poniedziałek, 31 marca 2008

Bonsai


Bonsai (jap. 盆栽, bon - płaska taca lub pojemnik, sai - roślina; chin. penzai); (również bonzai) to drzewa oraz krzewy, hodowane w specjalnych pojemnikach, tak aby pozostawały w zminiaturyzowanej formie. Efekt ten jest uzyskiwany dodatkowo poprzez specyficzne przycinanie oraz pielęgnację. [Wikipedia]

Stałem się szczęśliwym posiadaczem Karmony drobnolistnej (na zdjęciu). Czy ona jest równie szczęśliwa, jak ja, to się dopiero okaże. ;)

W hodowli bonsai ważne są przede wszystkim cztery rzeczy: podlewanie, nawożenie, przesadzanie i kształtowanie. O ile kształtowanie (poprzez przycinanie i/lub drutowanie) to zabiegi estetyczne, o tyle trzy pierwsze rzeczy stanowią o egzystencji rośliny. I mam wielką nadzieję, że pomimo mego amatorstwa w tej dziedzinie, spędzimy razem z Karmoną wiele długich lat. ;)

Zawsze chciałem mieć jakieś żywe stworzenie, którym mógłbym się opiekować. Co prawda, do drzewka to się raczej nie przytulę, jak do psa, ani nie pobawię się z nim, jak z kotem, ale przynajmniej na spacery nie trzeba go wyprowadzać. No i ewentualna strata po obumarciu jest z pewnością mniej bolesna w przypadku rośliny, niż zwierzaka...

niedziela, 30 marca 2008

Das Boot

Pierwsze wrażenie, jakie wywołał we mnie ten film, to refleksja, że chyba jednak mam klaustrofobię. Te ciasne pomieszczenia łodzi podwodnej i wszechobecna ciasnota... Nie to jest jednak w tym filmie najważniejsze.

Obraz Wolfganga Petersena opowiada historię jednego z rejsów niemieckiego okrętu podwodnego, w trakcie tzw. bitwy o Atlantyk. Nie zostaniemy tu uraczeni strategiami wojennymi, odwzorowującymi wydarzenia znane (lub nie) z lekcji historii. Tu wydarzenia historyczne i walki U-Bota są tłem historii ludzi - załogi okrętu.

Strach, klaustrofobia, monotonia, walka, ciągła niepewność to czynniki, które sprawiają, że osobowość i charakter człowieka zostają obnażone. Tak naprawdę w obliczu ekstremalnych sytuacji i zagrożenia życia człowiek poznaje, kim naprawdę jest i na co go stać.

Film ten jest tym bardziej wart obejrzenia, że nie jest nasycony idealizmem. Tym niemniej, gdy człowiek sobie uświadomi, że ci ludzie to tylko 'kropla w morzu' i podobne sytuacje spotykają większość pozostałych żołnierzy na froncie, to nabiera się jeszcze większego obrzydzenia do wojny...

sobota, 29 marca 2008

IQ Marathon

Zagrywałem się w to kiedyś...
Zadanie polega na doprowadzeniu krówki do pucharu za pomocą dostępnych strzałek, które wyznaczają odpowiednią trasę mućce.
Powodzenia!

piątek, 28 marca 2008

Rower

Spotkało się po latach dwóch księży.
- Witaj! Co u Ciebie?
- A szkoda gadać! Rower mi ukradli, i nie wiem kto to zrobił...
- Wiesz co? Mam na to sposób. Gdy skradziono mi młotek, to zadziałał bezbłędnie. Po prostu głosiłem kazanie na temat dziesięciu przykazań. Każde przykazanie wypowiadałem głośno i dobitnie, obserwując przy tym uważnie reakcje wiernych. Gdy wypowiadałem słowa "nie kradnij", to jeden z parafian zrobił się cały czerwony i unikał mego wzroku. To on miał mój młotek.
- To bardzo ciekawe. Spróbuję.
Po tygodniu księża spotykają się ponownie.
- I co z twoim rowerem?
- Odzyskałem go.
- O! To świetnie! Opowiadaj, jak tego dokonałeś. Zastosowałeś mój sposób?
- Zastosowałem. Gdy doszedłem do "nie cudzołóż", to sobie przypomniałem, gdzie rower zostawiłem.

czwartek, 27 marca 2008

Electric


Na warsztacie wysiadł prąd. Korki wyskoczyły.
- Przynieś prąd. - Majster przydzielił zadanie uczniowi.
- Skąd? - Precyzował swe wytyczne uczeń.
- Od elektryka. - Padła oczywista odpowiedź majstra, który wyposażył ucznia we wiadro.

Uczeń udał się więc z wiadrem do pomieszczenia w którym leni się zakładowy elektryk.
- Czego chcesz? - Zapytał grzecznie przybysza elektryk.
- Miałem prąd przynieść. - Oznajmił uczeń, pokazując naczynie z którym przyszedł.
- Spier*****! - Zakrzyknął elektryk, nie wyjaśniając nawet powodów swej frustracji.

Uczeń powrócił więc na warsztat z pustym wiadrem.
- No i gdzie masz prąd? - Zdziwił się majster, lekko poddenerwowany.
- Nie mam. Elektryk mnie wyrzucił. - Pożalił się uczeń.
- Wróć tam i powiedz, ze ja ci kazałem przynieść prąd. - Poinstuował ucznia majster.

Uczeń wrócił więc do elektryka.
- Co znowu? - Zakrzyknął na powitanie elektryk.
- Majster mówi, że mam od pana prąd przynieść. - Wyjaśnił uczeń.
- Tam masz kran. - Oznajmił krótko elektryk.

Uczeń napełnił więc wiadro i wrócił z nim do majstra.
- Masz? - Ciekawił się majster.
- Mam. - Zakomunikował uczeń.
- To postaw wiadro na stół. - Polecił majster.

Gdy wiadro znalazło się na stole, majster podszedł do niego, zanurzył palec w jego zawartości i wykonał gest świadczący o porażeniu go prądem.
- Kopie! - Stwierdził z satysfakcją.

Radość w zakładzie była ogromna i powszechna.
W końcu nie co dzień woda z kranu staje się prądem!

środa, 26 marca 2008

Telefon

Czynności, jakie zaplanowałem wykonać rano, przed wyjściem do pracy, niespodziewanie się przedłużyły. Zatem samo wyjście przebiegało w ogromnym pośpiechu. Stosunkowo szybko zorientowałem się, że nie zabrałem ze sobą telefonu. Niestety, cofniecie się po niego oznaczałoby spóźnienie do pracy.

Na miejscu postanowiłem wysłać do m. SMS z informacją, by się nie martwiła, że nie dzwonię/odbieram telefonów i/lub nie piszę/odczytuję SMSów. Kłopot pojawił się, gdy sięgnąłem do kieszeni po telefon...

wtorek, 25 marca 2008

Padlina

Tak się ostatnio czuję, jak ten poziomy osobnik na rysunku.
Totalna padlina...

poniedziałek, 24 marca 2008

Nazwisko


Zarówno podręczniki do gramatyki opisowej języka polskiego, jak i wydawnictwa poprawnościowe podają obowiązujące przepisy w zakresie tworzenia nazwisk żeńskich od męskich: dla kobiet zamężnych przy pomocy sufiksu -owa lub -ina oraz -ówna lub -anka dla panien.

Tradycyjnie przyrostek -owa dodajemy do nazwisk męskich zakończonych na spółgłoskę lub samogłoski -e, -o, -ina (-yna) do nazwisk męskich zakończonych na -a i -g. Nazwiska panien z przyrostkiem -anka można tworzyć od nazwisk na -a, -g, -ga, -ge, -go, zaś z przyrostkiem -ówna od męskich zakończonych na spółgłoskę (z wyjątkiem -g) i od nazwisk na -a, -e, -o, -i (ale nie -ge, -go).

Z kolei rozpo­rządzenie Ministra Spraw Wewnętrznych i Admini­stracji z dnia 26 paździer­nika 1998 r.; § 4, pkt 1 tegoż rozporządzenia, każe spojrzeć na sprawę nieco inaczej:
„Na­zwiska do aktu stanu cywil­nego wpisuje się w pierw­szym przypadku liczby po­jedynczej, bez zwyczajowo używanych nazwisk z przy­rostkami w formie żeńskiej: -owa, -ina, -ówna, -anka”.

My jednak pozostawimy rozporządzenie MSWiA na boku, i zajmiemy się tworzeniem nazwisk żeńskich wg praw języka polskiego.

Nazwisko męskie: Tusk.
Nazwisko żeńskie: Tuskowa.
Nazwisko panieńskie: Tuskówna.

Nazwisko męskie: Wałęsa.
Nazwisko żeńskie: Wałęsowa.
Nazwisko panieńskie: Wałęsówna.

Nazwisko męskie: Madman.
Nazwisko żeńskie: Madmanowa.
Nazwisko panieńskie: Madmanówna.

Nazwisko męskie: Jemgow.
Nazwisko żeńskie: Jemgowa.
Nazwisko panieńskie: .............

Wo właśnie. Jak powinno brzmieć nazwisko niezamężnej córki pana o nazwisku 'Jemgow'?

niedziela, 23 marca 2008

Prezent

Święta, jak wiadomo, są dobrym pretekstem do obdarowywania się prezentami. Generalnie przyjęło się, że na Wielkanoc są to prezenty raczej symboliczne, a te większe funduje się na Boże Narodzenie. Choć trzeba przyznać, że taki stan rzeczy coraz bardziej się zmienia.

Kilka person postanowiło w te święta zaopatrzyć pewną Osobę w telefon komórkowy. Co prawda z komisu i żaden tam szczyt technologiczny, ale na pewno dużo lepszy od poprzedniego modelu posiadanego przez tę Osobę. Chodziło o to, by telefon był ładny i prosty w użytkowaniu. Wybraliśmy więc aparat najbardziej zbliżony do naszych oczekiwań, zrobiliśmy zbiórkę funduszy i dokonaliśmy zakupu.

Byliśmy bardzo zadowoleni z efektu naszych poszukiwań i ostatecznego wyboru, dlatego też z niecierpliwością wyczekiwaliśmy momentu w którym będzie można prezent wręczyć. Bo, jak wiadomo, sprawianie komuś radości to jedna z największych przyjemności ludzkości. :)

Reakcja Osoby obdarowanej była jednak zgoła inna, niż się spodziewaliśmy. Nie oczekiwaliśmy hymnów pochwalnych na naszą cześć. Zwykłe 'dziękuję' byłoby całkowicie wystarczające. Zamiast tego usłyszeliśmy coś na kształt: 'Ale po co?', 'Ja na takim nie umiem', 'Ja nie chcę'. I żeby tylko raz...

Dość przykre, bolesne i... dziwne, bo wypowiadane przez Kogoś, kto całkiem niedawno przekonywał mnie, że 'nie tylko dawać, ale i przyjmować trzeba umieć'.


sobota, 22 marca 2008

Big Saturday

Za oknami śnieżek śnieży…
Cóż to, spójrz, zajączek bieży!
Komu Święta się zmyliły?
To Wielkanoc w środku zimy?
Zmartwychwstały z Grobu wstanie,
A tu śnieg na powitanie.

Wiosna drzewa przystroiła,
Białym puchem wykleiła.
Cóż, tak Święta te spędzimy:
Alleluja w czasie zimy.

Ale radość w nas wiosenna,
W sercach brzmi nam wciąż „Hosanna”
Chcę Wam życzyć moc Radości,
I Pokoju i Miłości.
Na „dyngusa” ciepłej wody
Świętowania aż do środy.

piątek, 21 marca 2008

Big Friday

Słuchajcie!
Dzisiaj jest dzień,
w którym możecie wybrać,
kogo mam uwolnić!

Czy wypuścić na wolność
starego złodzieja i mordercę,
czy też człowieka,
który nic złego nie zrobił!?
Mówicie na Niego Mesjasz!

Dzisiaj jest dzień,
w którym możecie wybrać,
kogo mam uwolnić!
Czy wypuścić na wolność
starego złodzieja i mordercę -
Barabasza,
czy też człowieka,
który nic złego nie zrobił!?
Mówicie na niego Mesjasz!

Co mam zrobić z człowiekiem,
którego wybraliście!?
Co mam z nim zrobić?
Jaką śmierć mam mu zadać?
Powiesić?
A może ściąć głowę?
Co mam z nim zrobić?

[Tłum]Ukrzyżuj!
Co mam z nim zrobić!?
[Tłum]Ukrzyżuj!
Co mam z nim zrobić!?
[Tłum]Ukrzyżuj!
Co ma z nim zrobić!?
[Tłum]Ukrzyżuj!

To ja byłem w tym tłumie.
To ja tam byłem.
Ty też tam byłeś.
Ty też tam byłeś!
Też tam byłeś!!
TY - TEŻ - TAM - BYŁEŚ!!!

To ja tam byłem!!!
To ja!!!
To ja tam byłem!!!
To ja!!!
...
Oryginał w wersji audio:
Ox-Drugi

Czy Wy też widzicie w powyższym tekście pewne nieścisłości? Przyjrzyjmy się mu uważniej.

Piosenka zaczyna się tekstem: "Dzisiaj jest dzień, w którym możecie wybrać, kogo mam uwolnić!". Możemy więc zdecydować, kto zostanie ułaskawiony. Wybór jest niewielki: bandyta Barabasz, lub niewinny człowiek, nazywany Mesjaszem.

Nie dowiadujemy się z tekstu piosenki, kto został wybrany w celu uwolnienia. Zamiast tego, zostajemy postawieni przed kolejnym wyborem: "Co mam zrobić z człowiekiem, którego wybraliście!? Co mam z nim zrobić?", i dalej: "Jaką śmierć mam mu zadać?".

Tak sobie myślę, że śmierć to chyba całkiem oryginalna forma łaski...

Następnie dowiadujemy się kolejnej, ciekawej rzeczy: "TY - TEŻ - TAM - BYŁEŚ!!!". Czyli ja, Ty, on, ona, my, Wy, oni, one... Wszyscy tam byliśmy! Jest to bardzo ciekawa informacja. Reinkarnacja?

czwartek, 20 marca 2008

Big Thursday


Było to przed Świętem Paschy. Jezus widząc, że nadeszła Jego godzina przejścia z tego świata do Ojca, umiłowawszy swoich na świecie, do końca ich umiłował. W czasie wieczerzy, gdy diabeł już nakłonił serce Judasza Iskarioty, syna Szymona, aby Go wydać, widząc, że Ojciec dał Mu wszystko w ręce oraz że od Boga wyszedł i do Boga idzie, wstał od wieczerzy i złożył szaty. A wziąwszy prześcieradło, nim się przepasał. Potem nalał wody do miednicy. I zaczął umywać uczniom nogi i ocierać prześcieradłem, którym był przepasany.

Podszedł więc do Szymona Piotra, a on rzekł do Niego: „Panie, Ty chcesz mi umyć nogi?” Jezus mu odpowiedział: „Tego, co Ja czynię, ty teraz nie rozumiesz, ale później to będziesz wiedział”. Rzekł do Niego Piotr: „Nie, nigdy mi nie będziesz nóg umywał”.


Odpowiedział mu Jezus: „Jeśli cię nie umyję, nie będziesz miał udziału ze Mną». Rzekł do Niego Szymon Piotr: «Panie, nie tylko nogi moje, ale i ręce, i głowę”.
Powiedział do niego Jezus: „Wykąpany potrzebuje tylko nogi sobie umyć, bo cały jest czysty. I wy jesteście czyści, ale nie wszyscy”. Wiedział bowiem, kto Go wyda(*), dlatego powiedział: „Nie wszyscy jesteście czyści”.

A kiedy im umył nogi, przywdział szaty, i gdy znów zajął miejsce przy stole, rzekł do nich: „Czy rozumiecie, co wam uczyniłem? Wy Mnie nazywacie «Nauczycielem» i «Panem» i dobrze mówicie, bo nim jestem. Jeżeli więc Ja, Pan i Nauczyciel, umyłem wam nogi, to i wyście powinni sobie nawzajem umywać nogi. Dałem wam bowiem przykład, abyście i wy tak czynili, jak Ja wam uczyniłem”.
(J 13,1-15)
-----------------------------------------------------------
* Wiedział bowiem, kto Go wyda(...) - wiadomo skąd ta wiedza, bo jak Ktoś jest wszystkowiedzący, to takie rzeczy wie. Zastanawia mnie jednak inna rzecz - zdrada.

Zdrada jest zła - z takim stwierdzeniem chyba każdy się zgodzi, prawda? W tym przypadku zdrada była jednak niezbędna, 'aby się wypełniły Pisma'. Zatem zło było niezbędne, by mogło wykonać się dobro? Bóg posłużył się złem...? Ile w postępowaniu Judasza było autonomicznych decyzji? Skoro zrobił coś, co było już dawno przewidziane w Pismach, to znaczy, że wypełniło się jego przeznaczenie? A gdzie podziała się wtedy wolna wola?

środa, 19 marca 2008

BiblioNETka


Szukając w internecie informacji na temat pewnej książki, natrafiłem na bardzo ciekawy serwis. BiblioNETka, bo tak się on zowie to interesujące miejsce dla osób czytających książki i/lub szukających odpowiedniej lektury dla siebie. Czym dokładnie jest ten serwis, najlepiej wyjaśnia informacja na stronie:

BiblioNETka została pomyślana jako serwis dla osób lubiących czytać i poszukujących informacji o książkach. Zawiera Katalog, Recenzje książek napisane przez użytkowników, Komentarze dotyczące recenzji oraz Forum - miejsce na dyskusje przede wszystkim o książkach. Jest również Czytatnik - miejsce, gdzie użytkownicy serwisu mogą dzielić się swobodnymi refleksjami na temat swoich lektur oraz zamieszczać własne utwory literackie.

BiblioNETka udostępnia użytkownikom unikatowy system rekomendujący książki. Jest to specjalny algorytm, który analizując wpisane przez użytkownika oceny przeczytanych książek, znajduje i poleca mu kolejne lektury - zazwyczaj bardzo trafnie. Im więcej ocenionych książek, tym ciekawszą i dłuższą listę "polecanek" przedstawia nasz system. Algorytm "polecanek" nie tylko wynajduje interesujące lektury, ale również wyjaśnia, dlaczego dany tytuł znalazł się na liście propozycji. Podstawową cechą różniącą go od podobnego rodzaju systemów, oferowanych przez duże księgarnie, jest pełna niezależność od praw rynku. Oznacza to, że nie poleca on książek, które akurat są w sprzedaży lub w kolejnej promocji - liczą się tylko subiektywne oceny tysięcy użytkowników o podobnych preferencjach czytelniczych.

Przeglądając Katalog, możesz dowiedzieć się, jak inni czytelnicy oceniają daną książkę; na podstawie tych ocen zestawiany jest Ranking najciekawszych książek w różnych kategoriach. Kiedy upewnisz się, że dana książka jest dla Ciebie interesująca, możesz skorzystać z BiblioNETkowej Księgarni, aby ją kupić.


Wygląda więc na to, że do mojej listy często odwiedzanych miejsc w internecie doszła nowa pozycja. :)

Wafelki

Trzy dialogi. Trzech sprzedawców i ja. Wszystkie autentyczne.

Dialog nr 1:

Ja: Poproszę Prince Polo.
Pani 1: Nie mamy, ale jest Princessa.

Dialog nr 2:
Ja: Jest Princessa Maxi?
Pani 2: Nie, ale jest Prince Polo.

Dialog nr 3:
Ja: Poproszę dwa Grześki.
Pani 3 podaje dwa Grześki Mega.
Ja: Ale to są 'Mega'.
Pani 3: Bo nie ma zwykłych.

Czy to naprawdę takie trudne pojąć, że Princessa to nie Prince Polo, a Prince Polo to nie Princessa. Tak ciężko zrozumieć, że pomiędzy Grześkami, a Grześkami Mega jest różnica (choćby w cenie) i należy o tym klienta poinformować?

A przekonanie innych, że wiedzą lepiej ode mnie, czego ja chcę, to jedna z tych rzeczy, których najbardziej nie znoszę! Szczyt takiego uszczęśliwiania opisałem już przy okazji rocznicy.

poniedziałek, 17 marca 2008

Who is it?


Dzisiejsze zadanie to dwa pytania dotyczące powyższej fotografii:

1. Kim jest osoba widoczna na zdjęciu?
2. Jaką czynność wykonuje?

niedziela, 16 marca 2008

Sen

Po raz pierwszy od dawien dawna obudziłem się ze świadomością tego, co mi się śniło. Podobno każdy śni, lecz nie każdy po przebudzeniu wie o czym. Istnieje też teoria, że tylko osoby chore psychicznie nie mają snów, co sprawiało, że miałem pewne obawy co do swojej osoby.

Wszystko się jednak wyjaśniło, gdy przebudziłem się cały rozdygotany. Z nerwów, nie ze strachu. A śniło mi się tak:

M. opowiadała mi, jak jadąc pociągiem do Bydgoszczy, przystawiał się do Niej jakiś facet. Nie będę zbytnio wdawał się w szczegóły, bo na samą myśl mnie skręca. Powiem tylko tyle, że nie poprzestawał tylko na słowach...

Jakiś czas później, gdy odwiedzałem m. w Bydgoszczy, podczas wspólnego spaceru m. wskazała na pewnego osobnika, mówiąc - TO TEN!

Jak nie ruszyłem z kopyta w jego stronę! Jak nie zaciągnąłem go w ciemny zaułek! Jak nie wyjaśniłem mu ręcznie, nożnie i głownie, co o nim myślę!
I gdyby w tym właśnie momencie nie zadzwonił budzik, facet prawdopodobnie by nie przeżył...

Sen ten bardzo dużo czasu potrzebował, by po przebudzeniu ustąpić, aby rzeczywistość mogła zasiąść w mej głowie na swoje właściwe miejsce. Myśli mi się straszliwie plątały i nie mogłem dociec, co było snem, a co stanowiło fakty.

Nie potrafię znaleźć słów mogących opisać uczucia, które mną targały po rozwarciu powiek, a me ręce jeszcze długo trzęsły się ze zdenerwowania.

Najpierw miałem wrażenie, że to wszystko prawda. Później wydawało mi się, że opowieść m. to prawda, a moje wymierzenie sprawiedliwości to sen wywołany przemożną chęcią zemsty. Dopiero po jakimś czasie dotarło do mnie, że to wszystko to sen...

Ale ostrzegam, że jeśli ktoś zrobi coś złego m., choćby w snach, to nie ręczę za siebie! I nawet budzik wtedy nie pomoże!

sobota, 15 marca 2008

Przypis

Powieści literackie to nic innego, jak fikcja. Czasem jednak autor stara się nie tylko przekazać wymyślą przez siebie opowieść, lecz również garść faktów, informacji, które w taki, czy inny sposób mogą być przydatne lub po prostu interesujące. Najczęściej w literaturze historycznej takie fakty mają na celu pogłębienie iluzji prawdziwości opowieści.

Nie będę recenzował książki o której chciałbym co nieco napisać, gdyż nie przeczytałem jej jeszcze w całości. Chciałbym jednak poruszyć temat przypisów w książkach w ogóle.

Przypisy są dwojakiego rodzaju:
- autorskie - pisane przez samego autora tekstu (np. Przedwiośnie);
- informacyjne - dodawane przez tłumacza i/lub wydawcę w celu wyjaśnienia, co też autor miał na myśli.

W tym momencie zajmiemy się przypisami nieautorskimi.
Oto kilka przykładów:

Tekst:

"Grupa słowiańska ma tu niewątpliwą przewagę, ale w jej skład wchodzą prócz Rosjan Polacy, Litwini, Kurlandczycy.(*)"
Przypis:
"Autor nie zwrócił zapewne uwagi na to, że Litwini i narody zamieszkujące Kurlandie, choć najbliżej spokrewnieni ze Słowianami, należą jednak do ludów bałtyckich."


Tekst:
"Na stacji Włodzimierz pociąg zatrzymał się na kilka minut, co korespondentowi 'Daily Telegraphu' wystarczyło do dokonania głębokich spostrzeżeń na temat tej dawnej stolicy Rosji.(*)"
Przypis:
"Włodzimierz nie był stolicą Rosji, lecz jedynie księstwa włodzimiersko-suzdalskiego."


Tekst:
"Dawniej z tego napływu kupców korzystało miasto Makariew(*), ale w roku 1817 jarmark został przeniesiony do Niższego Nowogrodu."
Przypis:
"Nie było takiego miasta. Autor ma na myśli jarmark makariewski odbywający się około monasteru makariewskiego nad Wołgą."


Tekst:
"Dwa razy na dobę rzucano im ochłap kozich flaków upieczonych na węglach albo kilka kawałków sera owczego o nazwie 'krut', który w połączeniu z kobylim mlekiem daje potrawę kirgiską nazywaną powszechnie kumysem.(*)"
Przypis:
"Autor prawdopodobnie miał na myśli potrawę o nazwie podobnej do kumysu, który jest przecież napojem ze sfermentowanego kobylego mleka."


Wszystkie przykłady pochodzą z jednej książki (1) i prawdopodobnie to jeszcze nie wszystkie tego typu 'kwiatki', gdyż, jak już wspomniałem, nie doczytałem jeszcze do końca.

Zawsze myślałem, że pisząc książkę trzeba się do tego należycie przyłożyć. Zwłaszcza, jeśli ma to być coś więcej niż 'tylko' wyimaginowana opowieść. A tu proszę - dowód na niesłuszność mego (naiwnego?) myślenia...



(1) Ktoś wie, jaka to książka?

piątek, 14 marca 2008

Zastrzeżony

Odwiedziłem dzisiaj bank. Chciałem dokonać wpłaty gotówkowej na swoje konto. Nim jednak pozwolono mi na dokonanie tej transakcji, pani w kasie zakomunikowała mi, że system komputerowy informuje ją, iż moje dane personalne są nieaktualne i należy je zaktualizować.

Okazałem pani swe zdziwienie, stwierdzając jednocześnie, że musi to być jakaś pomyłka, gdyż w moich danych nie nastąpiła żadna zmiana o której należałoby poinformować bank. Pani na to, że nie wie o co dokładnie chodzi, ale system każe przeprowadzić aktualizację. Nie było więc innego wyjścia, jak tylko zgodzić się na to.

Imię, nazwisko, adres, data urodzenia, PESEL, imiona rodziców, nazwisko rodowe matki... Wszystko było tak, jak dawniej. Problem pojawił się przy numerze telefonu. (Domyśliłem się już, co się święci, ale o tym za moment.) Stwierdziłem, że takowego nie posiadam. Pani zdziwiona upewniała się, czy rzeczywiście nie mam telefonu. Odpowiedziałem, że mam, ale nie chcę go podawać. Dowiedziałem się wtedy, że to właśnie informacja o numerze telefonu została uznana za nieaktualną.

Skąd taka informacja? Czyżby handel danymi pomiędzy bankami i operatorami telefonii komórkowej? Nawet gdyby, to nie w tym przypadku, gdyż numeru telefonu od dwóch lat nie zmieniałem. Co więc się stało?

Chwila namysłu pozwoliła mi rozwikłać tę zagadkę. Przypomniałem sobie, że w ciągu dnia (w czasie pracy) dzwoniono do mnie z numeru zastrzeżonego. Ponieważ mam taką zasadę, że jeśli ktoś nie ma odwagi się zaprezentować, to ja nie mam ochoty z tym kimś rozmawiać, nie odebrałem połączenia. Sytuacja powtórzyła się po około dwóch godzinach.

Okazuje się więc, że dla banku dwukrotne nieodebranie telefonu (w godzinach, gdy większość ludzi pracuje), jest jednoznaczne ze zmianą numeru przez klienta i zaznaczana jest w systemie konieczność aktualizacji danych. Czy nie byłoby o wiele prościej i uczciwiej, gdyby bank wykupił sobie 'identyfikator'? Nie wiem, jak to się fachowo nazywa, ale istnieje możliwość wybrania sobie tekstu, który jest wysyłany przez operatora, zamiast numeru telefonu.

Jestem nawet za wprowadzeniem obowiązkowego wykupienia takiego 'identyfikatora' przez firmy i instytucje...
Dzwoni telefon, zerkasz na wyświetlacz, a tam napis: 'BANKrut S.A.'
I wszystko jasne.

czwartek, 13 marca 2008

Imagination


Masz bujną wyobraźnię?

Sprawdźmy to!

Zapraszam do eksperymentu.

1. Wyobraź sobie, że zamiast tego tekstu czytasz najwspanialszą notkę, jaką w życiu zdarzyło Ci się widzieć.

2. Opisz to. Notkę i/lub uczucia towarzyszące Ci podczas jej czytania.





PS Osobom przewrażliwionym na punkcie 'zangielszczenia' języka polskiego pragnę wyjaśnić, że staram się, aby ten blog posiadał też pewne walory edukacyjne. Stąd angielski tytuł notki. ;)

środa, 12 marca 2008

Między słowami

"Zapomniany, starzejący się aktor telewizyjny (Bill Murray) przyjeżdża do Japonii, aby wziąć udział w zdjęciach do filmu reklamowego. Młoda żona zapracowanego męża (Scarlett Johansson) nudzi się, pozostawiona sama sobie. Pewnego dnia ich ścieżki się przetną..."

W ten sposób, na tylnej stronie opakowania filmu, przedstawiany jest zarys fabuły. A czym jest ten film?

Jest to powolna, aczkolwiek nie nudna opowieść o życiu, kryzysach w nim występujących, miłości i podejmowaniu ważnych decyzji. Decyzji, które stają się punktami zwrotnymi w życiu i pozostawiają w nim trwały ślad.

Oglądając film oceniałem go jako dobry, w porywach - bardzo dobry. Stała się jednak pewna rzecz, która sprawiła, że gdybym podczas oglądania nie leżał na podłodze, to i tak bym się na niej znalazł... Zakończenie filmu, bo to ono jest 'winowajcą', jest tak cudownie dopasowane, tak wspaniale spina i podsumowuje fabułę, pozostawiając jednocześnie wielką tajemnicę, że jeszcze długo z tej podłogi nie mogłem się podnieść...

Nie radzę jednak porywać się na zapoznanie się ze sceną końcową bez wcześniejszego obejrzenia całości, a do tego z kolei bardzo gorąco zachęcam.

Jak dla mnie - arcydzieło.
Stawiam na półce obok Placu Zbawiciela...

wtorek, 11 marca 2008

Kopalnia Wiedzy

Miejsce w sieci odnalezione przypadkiem, odwiedzane codziennie. :)

Strona z nowinkami naukowymi kilku dziedzin: biologia, medycyna, psychologia, technologie, ciekawostki.

Całkiem sporo nawet o nas, blogerach można tam poczytać. :)

Polecam lekturę.

http://kopalniawiedzy.pl

poniedziałek, 10 marca 2008

Trójka i Ramzel


jazdobieg

Emisja:
Trójka, 10 III 2008, 14:33

Przypominam, że tu jest oryginał. ;)

niedziela, 9 marca 2008

Evil

Od najmłodszych lat wpaja się dzieciom w rodzinach, przedszkolach, szkołach, że nie wolno czynić źle. Bo zło jest niemoralne, aspołeczne i... Szatańskie.

Jak głosi Pismo Święte, wszystko stworzone przez Boga jest dobre, a co złe - pochodzi od Szatana. Tyle tylko, że Szatan też pochodzi od Boga. To Bóg go stworzył i tak jak inne istoty rozumne, wyposażył go w wolną wolę. Wolna wola była furtką dla Szatana do wybrania przeciwstawienia się Bogu. Wybrał zło.

Ale czy to oznacza, że postąpił niezgodnie z wolą Bożą? Od dziecka przekonywano mnie, że nic na świecie nie dzieje się bez woli Bożej. Nawet wojny i inne kataklizmy, tylko nie potrafimy tego zrozumieć (Swoją drogą, niezła przykrywka - stwierdzić 'Widocznie Bóg tak chciał', i sprawa zamknięta), ale powinniśmy zaufać.

To ja się pytam - skąd Szatan wiedział, że to, co wybierze to zło? Kto je zdefiniował? Kto ma moc decyzyjną w kwestii kwalifikowania czegoś jako zło lub dobro? Skąd w ogóle wzięło się coś takiego, jak zło? Przecież Bóg jest stwórcą i władcą wszystkiego, zatem i zło zostało przez Niego stworzone.

Jak to możliwe, że w świecie przepełnionym Bożym Jestestwem i miłością, można było przeciwstawić się Dobru? Czy ryba morska wie o istnieniu suchego lądu? A jeśli wie, to czy porwie się na akt w istocie samobójczy i odwiedzi 'zakazany teren'?

'Zło dobrem zwyciężaj' - tego też mnie uczono. A co się tak naprawdę dzieje? Nie będę to rozdrapywał ran Kościoła i wspominał o tzw. 'Świętej Inkwizycji'. Skupię się na czasach bardziej współczesnych.

Przyjmijmy, że wybucha wojna. Znalazł się jakiś szalony agresor, który napadł na inne państwo. Gwałci, grabi, morduje, gwałci, grabi... Ewidentnie jest to zło (wg naszych norm), ale co się dzieje? Państwo napadnięte, wraz ze swoimi sojusznikami pragnie powstrzymać ekspansję zła. I co robi? Wysyła na agresora wojsko, które nie poprzestaje na odzyskaniu straconych ziem, lecz idzie dalej i.. Gwałci, grabi, morduje, gwałci, grabi... Zło leczy się złem.

Kolejny przykłady. Pijany kierowca zabija niewinne dziecko. Pedofil gwałci małą dziewczynkę. Terroryści więzią i zabijają dzieci w szkole. W efekcie u wielu osób pojawia się wola przywrócenia kary śmierci. Analogicznie - ponieważ nie wolno zabijać, bo zabijanie jest złe, dlatego cię zabijemy...

Ponoć 'nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło'. Czyli nie pozostaje nam nic innego, jak tylko cieszyć się ze zła. Suma sumarum i tak 'wychodzi na dobre'.

Gdyby nie było zła, nie moglibyśmy czynić dobrze...


sobota, 8 marca 2008

Money


      SEND
+ MORE
---------
MONEY




Każdej literze odpowiada konkretna (inna) cyfra, a żadna z liczb nie może zaczynać się od zera. Zadanie polega na dopasowaniu literom odpowiednich cyfr.

Podejmiesz wyzwanie?

piątek, 7 marca 2008

Tangram


Tangram to kwadrat, który dzieli się na siedem części. Celem gry jest ułożenie figury wg podanego wzorca.

czwartek, 6 marca 2008

Niewypowiedziane

(...)

środa, 5 marca 2008

Sama radość

Wybraliśmy się z m. na pewne cotygodniowe spotkanie. Niestety na miejscu okazało się, że nikt nie reagował na dzwonek domofonu. Chwyciłem więc za telefon i zadzwoniłem do 'Gospodarza'. Z przeprowadzonej rozmowy telefonicznej dowiedziałem się, że spotkania nie będzie, o czym nie zostałem wcześniej poinformowany, gdyż 'Gospodarz' zapomniał do mnie napisać...

I nie mam o to do nikogo żalu - takie rzeczy się zdarzają. Dziwi mnie jednak, że cała ta sytuacja wprawiła 'Gospodarza' w stan radości. Przez cały czas naszej rozmowy słyszałem w słuchawce akustyczno-oddechową reprezentację rozbawienia rozmówcy.

Czy naprawdę kilkudziesięciominutowy spacer dwojga ludzi na mrozie, jest aż tak zabawny? Zwłaszcza dla osoby, której roztargnienie sprawiło, że spacer ten okazał się być bezcelowym?

Słowo 'przepraszam' wypowiadane w czasie głośnego śmiechu, też jakoś mało przekonujące jest...

wtorek, 4 marca 2008

Rozstanie

Z wyników sondażu przeprowadzonego na zlecenie moneysupermarket.com wynika, że dla co siódmej osoby SMS lub e-mail jest sposobem na poinformowanie (ex)partnera o decyzji rozstania.

To i tak lepiej, niż martwić się, co się dzieje z partnerem, który nagle zerwał wszystkie kontakty. Okazuje się, ze tak radykalną formę rozstania wybiera co czwarta osoba.

Jeszcze mało? Proszę bardzo. Aż 1 procent ankietowanych byłby skłonny dać kosza za pośrednictwem internetowych serwisów społecznościowych.

Wyobrażacie to sobie? Człowiek najpierw martwi się, czemu Ona/On nie pisze. Gdy w końcu otrzyma wiadomość (mail/SMS), z drżeniem serca zabiera się za jej czytanie, obawiając się, czy nie będzie tam stało: "Mam cię dość!". A logowanie się na naszej-klasie to już zupełnie ekstremalne przeżycie...

poniedziałek, 3 marca 2008

Sam SEX!

Przeżyłem szok! I to taki dość potężny!

Wpisując się na pewnej stronie do 'Księgi Gości', podałem w formularzu swoje imię, adres mailowy, nazwę miejscowości i oczywiście odpowiedni wpis do księgi.

Jakież było moje zdziwienie, gdy po publikacji wpisu, w polu miejscowość stało napisane: '****nice'. Myślę sobie, jakie 'nice'? O co chodzi!?

Po chwili przyszło oświecenie - zadziałała cenzura! Okazało się, że skrypt ocenzurował literki 'Choj' w nazwie miejscowości, która się Chojnice zowie... Idąc dalej tym tropem możemy pokusić się o zbadanie etymologii nazwy miasta w którym mieszkam.

Wiemy już, co oznacza pierwszy człon nazwy mojej miejscowości - 'Choj' (o rety, rety)... Kolejna część to 'nice', czyli z języka angielskiego 'najs'. A zatem, nazwa Chojnice oznacza "Ładny ch..." No, wiadomo, co. ;) Przypuszczalnie założyciele miasta musieli odznaczać się niebywałą urodą pewnych części ciała, nieobecnych (standardowo) w ciele kobiety.

Czy to oznacza, że kobiet tu nie było, lub nie miały tu nic do powiedzenia? Ależ skąd! Wystarczy zerknąć na bilet autobusowy, by przekonać się, że kobiety również tu przebywały. Może niekoniecznie powinno się je stawiać młodym Chojniczankom za wzór do naśladowania, tym niemniej, musiały być bardzo dobre w swoim fachu, skoro pamięć o nich przetrwała aż do dzisiaj...




W świetle tych informacji nie dziwi mnie już, że internauci wpisują w wyszukiwarce hasło: "Chojnice sex" i jemu pokrewne. Tylko dlaczego Google kieruje ich na mojego bloga?

niedziela, 2 marca 2008

Jazdobieg


Tu stacja Chojnice!
Pociąg pospieszny z Bydgoszczy, PKP Przewozy Regionalne, wjechał na tor 2. przy peronie 4.
Pociąg skończył bieg.
Takie oto słowa wydobywały się z głośników na dworcu, gdy wróciłem od m.

I tak się zastanawiam, jak to w końcu jest? Pociąg jeździ: "wjechał na tor", czy biega: "skończył bieg"?

sobota, 1 marca 2008

FpsBrain

Każdy sportowiec ma do dyspozycji specyfiki poprawiające funkcje jego organizmu, by jak najlepiej spisać się w swojej dyscyplinie. Hoko pisał niedawno o przypadku dopingu w szachach. Ale jak wiemy, nie tylko w dziedzinie sportu dostępny jest doping. Dla każdego są łatwo dostępne napoje energetyczne, a niedomagający panowie mają do dyspozycji niebieskie pigułki.

Okazuje się jednak, że rynek 'dopalaczy' nie jest jeszcze rynkiem nasyconym. Całkiem niedawno w sprzedaży pojawił się nowy specyfik - FpsBrain, czyli pastylki przygotowane specjalnie z myślą o graczach! Preparat wpływa (podobno) na przyspieszanie komunikacji między komórkami nerwowymi i zwiększa absorpcję tlenu, powoduje zwiększanie percepcji i polepszanie zdolności do reakcji.

Producentom takich rewelacji podpowiem, że z pewnością dużym powodzeniem cieszyłyby się pastylki o nazwie HomeWork, czyli wspomagające organizm w pracach domowych. Pranie, prasowanie, sprzątanie, zmywanie naczyń... Jest w czym pomagać.