Spotkanie, które już na długo przed jego rozegraniem stało się tym najważniejszym dla Kadry. Warto jednak pamiętać, że nie jest to tylko test naszej Reprezentacji. To również nasz test - kibiców.

Dzięki naszej Drużynie mamy ponownie możliwość poczuć się zjednoczeni w jednym celu. Dzięki Nim mamy powód, by czuć dumę z naszej narodowości. To oni sprawili, że barwy narodowe stały się naszą chlubą. To dzięki Reprezentacji możemy z politowaniem patrzeć na niemieckie reklamy mające nas złamać i poniżyć. Ale my się nie damy! My jesteśmy KIBICAMI!

Będziemy z naszą Drużyną niezależnie od tego, jakie wyniki uzyska, jak sobie poradzi. Bo już teraz zrobiła wiele. Wystarczającą dużo, by bez względu na rezultaty meczów nie opuszczać Reprezentacji.

A jeśli nie jesteście kibicami i opisywane tu sprawy Was nie interesują, to przynajmniej nie psujcie nam radości i nie siejcie pesymizmu i niepewności, tylko po to, by móc później powiedzieć: 'a nie mówiłem'. Obyście nie mieli ku temu okazji...

BIAŁO CZERWONI

niedziela, 1 czerwca 2008

Narodowo


W kraju robi się coraz bardziej biało-czerwono. Co i rusz pojawiają się flagi na balkonach czy samochodach. Widać, że Euro 2008 już blisko. :) Oby tylko te flagi nie zniknęły szybciej niż się pojawiły. Ale nie ma co siać pesymizmu, bądźmy dobrej myśli. W końcu mamy niezwykłego przywódcę. ;)