środa, 30 kwietnia 2008

Parafka

Byłem oddać PITa. Tak, wiem - na ostatni moment... Ale i tak nie stałem w kolejce dłużej, jak pięć minut. Nawet pani, która mnie przyjęła była bardzo miła. :)

Pierwszy raz zdarzyło mi się, że miałem błąd w zeznaniu podatkowym. Ta miła pani pomogła mi go naprawić, co polegało na skreśleniu błędnie podanych wartości i napisaniu właściwych. Ponieważ poprawki były czynione na bardzo ważnym dokumencie, przy każdym przekreśleniu trzeba było się podpisać. Wystarczyła zwykła parafka.

Jakież było zdziwienie tej pani, gdy się dowiedziała, że ja nie stosuję czegoś takiego, jak parafka. Po wyjaśnieniu, że jeszcze nie wymyśliłem/wyrobiłem sobie skróconego podpisu, pani prawie z krzesła spadła. I wtedy naszła mnie myśl, że chyba jednak powinienem się tym zająć...

wtorek, 29 kwietnia 2008

Old Chojnice










poniedziałek, 28 kwietnia 2008

Notebook

Notebook - Komputer, który w pozycji złożonej ma rozmiary porównywalne z książką. Otwiera się go także jak książkę, przy czym jedną okładką jest wyświetlacz, a drugą - klawiatura z dodatkowymi urządzeniami.
Wbrew pozorom, powyższe wyjaśnienie, czym jest notebook nie jest owocem mojego dobrego humoru. W ten sposób redakcja magazynu Komputer Świat wyjaśniała swoim czytelnikom znaczenie tego trudnego terminu (KŚ nr 17/2003).

Otrzymałem dzisiaj zakupiony przeze mnie laptop. Przy tej okazji postanowiłem wrócić do tematu nazewnictwa, a właściwie to odmiany nazwy tego typu komputerów. Pisałem już o tym tutaj. Okazuje się, że rozwiązanie tego problemu jest bardzo proste, by nie rzec - banalne. Pomysł zaczerpnięty z "Podręcznika użytkownika", czyli z instrukcji obsługi laptopa.

W tejże oto publikacji zastosowano bardzo ciekawy chwyt. Otóż wyraz 'notebook' za każdym razem, gdy pojawia się w tekście, występuje tylko i wyłącznie w formie mianownika. Jakim cudem? Ano bardzo prosto - wyraz ten jest tam zawsze poprzedzany słowem "komputer", który to jest właściwie odmieniany przez przypadki. Czytamy więc m.in.: "komputera notebook", "komputerów notebook", "komputerem notebook" itp. A liczba mnoga to nie żadne "notebooki", a zwykłe "komputery notebook". Proste i skuteczne.

Jest jeszcze jedna kwestia związana z laptopem, którą chciałbym tu poruszyć.
Ze względów oszczędnościowych zdecydowałem się na zakup komputera bez zainstalowanego systemu operacyjnego. Mimo to, do sprzętu zostały dołączone płytki ze sterownikami. Niby ok. Jak by nie było, może to w znacznym stopniu ułatwić życie użytkownikowi. Kłopot w tym, że dołączone sterowniki nadają się tylko do systemu Windows Vista.

Nie chodzi mi w tym momencie o (bezsensowne) faworyzowanie tego systemu w nowo zakupionych komputerach. Dziwi mnie pewna niekonsekwencja producenta, który dostarcza nam sterowniki do Visty, ale we wspomnianym już "Podręczniku użytkownika", wszelkie kwestie związane z odpowiednimi ustawieniami systemu, wyjaśnia na podstawie Windows XP.

Dodam jeszcze tylko, że sam sprzęt prezentuje się bardzo dobrze i nie sprawia żadnych problemów (po pobraniu sterowników z internetu). Nawet gratisowa torba sprawia bardzo pozytywne wrażenie. Ogólnie - jestem szczęśliwy i zadowolony z zakupu. :D

niedziela, 27 kwietnia 2008

Dzień dobry wieczór

Nie wydaje się Wam czasem, że język polski jest szalenie ubogi, jeśli chodzi o zwroty grzecznościowe przywitania i pożegnania? Bo czy nie jest dziwne, że ktoś witając się w nocy mówi "dobry wieczór", skoro jest przecież noc? Albo, czy to jest normalne, że po tym przywitaniu i krótkiej pogawędce żegna się z rozmówcą słowami "dobranoc"? Skąd niby ta pewność, że tamta osoba idzie już spać?

Osobiście już nie raz i nie dwa zdarzyło mi się nawiązać dialog w tej kwestii z ekspedientkami sklepów, które na moje "do widzenia" odpowiadały "dobranoc".

W ramach kompromisu można stosować zwrot: "Niech będzie dobry wieczór po południu". Ale co z pożegnaniem?

sobota, 26 kwietnia 2008

Pasta do butów

Zasłyszane w kolejce do kiosku.

- Czy macie pastę do butów, ale taką... - Pewna pani zaczęła generować swe pytanie, ale nie dokończyła, ponieważ sprzedawca jej przerwał.
- Nie. W ogóle nie mamy pasty do butów.
- O Boże... - Westchnęła zrezygnowana klientka. - To gdzie ja teraz takie coś dostanę?
- W obuwniczym. - Sprzedawca podał jej oczywistą i chyba jedyną słuszną odpowiedź.
- Gdzie!? - Pani była bardzo zdziwiona odpowiedzią.
- W obuwniczym. - Powtórzył spokojnie sprzedawca, a klientka zrobiła taką minę, jakby uznała, że facet jest nienormalny, i odeszła bez słowa.

Przyznam szczerze, że miałem później ochotę wybrać się do jakiegoś salonu samochodowego po zapałki...

piątek, 25 kwietnia 2008

Laptop

Za kilka dni jedno z moich marzeń, które dotychczas pozostawało w sferze westchnień, zmaterializuje się. Przedmiot widoczny na zdjęciu powyżej, stanie się moją własnością. Właściwie, to już nią jest, tylko musi jeszcze do mnie dotrzeć. :) Dokonałem formalności dotyczące umowy ratalnej i teraz czekam na telefon ze sklepu z informacją, że kurier dowiózł mój sprzęt i mogę go odebrać (komputer, nie kuriera). :D

Laptop nie jest z najwyższej półki, choć kto tam wie, gdzie on na magazynie leżał... Tym niemniej, jego parametry dość znacznie przewyższają specyfikację techniczną mojego komputera stacjonarnego. No, może poza wielkością ekranu. ;)

Nie pozostaje mi teraz nic innego, jak czekać...
Więc czekam na ASUS F5N-AP074.

A sekundy strasznie długie się zrobiły...

czwartek, 24 kwietnia 2008

Krawat


Każdy facet powinien umieć krawat zawiązać.
Choć niekoniecznie w przedstawiony sposób. ;)

środa, 23 kwietnia 2008

Odpowiedzialność

Z cyklu rozważania ogólne. :)

Załóżmy, że jakiś szef każe swemu podwładnemu zrobić coś nielegalnego. Dla pewności uściślijmy, że polecenie jest wyraźne i szczegółowe. Pracodawca wie, że każe swemu pracownikowi wykonać rzecz niezgodną z prawem.

Co powinien zrobić pracownik, jeśli on też ma świadomość nielegalności powierzonego mu zadania i kto ponosi ewentualną odpowiedzialność za ten czyn?

A jeśli podwładny nie wie, że wykonując swoje zadanie łamie prawo, to kto za to odpowiada? Wszak nieznajomość prawa nie jest usprawiedliwieniem.

Może więc dojść do sytuacji w której człowiek, który nie popełnił grzechu (bo grzech jest grzechem tylko, jeśli zostanie popełniony w pełni świadomie) zostanie skazany za złamanie prawa?

wtorek, 22 kwietnia 2008

Policjant

Osoba, która w wyniku kradzieży straciła wszystkie dokumenty udała się na policję w celu poinformowania stróżów prawa o zaistniałym fakcie. Na posterunku wyjaśniła bardzo dokładnie powód swej wizyty. Po wysłuchaniu tego, co ta osoba miała do powiedzenia, funkcjonariusz tak oto rzekł:
- Dobrze, spiszemy zeznania. Proszę o dowód osobisty.

A ja myślałem, że takie rzeczy to tylko w dowcipach... :/

poniedziałek, 21 kwietnia 2008

Wordmax

Temat języka angielskiego poruszałem już wielokrotnie. Czy to w sposób humorystyczny (Inglisz), czy też bardziej na poważnie (Old man). Sam znam angielski w dość ograniczonym zakresie, ale na tyle wystarczającym, by przeżyć w razie nagłego wyginięcia języków nieangielskich. ;)

Byłem dzisiaj na koncercie Sue Rinaldi, która nie tylko śpiewała, ale też całkiem sporo opowiadała. Ku mojemu zaskoczeniu okazało się, że dla mnie tłumaczki mogłoby nie być. Ba, czasem jej wersja tłumaczenia słów Sue bardziej mnie denerwowała niż pomagała... Nie jest więc ze mną aż tak źle, jak by się mogło wydawać, choć odczuwam wyraźną różnicę pomiędzy rozumieniem ze słuchu lub tekstu pisanego, a mówieniem.

Od czasu do czasu ujawniają się u mnie braki w znajomości niektórych słów, których znaczenie jest niezbędne do prawidłowego zrozumienia tekstu. W takich przypadkach nieoceniony okazuje się być Wordmax.

Wordmax to słownik angielsko-polski i polsko-angielski. Prócz tłumaczenia pokaźnej liczby słów słownik raczy nas jeszcze przykładowymi zdaniami z zastosowaniem danego słowa (nie każdego słowa się to tyczy), informacją na temat tego, jaką częścią mowy jest wyraz, oraz jak go wymawiać.

Ale, ale! - Ktoś zaraz zakrzyknie - Przecież takie cechy posiada każdy, najprostszy nawet słownik. Po co więc pisać o tym? Ano po to, by poinformować, że istnieje coś takiego, jak słownik języka angielskiego przygotowany specjalnie na telefony komórkowe. Takowym programem jest właśnie Wordmax.

Nie jest to oczywiście jedyny soft tego typu, ale wg mnie zdecydowanie najlepszy. Warto się tym zainteresować. Zaszkodzić na pewno nie zaszkodzi, a może się przydać w najmniej oczekiwanym momencie. ;)

niedziela, 20 kwietnia 2008

LOST

Seriale - badziewne zapychacze wolnego czasu lub nawet jego złodzieje, gdy widz da się wciągnąć. Ale czy na pewno musi to być badziewne? Na szczęście producenci i reżyserzy seriali wiedzą, że nie każdego interesują perypetie Esmeraldy, czy jakiegoś Rege'a. Powstaje coraz więcej produkcji innych niż 'only for woman', jak na przykład "Prison Break" lub "Lost".

O ile ten pierwszy jest kierowany do wielbicieli klimatu napięcia i wartkiej akcji, o tyle "Zagubieni" to propozycja nie tylko dla amatorów dreszczyku emocji i akcji. Lost to również ambitne 'kino', które zmusza do myślenia. I to nie tylko na zasadzie "o co w ogóle chodzi", co wprowadza wątek tajemniczości lecz nie chaosu. Przede wszystkim serial ten pobudza do refleksji nad wartościami o których opowiada. (Plany, marzenia, czyny, odpowiedzialność, przeznaczenia, itbk., czyli "i tak bez końca" ;) )

O ile powyższe stwierdzenie może zostać uznane za banalne, zarówno w treści, jak i w formie, o tyle sposób w jaki reżyserzy opowiadają i przedstawiają swą w pewien sposób szaloną wizję, to po prostu rarytas. Polecam! Do obejrzenia są cztery sezony, co w jakiś sposób również świadczy o jakości(*), ale przede wszystkim daje gwarancję, że kilkadziesiąt wolnych godzin mamy już zagospodarowane. ;)

----------------------------------------
(*) Tak, wiem - "Taniec z gwiazdami" też już kilka sezonów ma, ale ja tu raczej o rzeczach choć trochę ambitnych staram się pisać...

sobota, 19 kwietnia 2008

Stało się

Choć mi osobiście raczej rzadko się to zdarza, rozumiem, że można być niezadowolonym z podejmowanych przez siebie decyzji. W końcu nie zawsze życie układa się tak, jak to zaplanowaliśmy. Często i gęsto okazuje się nawet, że jakaś z pozoru błaha sprawa ma większy wpływ na nasze dalsze losy, niż nam się wydaje (teoria chaosu się kłania).

Można więc 'gdybać' i się zastanawiać, czy na przykład zjedzenie na śniadanie jajka na miękko sprawi, że nasze życie potoczy się inaczej, niż gdybyśmy to jajko usmażyli. Są jednak sprawy oczywiste, przy których wiadomo, że pewne rzeczy na pewno miały miejsce (lub nie) właśnie przez to (lub dzięki temu).

I właśnie dlatego przykro i smutno mi się robi, gdy będąc u mej babci słucham, jak ta opowiada, że żałuje, że wyszła za dziadka. I opowiada, jak by to było pięknie, gdyby tego nie zrobiła. W mojej kalkulacji wygląda to troszkę inaczej. Nie ma mojego dziadka, więc nie ma mojej mamy, która nie spotyka się z moim tatą, więc się nie pobierają, nie ma więc mnie...

Wiem, że babcia przeżyła wiele rzeczy, których przeżyć nie powinna. Jak każdy z nas. Ale wiem też, że te złe rzeczy, które nas spotykają, niekoniecznie będące wynikiem naszych działań, sprawiają, że jesteśmy, kim jesteśmy.

piątek, 18 kwietnia 2008

Buziaczek


W magazynie CD-ACTION nr 04/2008 (150), na stronie 43 znajduje się taki sam obrazek, jak powyżej. Jest to screen z dopiero powstającej gry Aliens: Colonial Marines, przedstawiający jednego z 'Obcych'.

Qn'ik, czyli autor tekstu, który ten obrazek ilustruje (z-ca redaktora naczelnego CDA), podpisał tę ilustrację w ten sposób: "Najbardziej obleśny buziaczek we wszechświecie".

Nie wiem, jak Wy, ale ja mam pewne obawy, że jeśli tylko pani Ewa Sowińska dorwie się do tego obrazka, to każe natychmiast zamknąć redakcję i wydawnictwo CD-ACTION, za rozpowszechnianie pornografii wśród dzieci, które stanowią zapewne pokaźny procent czytelników CDA...

Może w ramach odwrócenia uwagi, warto podesłać pani Sowińskiej poniższy filmik? Też o buziaczku... ;)


czwartek, 17 kwietnia 2008

LAO CHE


LAO CHE "GOSPEL"

Powiem krótko:
Jestem zauroczony tą płytą!
Zarówno treść, jak i forma są po prostu powalające!

środa, 16 kwietnia 2008

Old man

Przytoczę Wam treść rozmowy, jaką przeprowadziłem z pewną osobą, która zagadała mnie na GG.

Zapis rozmowy jest nieedytowany - autentyczność ponad wszystko. Wybaczcie więc zdarzające się tu i tam potknięcia gramatyczne, stylistyczne, językowe, literowe, etc... Taka jest po prostu cena robienia wielu rzeczy na raz, czyli standard przy komputerze. ;)

*- Rozmowa z: 3794XXX -*

3794XXX
cze

Ramzel
Who are You??

3794XXX
bawisz ze mną języka? ale wile wiem coto znaczy kim jestem? jestem agnieszka aty?

Ramzel
You don't know who am I??
So, why do you talking to me??

3794XXX
dobra

Ramzel
what 'dobra'??

3794XXX
chciałam tylko pogadasz a widze ze ty lubisz szkolisz

Ramzel
why whit me??

Ramzel
are you there??

3794XXX
nigdzie

Ramzel
I don't ask: "where are you". I ask: "are you there"...

3794XXX
przestan sie wygłupiasz

3794XXX
czy ty dobrze sie czujesz

Ramzel
yes. i'm fine. :D

3794XXX
jakie to ma znaczenie skad jestem?

3794XXX
jestemz chojnic

Ramzel
i know that. i don't ask you: "where are you from".

3794XXX
alez z ciebie wariat

Ramzel
you are Agnieszka, 24

3794XXX
uczysz sie zeby byc w Angli?

Ramzel
no

Ramzel
i don't want go to england

3794XXX
wybrałam ciebie a le ty lubisz sobie uczysz angielskiego

3794XXX
to sie ucz

Ramzel
i ended this so meny years ago

Ramzel
just i like that

3794XXX
widze ze za bardzo sie starasz zeby byc w lepie w jezyku

3794XXX
wybierasz sie tam do pracy czy na studia?

Ramzel
You are 24 years old, and You don't speak english? Oh...

Ramzel
i writed you: i just like hat

Ramzel
but i.m writing polish to. You can check this:
http://ramzelsworld.blogspot.com

3794XXX
tak mam 24 lata

3794XXX
pewnie dałes mi link i widziałam to

3794XXX
musze skonszysz

3794XXX
no to powodzenia w nauce jezyka

Ramzel
youre polish is odd...

3794XXX
skad jestes?

Ramzel
from space

3794XXX
no tak ale gdzie dokładnie?

Ramzel
from here

3794XXX
znowu jestes taki

3794XXX
wyluzuj sie

Ramzel
i'm madman!!

3794XXX
alez z siebie old man

Ramzel
do you check in dictionary what i writing?

3794XXX
musze skonszysz

Ramzel
what it this - skonszysz??

3794XXX
tak a z ci zal?

Ramzel
you don't understund... :/

3794XXX
hehe

Ramzel
Are You from Polen?

Może się nie znam, ale wg mnie w XXI wieku, mając lat 24, nieznajomość choćby podstawowych zwrotów w języku angielskim, to nie jest rzecz naturalna. Gdy się jednak zerknie na styl języka ojczystego, to zdziwienie jakby mniejsze...

Nie mówiąc już o tym, że gdy się zaczepia obcą osobę, to wypada przynajmniej się przedstawić i wyjaśnić powód dla którego tę osobę się niepokoi.

wtorek, 15 kwietnia 2008

Idea


Co by tu napisać...

poniedziałek, 14 kwietnia 2008

Lodówka


Jeśli ktoś każe mi wziąć coś z lodówki, to powinienem zabrać to coś, co jest w lodówce, czy na niej?

niedziela, 13 kwietnia 2008

Monopol

Dzwonek do drzwi. Idę, otwieram i widzę pana w garniturze i z teczką w dłoniach. Grzecznie się przedstawia (przedstawiciel stacjonarnej sieci telekomunikacyjnej Dialog), po czym od razu przeszechodzi do konkretów:
- Jest pan abonentem Telekomunikacji Polskiej, prawda?
- Nie.
- Nie!? Aha. W takim razie dziękuję, do widzenia.
I idzie sobie.

Ciekawe, że facet od razu oskarżył mnie o niegospodarność i nieoszczędność. Ale taka jest siła monopolu...

sobota, 12 kwietnia 2008

Jak ty wyglądasz?

Poniżej umieszczam nagranie programu Ewy Drzyzgi - "Rozmowy w toku". Nie dane mi było oglądać go w telewizji, ale komentowało go wiele osób, i to w taki sposób, że żałowałem, że tego nie widziałem. Na szczęście internauci po raz kolejni okazali się niezawodni. :)

Co prawda program nie jest nagrany od początku, ani nie całkiem do końca. Pojawiają się również problemy z przesunięciem dźwięku. Są to jednak mało uciążliwe w odbiorze przeszkody.











Jak zwykle w takich przypadkach, w relacjach osób opowiadających występowało pewne przekoloryzowanie, mimo wszystko miło się oglądało. ;)

Moja konkluzja jest taka - niedowartościowane istoty, którym nie okazano wystarczającego zainteresowania (miłości), zaniedbane wychowawczo przez rodziców.

Śmiać się, czy płakać?
Rozmawiać!

piątek, 11 kwietnia 2008

Rebus

czwartek, 10 kwietnia 2008

Rummikub

Plotka głosi, że na całym świecie w Rummikub gra około miliard osób. I ja należę do tego miliarda. :D

Zaczęło się od tego, że zagrałem u pewnego znajomego. Już po pierwszej partii wiedziałem, że to coś fajnego. Co więcej, z każdą wizytą u tego znajomego wiązałem nadzieję gry. Nic więc dziwnego w tym, że gdy dowiedziałem się o istnieniu wersji kieszonkowej tej gry, postanowiłem dokonać zakupu.

Dzisiaj dotarła do mnie paczka z zamówionym towarem. Nauczyłem grać w Rummikuba dwie osoby. Efekt jest taki, że jedna z nich chce ciągle grać, a druga prosiła mnie, bym jej też zamówił taką grę. :D

Czym właściwie jest Rummikub można przeczytać w Wiki. Od siebie tylko dodam, że hasło "Raz zagrasz, nigdy nie przestaniesz grać", które to widnieje na opakowaniach gry, nie jest bardzo naciągane...

środa, 9 kwietnia 2008

Return

"Nie chcem, ale muszem" - taka myśl mi towarzyszy. Okazuje się, że z powodu konieczności edukacyjnych, jestem zmuszony do powrotu na platformę Windows. :/

Zdążyłem się już zaprzyjaźnić z Ubuntu. Bardzo dobrze się se sobą dogadywaliśmy. Nie sprawialiśmy sobie żadnych problemów. I nagle okazuje się, że trzeba się pożegnać.

Oczywiście wiem, że można pogodzić ogień z wodą, instalując dwa systemy na jednym dysku. Ale nie na takim, który ma 20 GB pojemności...

Tym niemniej obiecuję, że jeśli tylko dorobię się nowego 'twardziela', wracam do Pingwinka. :)

wtorek, 8 kwietnia 2008

Ksiądz


Dowiedziałem się dzisiaj z plakatu, że jakiś ksiądz firmuje swym nazwiskiem drużynę bokserską. I w sumie nic dziwnego - mając takie nazwisko...

poniedziałek, 7 kwietnia 2008

Inspiracje


Jak zwykle nie chciało mi się rano wstać.

Jednak przezwyciężyłem tę niechęć i uruchomiłem Ubuntu.

Tradycyjnie - Gmail i Google Reader, czyli mój codziennik. Nic nowego, ciekawego nie było. W sumie trudno się dziwić o 6 rano...

Za to już na Onecie, WP i Dzienniku już było coś do poczytania.

Podlałem moje Bonsai, umyłem się, ubrałem i wyruszyłem do pracy. Tam czas zleciał mi bardzo szybko, i ani się spostrzegłem, a już mogłem do domu wracać.

Kupiłem sobie gazetę z filmem "Zatopieni". Nie wiem, co to za film, ale za 2 zł. to i tak warto...

Pogoda dziwna była - za ciepło na kurtkę, za zimno na bluzę. Nie wiadomo było, co ze sobą zrobić. Dobrze chociaż, że nie padało.

Po powrocie do domu ponownie zerknąłem na Gmail i do Google Readera, który oznajmił mi między innymi, że Hoko (któremu dedykuję tę notkę) bardzo ciekawy wpis na swym blogu poczynił. Polecam lekturę tego posta.

Również Dru' się dzisiaj wykazał.

niedziela, 6 kwietnia 2008

Kwiaciarki

Pisałem kiedyś o fachowości serwisantów komputerowych z jednej z ogólnopolskich sieci sklepów ze sprzętem komputerowym. Wygląda jednak na to, że opisywani przeze mnie serwisanci mogą odetchnąć z ulgą. Okazuje się bowiem, że nie tylko oni są niekompetentni w swojej dziedzinie.

Jak pamiętacie, tydzień temu zacząłem swą przygodę z Bonsai. Poczytałem sporo informacji na ten temat, by nie skazywać mojej roślinki na przedwczesną śmierć. Dowiedziałem się między innymi, że (po okresie aklimatyzacji) drzewko należy nawozić odpowiednimi, specjalnie dla nich przygotowanymi nawozami.

Mimo, że roślinka jeszcze do końca się nie przystosowała do jej nowego domu, podjąłem czynności mające na celu zaopatrzenie się w stosowny nawóz, by w odpowiednim momencie być przygotowanym do działania. I powiem szczerze, że nie spodziewałem się, że będę musiał obejść całe miasto, by kupić jedną małą buteleczkę.

Już mniejsza o to, że na kilkanaście sklepów, które się szumnie kwiaciarniami zwą, tylko jedna okazała się być godna swej nazwy. Oczywiście trochę przesadzam, ale w ogrodnictwie to normalne, że się przesadza. ;)

Problem z kwiaciarkami, czyli z paniami sprzedającymi w omawianych sklepach jest taki, że ponad połowa z nich proponowała mi nawóz uniwersalny, a część do roślin zielonych. Gdy uświadamiałem je, że moje drzewko jest kwitnące, to robiły taki oczy, że lemury mogą się schować.

Nie wymagam przecież od tych pań, by pomogły mi wyhodować i ukształtować moje bonsai tak, by wszelkie laury na wystawach zgarniać. Chciałbym tylko, aby każdy posiadał choć elementarną wiedzę w dziedzinie, którą się zajmuje. Tylko tyle. Czy oczekuję zbyt wiele?

sobota, 5 kwietnia 2008

Flashblock

Ile razy irytowały Cię reklamy typu flash na stronach internetowych? Pół biedy, gdy są to reklamy statyczne i przez cały czas pozostają na swoim miejscu. Znacznie gorszym gatunkiem są reklamy, które jeżdżą za Tobą podczas przeglądania strony. A te, których nie można od razu zamknąć, bo robiący to krzyżyk (X) ucieka, gdy zbliży się do niego kursor, to już zupełna frustracja...

Na szczęście w informatyce jest tak, że praktycznie wszystko da się ominąć. Jest więc i na reklamy sposób. :)

Flashblock - tak nazywa się ten skarb. Jest to dodatek do przeglądarki Mozilla Firefox, więc ci, co mają 'Duże Niebieskie E' mogą się pogilać. ;) Dodatek znajduje się tutaj.

Po instalacji Flashblock zamieni wszystkie animacje flash (nie tylko reklamy) w przezroczyste ramki (na obrazku), które będzie można włączyć poprzez kliknięcie, lub usunąć poprzez menu kontekstowe (prawy przycisk myszki).

Oczywiście stronę http://ramzelsworld.blogspot.com można dopisać do listy stron bezpiecznych (menu kontekstowe), gdyż wrednych reklam tu nie ma, a czasem trafiają się ciekawe filmiki z YouTube. ;)

piątek, 4 kwietnia 2008

Podtekst


Tekst, tekst, tekst, tekst, tekst, tekst, tekst, tekst, tekst, tekst, tekst, tekst, tekst, tekst, tekst, tekst, tekst, tekst, tekst, tekst, tekst, tekst, tekst, tekst, tekst, tekst...

Podtekst...

czwartek, 3 kwietnia 2008

Lanie

Scenki takiej oto, świadkiem byłem ja.

Pewien chłopiec najwyraźniej zaszedł swej mamie za skórę, na co wskazywać może fakt, że matka jego postanowiła użyć wobec niego argumentów ręcznych.

Oberwało się więc chłopcu, który dzielnie znosił wymierzane razy. A im dzielniej i pokorniej przyjmował ciosy, tym silniejsze cięgi otrzymywał.

Gdybym miał opisać wersję dźwiękową tego wydarzenia, przedstawiłbym to tak: Chlast! - Ała. - Chlast! - Ała. - Chlast! - Ała. - Chlast! - Ała. - Chlast! - Ała. - Chlast! - Ała. - ... I tak w kółko. Prawdopodobnie trwałoby to bez końca, gdyby nie przytomność umysłu chłopca. Pomimo swego młodego wieku i zapewne niewielkiego doświadczenia życiowego, chłopak, zamiast powiedzieć po raz kolejny: 'Ała.' zaczął piszczeć i krzyczeć 'Ała!', imitując przy tym płacz.

Szloch był ewidentnie udawany, mimo to sprawił on, że kobieta przestała 'wymierzać sprawiedliwość', czując zapewne dumę z prawidłowo spełnionego obowiązku rodzicielskiego.

Czy jednak, aby na pewno jej zachowanie wynikało z wyższych celów wychowawczych, lub z potrzeby realizacji słów Pisma Świętego?

"Kto kocha swego syna, wytrwale karci go rózgami, po to by cieszyć się nim na końcu"
[Syr. 30. 1.]
Niestety, prawda wydaje się być zupełnie inna. Wygląda bowiem na to, że zachowanie tej kobiety to efekt frustracji z powodu nieposłuszeństwa syna. Frustracji pogłębiającej się tym bardziej, im mężniej dziecko znosiło katusze. Ale przecież o wiele prościej jest zlać dzieciaka, niż powiedzieć:
'Słuchaj synu. Jest mi bardzo przykro, że lekceważysz moje polecenia. Czuję się z tym źle, ale muszę cię za to ukarać. Dlatego też, do końca tygodnia nie będziesz mógł grać na komputerze.'
Czy takie postawienie sprawy nie byłoby zdrowsze i normalniejsze? A tak, dziecko miast uczyć się pokory i odpowiedzialności, bierze udział w próbie sił - kto cwańszy, silniejszy. W konsekwencji, przed dalszymi nieposłuszeństwami chłopca powstrzymywać będzie strach przed karą (bólem fizycznym), zamiast szacunek.

środa, 2 kwietnia 2008

JP II


wtorek, 1 kwietnia 2008

Nic


Postanowiłem, że dzisiaj nic nie napiszę.

To moja pierwsza taka decyzja, którą poprzedziłem dogłębną analizą tematu. Bo cokolwiek bym nie napisał, to byłoby źle.

Napisałbym coś na jakiś poważny temat, to by się w nim jakiegoś 'pierwszokwietniowego' podtekstu wyszukiwano. Z kolei, gdybym napisał coś z przymrużeniem oka, to by się nazywało, że to banał i poszedłem na łatwiznę, zamiast jakąś podpuchę wymyślić.

Mogłem oczywiście, zamiast poddawać się bez walki, spróbować wpuścić w maliny Czytelników. Kłopot w tym, że nic ambitnego do głowy mi nie przyszło, jak dla przykładu - prezydentowi, który prosił posłów o głosowanie za przyjęciem ustawy ratyfikującej Traktat Europejski. Mogłem też zaszaleć w drugą stronę i wyskoczyć (jak pani Rokita) ze stwierdzeniem, że 'premier ciągle w rozkroku stoi'.

Pytanie tylko, kto chciałby o tym czytać? Prędzej by to do frustracji doprowadziło, niż by wywołało przyjemność, która powinna wynikać z czytania. Postanowiłem więc oszczędzić tego moim Czytelnikom. Nie ma przecież nic gorszego, jak sytuacja w której ktoś, kto nie ma nic ciekawego do powiedzenia (napisania), usilnie stara się nam to udowodnić...

Zatem, skoro postanowiłem, że nic nie napiszę, to tego się będę trzymał.