Scenki takiej oto, świadkiem byłem ja.
Pewien chłopiec najwyraźniej zaszedł swej mamie za skórę, na co wskazywać może fakt, że matka jego postanowiła użyć wobec niego argumentów ręcznych.
Oberwało się więc chłopcu, który dzielnie znosił wymierzane razy. A im dzielniej i pokorniej przyjmował ciosy, tym silniejsze cięgi otrzymywał.
Gdybym miał opisać wersję dźwiękową tego wydarzenia, przedstawiłbym to tak: Chlast! - Ała. - Chlast! - Ała. - Chlast! - Ała. - Chlast! - Ała. - Chlast! - Ała. - Chlast! - Ała. - ... I tak w kółko. Prawdopodobnie trwałoby to bez końca, gdyby nie przytomność umysłu chłopca. Pomimo swego młodego wieku i zapewne niewielkiego doświadczenia życiowego, chłopak, zamiast powiedzieć po raz kolejny: 'Ała.' zaczął piszczeć i krzyczeć 'Ała!', imitując przy tym płacz.
Szloch był ewidentnie udawany, mimo to sprawił on, że kobieta przestała 'wymierzać sprawiedliwość', czując zapewne dumę z prawidłowo spełnionego obowiązku rodzicielskiego.
Czy jednak, aby na pewno jej zachowanie wynikało z wyższych celów wychowawczych, lub z potrzeby realizacji słów Pisma Świętego?
"Kto kocha swego syna, wytrwale karci go rózgami, po to by cieszyć się nim na końcu"
[Syr. 30. 1.]
Niestety, prawda wydaje się być zupełnie inna. Wygląda bowiem na to, że zachowanie tej kobiety to efekt frustracji z powodu nieposłuszeństwa syna. Frustracji pogłębiającej się tym bardziej, im mężniej dziecko znosiło katusze. Ale przecież o wiele prościej jest zlać dzieciaka, niż powiedzieć:
'Słuchaj synu. Jest mi bardzo przykro, że lekceważysz moje polecenia. Czuję się z tym źle, ale muszę cię za to ukarać. Dlatego też, do końca tygodnia nie będziesz mógł grać na komputerze.'
Czy takie postawienie sprawy nie byłoby zdrowsze i normalniejsze? A tak, dziecko miast uczyć się pokory i odpowiedzialności, bierze udział w próbie sił - kto cwańszy, silniejszy. W konsekwencji, przed dalszymi nieposłuszeństwami chłopca powstrzymywać będzie strach przed karą (bólem fizycznym), zamiast szacunek.