Od przegranej rozpoczęła swą przygodę z Euro 2008 nasza reprezentacja. Co ciekawe, mimo dwóch bramek strzelonych przez Polaka, nasi piłkarze schodzili z boiska smutni. To normalne, że byli niepocieszeni. Bo jak tu się cieszyć, gdy przegrywa się mecz?
Mimo niekorzystnych dla nas statystyk byłem pełen nadziei przed tym spotkaniem. Wierzyłem, że możemy wyjść z tej konfrontacji zwycięsko. Nawet po stracie pierwszej bramki nadzieja we mnie nie zgasła! Do końca trzymałem kciuki za naszych! Niestety nie udało się strzelić choćby honorowego gola. :(
O ile pierwsza stracona bramka była, nazwijmy to 'do przyjęcia', gdyż została zdobyta po sprytnie przeprowadzonej akcji, o tyle drugi gol to absolutna porażka i wstyd. OK. Jasne, że to jest sport i wszystko jest możliwe, ale to nie znaczy, że powinno się pobłażliwie oceniać karygodne błędy. Przecież to nawet małe dzieci wiedzą, że w sytuacji zagrożenia, a tym bardziej zamieszania na polu karnym, piłkę trzeba jak najszybciej oddalić od własnej bramki. I to niekoniecznie do przodu, a tym bardziej nie w środek boiska... :/
Ważną kwestią jest też postawa piłkarzy, którzy mieli stanowić o jakości polskiego zespołu - Boruc, Krzynówek i Smolarek. Ten pierwszy, pomimo ostatecznego wyniku meczu spisywał się bardzo dobrze. Za to Krzynówek zdecydowanie miał słabszy dzień. Gdyby tak nie było, to już pierwsza akcja byłaby zakończona bramką, co z pewnością miałoby bardzo pozytywny wpływ na grę naszych zawodników. Krzynówek pojawiał się w kilku akcjach, co i rusz z innej strony boiska. Niestety, jego wszechobecność nie przekładała się na skuteczność.
I przyznam szczerze, że bardziej liczyłem w tym meczu na Krzynówka właśnie, niż na Smolarka, o którego obecności na boisku dowiedziałem się praktycznie w momencie przyznania mu przez arbitra żółtej kartki.
Najciekawsze jest jednak to, że na pochwałę najbardziej zasługują zmiennicy. Jeden, którego spora część kibiców w ogóle nie uznaje za polaka, i drugi, którego na tych mistrzostwach miało nie być...
Specjalistą to ja nie jestem. Myślę jednak, że zabrakło przede wszystkim wiary w to, że może się udać. Mimo wielokrotnych przedmeczowych zapewnień, że jest inaczej.Tym niemniej właśnie ta świadomość pozwala mi wierzyć, że jeszcze nie wszystko stracone.
Mamy jeszcze dwa mecze do rozegrania. I mam nadzieję, że życzenie naszego egzekutora - Łukasza Podolskiego się ziści: "Teraz życzę Polsce żeby z nami wyszła z grupy (...)".
PS A Kubica i tak pierwszy! :D