czwartek, 31 stycznia 2008

Osobowość

Znalazłem w Sieci powyższe zdjęcie i od razu sobie pomyślałem, że to bardzo dobry przegląd osobowości! Po reakcji poszczególnych osób na zaistniałą i uwiecznioną na fotografii sytuację, można bez większego problemu określić jakiego typu człowiekiem jest dana persona.

Proponuję więc zabawę, by każdy wybrał osobę, która jest mu najbliższa osobowościowo. Wybór należy uzasadnić.

Moja osobowość najbliższa jest tej, jaką prezentuje mężczyzna w czarnej koszulce z prawego górnego roku zdjęcia. Jego spokój i chłodna ocena sytuacji sprawia, że nie podejmuje działań zbędnych. Wie, że jest na tyle daleko od 'sprawy', że nic mu nie grozi. Jest jednak w pełnej gotowości, by w razie czego zainterweniować. Na jego twarzy maluje się grymas świadczący o tym, że zdaje sobie sprawę, jak boleśnie ofiara odczuła uderzenie i jest mu przykro z tego powodu. Nie histeryzuje jednak, bo ma świadomość, że to i tak niczego nie zmieni.

Czasem też jestem jak ten pan z kijem na szczęce i obrywam solidnie od życia. Na szczęście nie pamiętam już kiedy ostatnio...

środa, 30 stycznia 2008

Tipser

Kolejny z moich tekstów znalezionych w prywatnym archiwum. O tipsowaniu będzie, czyli o stosowaniu kodów do gier. Lojalnie ostrzegam, że tekst jest powiedzmy, że 'oryginalny'. ;) Sam kilka razy łapałem się za głowę gdy go czytałem. Zarówno z powodu treści, jak i formy ich przekazywania...

Tym niemniej - miłej lektury. :D
Ramzel

TIPSER

Ostatnio co chwilę jestem bombardowany prośbami o pożyczenie Tipsomaniaka [książeczka z kodami - przyp. Ramzel], lub chociaż o przepisanie kodów do jakiejś gierki. Jako, że jestem osobą dociekliwą, zawsze gdy tylko jest możliwość, a przy okazji ma to jakiś sens, zadaję sobie pytanie "dlaczego". Nie inaczej było i tym razem. Zapytałem się: dlaczego ludzie korzystają z kodów do gier?

Rzecz jasna stawianie jakiegokolwiek pytania bez zastanawiania się nad odpowiedzią mija się z celem (chyba, że jest to pytanie retoryczne), dlatego też postanowiłem rozstrzygnąć ten problem.

Pierwsze, co przyszło mi do głowy to czas. Wiele osób, z którymi rozmawiałem na ten temat tłumaczyło się, że nie mają czasu na to, żeby mozolnie przechodzić kolejne poziomy, bo w kolejce czekają inne tytuły. No jasne. To przecież oczywiste, zwłaszcza gdy ktoś zaopatruje się w gierki na giełdzie. W takim przypadku normalne jest, że nie ma się czasu na ukończenie gry bez tipsowania, bo lada dzień na nasze biurko trafi inna gra do przejścia.

Kolejnym z powodów, dla którego oszukujemy w grach są pewne bonusy, jakie nie są dostępne podczas "normalnego" grania. Chodzi mi tu o takie rzeczy jak ukryte bronie, pojazdy, jednostki, a niekiedy nawet całe poziomy. Wydaje mi się, że tego rodzaju tipsowania nie można nazwać oszustwami. Przecież w inny sposób nie możemy tych bonusów osiągnąć, a w końcu programiści umieścili je po to, by z nich korzystać. A my przecież za to zapłaciliśmy. No nie?

Te dwie powyższe sprawy, mimo iż skrajnie odmienne, mają jedną wspólną cechę. Mianowicie bardzo trudno jest temu w jakiś sposób zaradzić. Są jednak sytuacje w których można pomóc. Zanim do tego przejdziemy, napiszę coś o sobie.

Kiedyś, gdy stawiałem pierwsze kroki w świecie elektronicznej rozrywki moje podejście do tego było dość dziwne przynajmniej teraz tak uważam. Otóż za wszelką cenę chciałem zostać graczem. Takim prawdziwym graczem z krwi i kości. Wtedy kojarzyło mi się to z "zaliczaniem" jak największej liczby gier. Nie chciałem być gorszy od innych i też chciałem móc powiedzieć, że daną grę przeszedłem.

Oczywiście, aby tego dokonać, na tak miernym poziomie zaawansowania nie było innej rady jak skorzystanie z tipsów. Czułem jednak, że coś jest nie tak. Wiedziałem jednak, że oszukuję nie tyle grę, co samego siebie. Po ukończeniu jakiejś pozycji, satysfakcja z jej ukończenia była mi obca. Bo niby co to za satysfakcja, gdy ma się świadomość, że tej gry nie ukończyło się dzięki własnym umiejętnościom? To dokładnie tak samo jakby się oglądało film. Tyle, że decydujemy o tempie, w jakim się on rozgrywa. Przecież wszystko się samo nie zrobi. W takim przypadku moja rola ograniczała się do pociągania dźwigni, budowania jednostek, wyposażenia drużyny... Zero emocji. Po prostu zmarnowałem swój czas (nie licząc możliwości podziwiania wspaniałej grafiki, czy muzyki poniektórych tytułów).

Jeżeli w tym momencie, drogi czytelniku, uświadomiłeś sobie, że z tobą jest dokładnie tak samo jak kiedyś ze mną, to czytaj dalej, a otrzymasz kilka cennych rad, jak to zmienić. :) Zaprawdę powiadam ci: skorzystaj z tych porad, bo w przeciwnym razie staniesz się taki jak mój brat, który pyta mnie "jakie są kody do tej gry" w czasie, gdy ta gra dopiero co się instaluje...

A więc tak. Jeśli nie potrafisz poradzić sobie z jakąś grą, to w nią nie graj. Poważnie mówię. Zostaw tę grę w spokoju na jakieś dwa, trzy dni. Zajmij się w tym czasie czytaniem książki, oglądaniem TV, wyjdź gdzieś z przyjaciółmi... Możliwości jest mnóstwo. Gdy po tych paru dniach zasiądziesz z powrotem do tej gry i nadal będziesz miał z nią problemy zastosuj plan B.

Plan B polega na radykalnej zmianie taktyki działania. Chodzi o to, żebyś spojrzał(a) na ów problem jeszcze raz, ale z innej strony. Spróbuj znaleźć inne wyjście z tej sytuacji. "Jak nie drzwiami, to oknami." W dziewięćdziesięciu przypadkach na sto - pomaga. Czasami nawet można interpretować to zdanie dosłownie...

Gdy żadna z powyższych metod nie poskutkuje, a to zdarza się niezmiernie rzadko, pozostaje jeszcze trzecia możliwość. Również polega ona na zmianie, ale nie taktyki, a całej gry. Ściślej chodzi o zmianę gatunku gry. Sam(a) pomyśl. Skoro nie możesz dać sobie rady z grą, to znaczy, że nie jest ona dla Ciebie, a może się okazać, że zakochasz się w zgoła innym gatunku gier. Takie rzeczy się zdarzają. Oczywiście powyższy akapit nie tyczy się tak zwanych weteranów. Ich i tak za żadne skarby świata nie da się przekonać do zmiany na inny gatunek gier. Choć z drugiej strony weterani raczej nie mają problemów z przejściem jakiejś misji.

Nadszedł czas na ostatnią deskę ratunku. Deska ta przybiera postać tipsów. Tak tak, dobrze widzisz. Polecam Ci tipsowanie. Wszak gry są po to, by się przy nich dobrze bawić a nie denerwować. Dlatego też, gdy już wszystkie inne możliwości zostaną wyczerpane sięgnij po tipsy. Pamiętaj jednak, aby je wyłączyć po przejściu felernego momentu.

Daję Ci moje słowo i możesz mieć sto procent pewności, że po zastosowaniu tych kilku rad poczujesz autentyczną radość płynącą z zaliczenia kolejnych poziomów, czy nawet całych gier.

Chciałbym jeszcze podkreślić, że wcale nie czuję się lepszy, czy wspanialszy z tego powodu, że nie tipsuję. Chcę, abyś to Ty poczuł się lepszy, usatysfakcjonowany, dumny, że jesteś w stanie ukończyć daną grę bez tipsów lub chociaż przy ich minimalnym wykorzystaniu. Chciałbym, aby również w twoim przypadku było tak jak u mnie, gdy nie mogę dać sobie rady z gierką. Gdy mój brat (o którym już wspomniałem) widzi, że po raz kolejny męczę się z tą samą misją mówi do mnie: "Czemu nie wpiszesz sobie...". I nawet nie kończy zdania, bo wtedy rzucam mu znaczące spojrzenie, po którym on tylko wzdycha: "No tak, ty nie używasz kodów".

wtorek, 29 stycznia 2008

Cygański trik

Dwukrotnie byłem świadkiem próby przekrętu polegającego na oszukaniu sprzedawcy przez Cyganów. Na szczęście w oby dwóch przypadkach sprzedawcy zachowali zimną krew i nie dali się oszukać. Jednak ze względu na intensywność występowania tego oszustwa postanowiłem, że go opiszę. Dla handlarzy ku przestrodze oraz dla klientów, by w razie czego ostrzegli potencjalne ofiary.

Fortel wygląda tak:

1. Minimum dwie osoby wchodzą do sklepu.
2. Osoba, która prosi o jakiś towar kupuje go nie dla siebie lecz dla tej drugiej osoby.
3. Sprzedawca podlicza sumę.
4. Kupująca daje 200 zł.
5. Sprzedawca oddaje resztę wyliczając.
6. Zanim sprzedawca zdąży wydać resztę, osoba dla której kupowany jest towar odzywa się, że go nie chce (bo gdzieś indziej jest taniej).
7. Kupująca osoba oddaje towar i domaga się swoich pieniędzy.

I w tym momencie następuje bardzo ważny moment. Jeżeli sprzedawca da się wplątać w zamieszanie robione przez 'kupujące' osoby, ulega i oddaje 200 zł. Niestety, najprawdopodobniej nie zauważa, że reszta którą trzyma w ręce nie jest jej całością. Przecież część zdążył już wydać!

Jeśli akcja się nie powiedzie, oszuści przystępują do dalszego zagmatwania sytuacji:

8. Osoba dla której towar był kupowany prosi, by oddać pieniądze osobie kupującej, a ona sama zapłaci za towar.

Kolejny ważny moment! Sprzedawca powinien odmówić! Jednak, jeśli się zgodzi, to musi ponownie uważać na to, by do kasy nie wróciła tylko część reszty. Zwłaszcza, że kolejny manewr oszustów może skutecznie odwrócić uwagę od sprawy najważniejszej, bo:

9. Osoba, która chce zapłacić wyciąga pełne garście drobnych pieniędzy i wręcza je sprzedawcy lub kładzie na ladę.

Najgorszy z możliwych scenariuszy to taki w którym sprzedawca godzi się na propozycję z punktu 8. ale gdy widzi całą stertę drobnych stwierdza, że on nie będzie się w to bawił zapominając, że powinien. Nie ma bowiem ani towaru, ani pieniędzy. Ba, może się nawet okazać, że jest na minusie w kasie, bo stracił też część reszty, której wydać nie powinien...

Cała procedura jest bardzo skomplikowana, a tworzeniu poddenerwowania sprzyjają ciągłe rozmowy (i krzyki) Cyganów w ichnim języku. Jest to jednak szalenie ważna sprawa! Proszę więc, by w przypadku trudności ze zrozumieniem przedstawionego schematu, opisać swoje wątpliwości, bym mógł je wyjaśnić. A wszystko po to, by w przypadku zaobserwowania podobnej sytuacji móc zareagować.

Oby jednak taka interwencja nie była nikomu potrzebna...

poniedziałek, 28 stycznia 2008

Pierwszy!



"Błogosławiony niech będzie człowiek, który nie mając nic ciekawego do powiedzenia, powstrzymuje się od dania nam słownego dowodu na to."


Prawdopodobnie każdy, kto zwiedza w miarę intensywnie globalną wioskę, jaką jest internet, spotkał się z możliwością pozostawienia komentarza pod jakąś (dowolną) informacją umieszczoną w sieci. Jest to wspaniała możliwość poznania opinii czytających, by samemu poszerzyć wiedzę, czy nauczyć czegoś innych. ;)

Są jednak na tym świecie 'wyścigowcy', którzy za nic mają konstruktywną konwersację, a jedyne na czym im zależy to napisać komentarz jako 'Ten Pierwszy'! Gdy tylko w czytniku RSS zaświeci się ikonka informująca o nowym materiale na stronie, pędzą przez bezdroża internetu, by jak najszybciej znaleźć się na mecie. A tam, tryumfalnie mogą wpisać w komentarzu: 'PIERWSZY'! I nic więcej. Żadnej wartościowej treści. Nic na temat komentowanego materiału...

Zostawmy jednak na boku wartość merytoryczną takich komentarzy i wartość intelektualną takich komentujących. Zastanówmy się nad tym, 'dlaczego'? Co skłania tych osobników do brania udziału w tak szaleńczym wyścigu?

Moja teoria jest taka, że ci 'genialni' komentatorzy mają jakieś kompleksy, a 'terapia komentarzowa' pomaga im je leczyć. Najpewniej jest to również jedyna dziedzina w której mają szansę stanąć na podium... Gołym okiem widać, że osobnicy ci nie znają cudownej zasady, że:
"Lepiej milczeć i sprawiać wrażenie głupiego, niż się odezwać i rozwiać wszystkie wątpliwości."
Niestety, jedyny ratunek to sprawny i bezwzględny moderator...

niedziela, 27 stycznia 2008

Porno



Jak podaje 'Google Analytics', mojego bloga odwiedzają osoby, które w internecie szukają takich rzeczy jak pornografia, pedofilia, amatorski sex itp. Sporym zainteresowaniem cieszy się również 'poradnik rozdziewiczania'... Oczywiście żadnej z wyżej wymienionych rzeczy na tym blogu nie ma, a przekierowanie przez Google to najpewniej efekt tego wpisu i komentarzy do niego.

Zajmijmy się jednak nie niedoskonałym (a może właśnie zbyt doskonałym) mechanizmem wyszukiwania Google lecz tym, co internauci chcą znaleźć w internecie.

Newsweek informował w 2004 roku, że w latach 1999-2004 ilość pornograficznych stron internetowych wzrosła o 1800% i wynosiła wtedy 260 milionów! Przeciętny internauta poświęcał tygodniowo prawie godzinę na przeglądanie blisko 120 stron z materiałami pornograficznymi! Tak było 4 lata temu. Od tamtej pory dostęp do globalnej sieci jest znacznie powszechniejszy w związku z czym podane wartości są obecnie zapewne dużo wyższe.

Czy to oznacza, że jestem w mniejszości, skoro dla mnie internet to przede wszystkim komunikacja i wiedza (oraz wiele innych rzeczy o których też już pisałem)? Czyżbym był inny?

I jeszcze ku przestrodze:

sobota, 26 stycznia 2008

Notebooki

Był kiedyś w mym mieście sklep z wielkim szyldem nad wejściem. A było na nim tak napisane:

'NOTEBOOKI'

Moje pytanie brzmi - po jakiemu to?

Po polsku powinno być 'Laptopy'. Ewentualnie, w porywach - 'Notbuki'. Po angielsku byłoby - 'Notebooks'. Ale 'Notebooki'? Co to w ogóle jest?

piątek, 25 stycznia 2008

Akcja SMS

W magazynie CD-ACTION od 5 lat zamieszczna jest twórczość Marka Lenca. Sztandarowym 'produktem' Lenca w CDA jast Klara (Lara Croft => Croft Lara => C. Lara => Clara => Klara). W związku z piątymi urodzinami Klary w CDA ogłoszono konkurs. Zadanie polegało na stworzeniu komiksu z Klarą właśnie.

Ponieważ miałem już pomysł, wykorzystałem go w celach konkursowych. Jako, że talentu plastycznego to ja raczej nie mam, posłużyłem się oryginalnymi grafikami Lenca (za przyzwoleniem). Dokonałem więc stosownego montażu i umieściłem odpowiedni tekst. Oto efekt finalny:


Nadszedł czas wyników. Co ciekawe, to czytelnicy wybierają najlepszy komiks. Poprzez wysyłanie krótkich wiadomości tekstowych, czyli SMS. I właśnie dlatego proszę:

Wyślij SMS o treści:
CA.KLARA.51
pod numer
7265
(2,44 z VAT-em)


Jeśli zdecydujesz się na wsparcie mnie w konkursie masz szansę wygrać monitor BenQ FP94VW lub zestaw gier niespodzianek. Natomiast dla tego, kto uzyzka największą liczbę głosów przewidziana jest roczna prenumerata CD-ACTION, Fan-kit Klary przygotowany przez Marka Lenca oraz zestaw gier niespodzianek.


Czytelnicy!
Pomożecie!?

czwartek, 24 stycznia 2008

Rocznica

Dokładnie dwa lata temu świętowaliśmy z m. rok bycia razem. :) W związku z tym - mała anegdota sprzed dwóch lat.

Wymyśliłem sobie, że dobrze by było, gdyby naszą rocznicę uczcić przy torcie. Wybrałem się więc do odpowiedniego miejsca, gdzie takie rzeczy można nie tylko zakupić ale również zamówić. Torty na zamówienie mają tę zaletę, że można sobie wybrać napis, jaki na nich się pojawi.

Nie trzeba być żadnym Kojakiem czy innym Columbo, by domyślić się, jaki napis sobie zażyczyłem: '1 rok'. Pani przyjmująca zamówienie dwa razy dopytywała się czy to na pewno ma być '1 rok'. Dwa razy odpowiadałem twierdząco.

Gdy nadszedł termin odbioru tortu udałem się po niego z radością. Ma radość nie trwała jednak długo. Zamówienie odbierałem u tej samej pani u której je składałem. Kobieta ta miała więc rozeznanie z sytuacji. Nie dziwi zatem fakt, że wracając z zaplecza z moim zamówieniem miała nieciekawą minę. Bez trudu domyśliłem się powodu dziwnego wyrazu twarzy.

Oczywiście na torcie zamiast napisu '1 rok' był napis '1 roczek', a obok siedział cukrowy teletubbies. Tak to jest, jak ktoś wychodzi przed orkiestrę... I choć nikt by się o to nie obraził, raczej by sporo śmiechu z tego było, ale nie przyjąłem tego tortu. Wybrałem inny, tradycyjny bez napisu.

Dla zasady.

środa, 23 stycznia 2008

RaDOSna rozGRYwka

Kolejny nudny dzień w biurze? Klientów nie ma, szefa nie ma, robota wykonana a i tak musisz siedzieć za biurkiem? Nie trzeba jednak od razu się załamywać! Można przecież się rozerwać! I nie myślę tu wcale o wchodzeniu na minę. Są przecież bardziej humanitarne sposoby, a równie skuteczne. Mam na myśli gry komputerowe.

Ponieważ świadom jestem faktu, że komputery biurowe nie są demonami szybkości, a bardzo często jedynym systemem na nim zainstalowanym jest DOS, właśnie na grach działających pod DOSem się skupiłem. Poza tym, dla zainteresowanych którąś z prezentowanych tu gier nie powinno być problemu z jej dostępnością. A to ze względu na ich wiek który sprawia, że pozycje te w większej części są dostępne za darmo.

TIMESHOCK
Bardzo solidny pinball choć zawiera tylko jeden stół. Bardzo ładna grafika (jak na DOSa oczywiście), dynamiczna roz(g)rywka to cechy szczególne tej gry. Gdy dodamy do tego liczne mini gierki, otrzymujemy grę, która naprawdę warto się zainteresować. Nie wypada też nie wspomnieć o świetnej muzyce. Czy miłośnik flipperow potrzebuje jeszcze jakiejś zachęty?

WORMS
Znane pewnie wszystkim waleczne glizdy, tasiemce i inne wstrętne robaki. Prekursor zasłużonej i niestety już dość wysłużonej serii. Uważam, że nie ma potrzeby pisania, że zabawa polega na wojnie zrobaczonych gangów. Zabawa najlepiej smakuje w gronie znajomych, gdy każdy dysponuje swoja małą armia paskudnych robaczków. Należy natomiast wspomnieć o pewnym minusie gry. Otóż wśród całych zastępów różnych, różnistych robaków nie znajdziemy pośród nich księdza Robaka...

IGNITION
Przed chwila mieliśmy małe robakczi, teraz mamy małe samochodziki. Ta gra to szaleńcze wyścigi małymi resorakami. Zarówno modele "resorakow" jak i trasy po których przyjdzie nam się ścigać są bardzo urozmaicone. Urozmaicone są też przeszkadzajki utrudniające nam jazdę, jak choćby trąba powietrzna, kamienna lawina czy pioruny. Na szczęście, jeśli przeciwnicy uciekną nam za daleko, korzystamy z licznych skrótów na trasie, bądź też z dopalacza.

PROST GP
Tym razem coś na poważnie. Super fajne wozy dla super szybkich facetów (albo na odwrót). W każdym bądź razie, mamy tu do czynienia z wyścigami Formuły 1. Niestety, nawet na najwyższym poziomie trudności nie mamy pełnej kontroli nad pojazdem! Ostry zakręt możemy wykonać dopiero, gdy znajdujemy się w pobliżu zakrętu. Jeśli znajdujemy się na długiej prostej o jakichkolwiek manewrach możemy zapomnieć. Dodam jeszcze, że jedyna wersja językowa, jaka chciała mi się łaskawie włączyć to wersja francuska. To wszystko sprawiło, że moja przygoda z ta grą była bardzo krótka. I jakoś do niej nie tęsknie...

DUKE NUKEM 3D
Gra legenda. Strzelanka FPP z 'jajcarskim' Duke'm w roli głównej. Zabawny bohater, ciekawe lokacje, śmiercionośne pukawki, niesamowita interaktywność z otoczeniem oraz środowisko "3D" sprawiają, że czas spędzony przy tej grze mija szybko i radośnie. Warto tez zaznaczyć, że jest to gra 'dorosła'. I to wcale nie ze względu na jej wiek. Ciekawa jest tez technika jaka została zastosowana w grze. Otóż nie mamy możliwości obejrzenia żadnej postaci z dowolnej strony. Jeśli wiec jakaś dziewczyna w barze stoi do nas tyłem, to żadne teksty i żadna kasa nie są w stanie przekonać jej, by na nas spojrzała.

CHASM THE RIFT
Poprzednia gra to FPS z przymrużeniem oka. Tym razem mamy FPS bardziej na poważnie, choć nie oznacza to, że realnie. Mamy tu bowiem do czynienia z mrocznym klimatem świata opanowanego przez przerośnięte skorpiony, okrutne zombiaki, walecznych wikingów i inne paskudztwa czyli po prostu mutanty. Ogólnie otrzymujemy 16 misji (po 4 na poziom) w trakcie których siać będziemy spustoszenie za pomocą dostępnych broni. Nudzić się wiec nie powinniśmy.

LURE OF THE TEMPTRESS
Stara ale jara i bardzo klimatyczna przygodówka. Zaczynamy grę w celi więziennej. Naszym zadaniem jest uwolnienie się z niewoli Scorli. Niestety już to pierwsze zadanie pokazuje, że w tej grze przygodowej potrzebne nam będą nie tylko dobrze rozwinięte szare komórki ale również odrobina refleksu. Przystępując do realizacji planu powinniśmy już z góry wiedząc, jakie będą nasze kolejne posunięcia by w miarę szybko i sprawnie je realizować. Grę będą nam utrudniać również liczne fałszywe tropy. Trzeba też pamiętać, ze gra jest w całości po angielsku, co jednak aż tak wielkim problemem nie jest. Ogólnie więc uważam, że warto dać jej szansę.

TOMB RAIDER
W zasadzie powinno wystarczyć napisanie tu dwóch słów: Lara Croft. To (graczom) mówi już wszystko. Co prawda mamy tu rozbudowane bardzo duże lokacje, kilka rodzajów broni i przeciwników, zagadki logiczno-zręcznościowe oraz 'wspaniałą', akcelerowaną grafikę, ale stanowi to tylko uzupełnienie do głównej bohaterki gry. Mała ciekawostka. Jest to pierwsza i jak na razie jedyna gra w której filmiki są (wg mnie) gorszej jakości (wizualnie) niż sama gra. Każdy, kto uważa się za prawdziwego znawcę gier a nie zapoznał się z Larą, nie zasługuje na zaszczytne miano gracza.

CHAMPIONSHIP MANAGER
Gdyby w zestawieniu tym zabrakłoby przodka króla gierkowych arkuszy kalkulacyjnych, można by stwierdzić, że jest to zestawienie niepełne. Pierwszy CM zapoczątkował całą serię (trwającą aż do dziś) managerskich gier piłkarskich. Gra należy do kategorii nietypowych, podobnie jak SIMSy. Bo albo się ja kocha i poświęca na nią każdą wolna chwile, albo omija się
ja z daleka szerokim lukiem. Przy czym przedstawiciele obu opcji nie potrafią zrozumieć, jak można myśleć w tek kwestii inaczej niż oni... A można. Warto sprawdzić, by samemu przekonać się do której opcji nam bliżej. :)

GRAND THEFT AUTO
Kolejna gra legenda, bijąca w swoim czasie rekordy popularności. I nie ma się co dziwić. Kilkanaście (-dziesiat?) różnych samochodów, w tym pojazdy uprzywilejowane, taksówki, autobusy, motory i... coś jeszcze. :) Ogromne przestrzenie do "zwiedzania". Różnego rodzaju mini gierki, czasem bardzo brutalne. Przede wszystkim jednak pasjonujące ucieczki przed policją. To wszystko to jest właśnie to, co tygryski lubią najbardziej. Idealna zabawka dla dużych chłopców (aczkolwiek nie tylko).

DELUXE SKI JUMP
Znakomity i szalenie grywalny symulator skoków narciarskich! Twórcy udało się idealnie wyważyć elementy symulacji (siła wiatru, sposób i moment wybicia z progu, ułożenie ciała skoczka w czasie lotu, moment i sposób lądowania) z przeogromną radością płynącą z każdego wykonanego skoku! Gra również idealnie nadaje się do współzawodnictwa. :)


Jak widać, jest w czym wybierać. Mamy nie tylko zróżnicowanie tytułów ale również gatunków. Każdy powinien znaleźć coś dla siebie. A to przecież nie jest cala oferta gier pod DOSa.

I to by bylo na tyle. Pamietajcie, że nawet z DOSem można żyć DOStatnie.

wtorek, 22 stycznia 2008

Rebus

Kategoria: Polityka

poniedziałek, 21 stycznia 2008

Czyścioch

Czyściłem dzisiaj opakowanie DVD, bo było klejące od pozostałości po taśmie klejącej. Mój młodszy brat, widząc co robię zapytał:
"Co ty? Chcesz to sprzedać?"

I w sumie to powinienem się cieszyć z jego świadomości, że jak chce się coś sprzedać, to powinno być to czyste. Tylko dlaczego w ogóle mu nie przyszło do głowy, że ktoś może chcieć mieć czysto dla siebie? Tak po prostu.

niedziela, 20 stycznia 2008

Klient

Zająłem się ostatnio przeglądaniem zawartości moich płyt z tak zwanymi backupami, czyli kopiami zapasowymi ważnych danych. Zajęcie to szalenie interesujące zwłaszcza, gdy znajduje się bardzo stare płyty z własną twórczością. :)

Odnalazłem między innymi tekst, który za moment przytoczę w całości. Ma on już ładnych parę latek, dlatego też proszę nie tylko o ewentualną dyskusję na temat poruszany w tekście, ale również o próbę oceny stylu. Zwłaszcza w porównaniu do tego obecnego. Jeśli można w ogóle mówić o tym, że ja jakiś styl mam. ;)

Miłej lektury.
Ramzel

Klient - nasz Pan?

Wiadomo nie od dzisiaj, że wszystkie zakłady oferujące jakieś usługi utrzymują się z tego, że z ich usług korzystają klienci, za co płacą odpowiednią cenę. Wydaje mi się również oczywistą rzeczą, że choćby z tego względu, że klienci płacą, należy im się jakiś szacunek. Niestety nie wszyscy jeszcze zrozumieli, że w dzisiejszych czasach klientowi nie wystarczy tylko zaoferować określony towar czy usługę.

Oczywiście w naszych realiach, gdzie każdy grosz jest na wagę złota, największą rolę odgrywa cena. Kolejną rzeczą, na którą zwraca się uwagę jest jakość. Jednak nawet najbardziej opłacalna oferta staje się najgorsza w obliczu – nazwijmy ogólnie – sprzedawcy, który swoim zachowaniem jasno daje Ci do zrozumienia, że ma Cię tam, gdzie promienie słoneczne nie dochodzą nawet w najbardziej upalny dzień...

Dla objaśnienia, co mam dokładnie na myśli podam przykład. Otóż planowałem niedawno wyjazd do Niemiec. W tym celu postanowiłem dokładnie zapoznać się z ofertami biur podróży działających w naszym mieście. Nie będę tu przytaczał całej historii związanej z moimi poszukiwaniami najlepszej oferty. Chciałbym jednak porównać zachowanie w stosunku do mnie dwóch pań z różnych firm. Gdy poszedłem do pierwszego biura podróży, pani tam pracująca przywitała mnie z serdecznym uśmiechem i od razu wykazała zainteresowanie moją osobą oraz chęć pomocy. Gdy wyjaśniłem, w jakiej sprawie przyszedłem, wyszukała w katalogach najlepszą ofertę. Dla upewnienia się czy jest ona jeszcze aktualna sprawdziła to na stronie internetowej, a gdy tam nie było żadnych szukanych przez nas informacji – zadzwoniła bezpośrednio do firmy przewozowej. Po uzyskaniu pewnych informacji, ta miła pani zapisała mi wszystko na karteczce. Widać tu troskę o klienta, prawda? Czego niestety nie można powiedzieć o pani pracującej w kolejnym biurze turystycznym, do którego się udałem…

Gdy wszedłem do biura, to pani tam pracująca, gdy mnie zobaczyła zrobiła taką minę, że od razu było widać, że nie jest zadowolona z faktu przybycia nowego interesanta. Niezrażony tym postanowiłem sprawdzić ofertę tego biura podróży. Usiadłem grzecznie i wyjaśniłem, po co przyszedłem. Pani wzięła katalog i zaczęła go przeglądać (trzymała go tak, jak by to były jakieś tajne akta). Po chwili pani podała mi informacje, o które pytałem i poprosiłem, by te informacje zapisać na jakiejś karteczce. Tak się jednak nie stało. Zamiast tego usłyszałem: „Tam są kartki, a tu masz długopis”. W tym momencie poczułem się jak jakiś gówniarz, który niepotrzebnie zabiera tej pani cenny czas, który mogła przecież poświęcić na dalszą rozmowę z asystentką. Zapewniam, że nie jest to miłe uczucie.

To jeszcze nie wszystko. Kolejny przykład będzie jeszcze bardziej dobitny. Byłem w posiadaniu waluty Euro, którą chciałem zamienić na nasze polskie złotówki. W tym celu udałem się do jednego z naszych Chojnickich kantorów wymiany walut. Wybrałem najbardziej przeze mnie znany i bardzo schludnie wyglądający kantor. Wchodzę i cieszę się, że nie ma kolejki. Podchodzę do okienka, a co zrobiła pani, która tam siedziała? Odpowiedź wydaje się być oczywista – pani ochoczo spełniła swoje zadanie i wymienia mi pieniądze. Mylą się jednak ci, którzy tego się właśnie spodziewali. Przyznam szczerze, że ja również tego samego się spodziewałem. Jakież było więc moje zdziwienie, gdy owa pani wstała z miejsca i poszła na zaplecze (zapewniam, że widziała jak wchodziłem)… A ja stałem tak zszokowany. Stałem jedną minutę, stałem drugą minutę, potem trzecią, aż w końcu miałem dość i chciałem wyjść. W tym momencie usłyszałem głos z zaplecza „zaraz do ciebie przyjdę”. Pomijając fakt, że nie przypominam sobie, kiedy z tą panią przeszliśmy na „ty” postanowiłem jeszcze chwilkę poczekać. Ta chwilka jednak trwała zdecydowanie za długo jak na moje nerwy, więc skierowałem się w stronę drzwi, by opuścić lokal. I wcale mnie to nie ruszyło, że w chwili, gdy naciskałem klamkę w okienku za mną pojawiła się długo wyczekiwana osoba ze słowami „już jestem”. Ja osobiście nie nazwałbym tego „już”, ale mniejsza o to. Ważne jest, że już się nie wróciłem, tylko poszedłem do kantoru, który znajduje się dokładnie naprzeciw tego, o którym była mowa. Tam zostałem potraktowany tak, jak należy i wizytę w tym kantorze wspominam znacznie lepiej pomimo tego, że jego wystrój delikatnie mówiąc nie należy do wzbudzających nadmierny zachwyt.

Mam nadzieję, że do miejsc pracy tych pań nie przychodzili zagraniczni inwestorzy, bo mogliby się bardzo poważnie zniechęcić do naszego miasta. Być może gdybym za każdym razem wchodząc do jakiegoś biura witał się słowami „Guten Tag” albo „Good morning” to byłbym lepiej potraktowany. Miejmy nadzieję. Pamiętajmy jednak, że kontakt z miłymi i życzliwymi ludźmi pozostawia lepsze i bardziej miłe wspomnienia niż na przykład wyremontowany Stary Rynek, pięknie oświetlone (niektóre) części miasta, czy dobrze oznakowane ulice. Człowiek jest ważniejszy. Jest najważniejszy.

I jeszcze jedno. Starsi ludzie dość często skarżą się na to, że młodzi nie zwracają się do nich z należytym szacunkiem. A co sami robią? Sam jestem stosunkowo młody, ale swoją godność mam. I nie podoba mi się jak ktoś, kto z założenia ma być dla mnie miły, traktuje mnie jak zło konieczne, którego trzeba się jak najszybciej pozbyć. Wszak „klient – nasz pan”, niezależnie od wieku.

sobota, 19 stycznia 2008

Dobra rada

Moi drodzy Czytelnicy!
Zapoznacie się za moment ze stenogramem rozmowy internetowej, jaką przeprowadziłem ładnych parę lat temu z pewną znajomą. O kontaktach damsko - męskich będzie. :)

Ona: E no co tam u Ciebie? Niesamowicie dawno nie gadaliśmy, co tam u Ciebie? (...) Odpisz jak masz czas pozdrawiam.

Ja: (...) Jestem po sesji i jestem baaardzo zmęczony. A jutro rano do pracy. (...)

Ona: Mój były też miał teraz sesję. Współczuję naprawdę się przemęczasz! (...) Ja teraz jestem wolna, bawię się trochę chłopakami, muszę się wyżyć na was!!! Pa.

Ja: Jeśli już musisz się wyżywać to chyba tylko na byłym, co? Co inni są winni? Jak dziewczyna bawi się chłopakami, to (analogicznie) chłopacy bawią się dziewczynami. I mamy błędne koło... Po co to komu?

Ona: Jestem chodzącym kłębkiem nerwów! Były ma przerąbane, traktuję go jak worek do bicia, jak mi się nudzi i mam zły humor to go zaczepiam i się z nim kłócę, a potem tylko się do niego uśmiechnę i już się nie gniewa, to idiota!!!

Ja: Jak to się stało, że związałaś się z idiotą?

Ona: To nie jest taki całkowity idiota, tylko tyle, że daje sobą pomiatać. Jest inteligentny ale naiwny. Zauważyłam, że on się mnie bardzo boi, jakbym mogła mu coś zrobić!

Ja: Bo z pewnością możesz! Jeśli nie fizycznie to psychicznie, a to jest stokroć bardziej bolesne. I nie myślę tu tylko o zawodach miłosnych czy urażonym ego, ale także o zniszczeniu reputacji czyli dobrego wizerunku.

Ona: Potrafię być okropna, wiem o tym. Po prostu używając kolokwializmu potrafię pojechać osobę do bólu. Chyba nie tylko on się mnie obawia ale to szczegół. (...)

Ja: Sorki, że się jeszcze wtrącam, ale właśnie przyszła mi do głowy taka myśl, że może on się boi... sprawienia Ci przykrości. Może mu jednak zależy na Tobie albo przynajmniej na dobrych kontaktach z Tobą. I dlatego odczuwa ulgę, którą okazuje gdy po sprzeczce, mimo wszystko uśmiechasz się do niego...

Ona: Dzięki za wyjaśnienie mi jego zachowania, teraz sprawa wydaje się dużo jaśniejsza i w ogóle prostsza. Jeszcze raz dzięki wielkie(...).
I co Państwo na to? Jak na moje, to po prostu empatii zabrakło. Bardzo mi się też podoba fragment o idiocie. :D

piątek, 18 stycznia 2008

Strajk

STRAJK!

W obliczu tego, co się dzieje w naszym pięknym kraju, jak również zaniepokojony tym, co zapowiadane jest na najbliższe miesiące, zmuszony jestem rozpocząć strajk. Strajk głodowy, bo taką formę przyjmę, rozpoczynam dnia 18.01.08 r. o godzinie 23:48 i trwać będzie do czasu spełnienia moich postulatów. Oto one:

  1. Domagam się podwyższenia wynagrodzenia o 600%.
  2. Wnoszę o zaprzestanie wszelkich protestów i strajków.
  3. Oczekuję spotkania z premierem i prezydentem.

Jeżeli moje postulaty nie zostaną spełnione w przyzwoitym czasie, wybiorę się do Warszawy na Wiejską w celu stworzenia 'Czarnego Miasteczka'. I tam dokonam żywota...

czwartek, 17 stycznia 2008

Gonitwa

Sir Pumphret i sir Limpney kochali lady Izabel, postanowili więc urządzić gonitwę, której zwycięzca otrzyma w nagrodę rękę ukochanej. Wiedzieli jednak, że lady Izabel jest przeciwna wszelkiemu współzawodnictwu, umyślili zatem, że będzie to "bieg przegrywających" i wygra go ten, którego koń ostatni przekroczy linię mety.

Pierwsza gonitwa przypominała farsę. Zawodnicy wystartowali bardzo powoli, potem zaczęli się cofać, wyjeżdżać poza tor i nigdy nie dotarli do mety. Druga gonitwa różniła się znacznie od pierwszej - obydwaj rycerze gnali do mety. Dlaczego?

środa, 16 stycznia 2008

Zakaz

Zakazy są po to, by je łamać! Podobno.

Ciekawe zatem, ile osób kliknie w poniższy obrazek:


i odwiedzi tym samym 'Stronę Zakazaną'?

wtorek, 15 stycznia 2008

Plemiona

To nasze plemię jest wyjątkowe,
takie niezwykłe, takie bojowe...
i żadne Tribu, -=AC=-, czy VIVA,
w żadnym wypadku nas nie wykiwa.

Kilka miesięcy juz tutaj gramy,
po przyjacielsku się tu wspieramy.
Ramzel - Bigoosa, Angre - Dagnira,
paw - Alexija i ja - Mirmila...

Jednak nadeszła pożegnań pora..
real nas wzywa męcząc jak zmora.
dziś Ramzel wraca na łono rodziny,
zostały mu już ostatnie godziny.

Więc dziękujemy Ci drogi Ramzelu
że z nami byłeś i że w tym celu
życie prywatne nam poświęciłeś
i tyle wiosek dla nas zdobyłeś...

choć myślę sobie drogi Ramzelu
gdybyśmy kiedyś po latach wielu
sie tu spotkali na nowym świecie
bo to najlepsza rozrywka przecież...

więc kiedy będziesz już bawił wnuki
chodził na spacer dokarmiać kruki
pamiętaj o nas każdego dnia,
że ktoś już wrócił i ktoś już gra...


W taki sposób pożegnała mnie Małgorzata I - założycielka plemienia do którego należałem w grze Plemiona. Grałem w tę grę mniej więcej tyle czasu, co prowadzę bloga, czyli już ładnych parę miesięcy. Dzień w dzień zaglądałem do moich wiosek, rozbudowywałem je, rekrutowałem wojsko, zdobywałem kolejne wioski. Gdy trzeba było - pomagałem innym, albo inni pomagali mi.

Kilka miesięcy wspólnej gry sprawiło, że człowiek nie tylko przyzwyczaił się do tego, że codziennie zaglądał do wiosek, ale po prostu zżył się ze współplemieńcami. Właśnie dlatego moja decyzja była dla mnie bolesna. Odkładałem ją z dnia na dzień. W końcu się przemogłem i oświadczyłem, że odchodzę.

Od tamtej pory minęło już kilka dni. I okazało się nagle, że mam całkiem sporo wolnego czasu. Nie, żebym się teraz nudził. Mogę jednak zrobić rzeczy z którymi wcześniej się nie wyrabiałem. Takie klasyczne coś za coś.

Coś się kończy, coś się zaczyna...

poniedziałek, 14 stycznia 2008

Czerwona Łada

HIT!
Wspaniały utwór dobrze zapowiadającego się zespołu!
Już niebawem zawojują Sopot, Opole czy inną Eurowizję!
Zapomnijcie o Elektrodzie!


CZERWONA ŁADA IS COMING!



niedziela, 13 stycznia 2008

Komis

Odwiedziłem ostatnio sklep ze sprzętem komputerowym, który prowadzi również sprzedaż artykułów używanych. Czyli po prostu komis. Planuję zakup dysku twardego, ponieważ 20 GB to na obecne czasy zdecydowanie za mało. Zwłaszcza dla gracza. :)

Dysku nie kupiłem, ale zauważyłem na półce bardzo fajną grę i to w złotej edycji! Medieval: Total War wraz z dodatkiem Viking Invasion. Po chwili namysłu zdecydowałem, że ją nabędę. I jak to zwykle w takich miejscach bywa, cena była ustalana 'live' czyli 'na żywo'. :)

Pan za ladą zaczął szukać w internecie informacji 'po ile stoi' taka gra. Widząc to uświadomiłem sprzedawcę, że "Nówka kosztuje 20 zł". Na to sprzedawca: "To też jest nówka! Tylko ma folię zdjętą. W dodatku to jest 'Złota Edycja'! 20 zł poproszę!"

W tym momencie, mimo chłodu na dworze zrobiło mi się ciepło. Jak można żądać od kogoś 100% ceny sklepowej za towar z drugiej ręki!? W (_!_) mam taki interes! Nie po to wybieram się do komisu, by płacić za używaną grę tyle samo, co za nową! To już wolę do 'normalnego' sklepu się wybrać i tam dokonać zakupu! A niejednokrotnie jest tak, że można nabyć grę po cenie niższej niż sugerowana przez producenta!

Może wziąłem to zbyt osobiście, ale odczułem to jak potwarz! Facet potraktował mnie jak naiwniaka, niedorozwoja jakiegoś!

Już chciałem wyrazić swą opinię na temat polityki cenowej prowadzonej przez sprzedawcę, gdy pojawił się szef placówki. Nie wiem, czy wiedział co się święci i dlatego się pokazał, czy może po prostu był to przypadek, że wyszedł z zaplecza. W każdym bądź razie napięcie jakie panowało w tamtym pomieszczeniu wyraźnie spadło. Sprzedawca szukał bratniej duszy i potwierdzenia od szefa, że "Ta gra to po 20 zł, nie?". Lecz wielce się zdziwił. Właściciel komisu wziął do ręki grę, spojrzał na mnie i powiedział: "Piętnaście. Zniżka dla stałego klienta"...

Taka propozycja była już zdecydowanie sensowniejsza i do przyjęcia. Skorzystałem z niej, dzięki czemu od kilku dni delektuję się grą... :D

sobota, 12 stycznia 2008

Symetria

Młody mężczyzna, świeżo po studiach zostaje aresztowany i mimo swej niewinności, rozpoznany przez starszą kobietę, jako sprawca napadu. Trafia do aresztu, gdzie decyduje się na oczekiwanie na wyrok wśród grypsującej części więźniów.

Jak bardzo wierzysz w swój system wartości? Czy da się przewidzieć ludzkie zachowania w warunkach ekstremalnych? Czy istnieje przyjaźń wśród więźniów? Na te i wiele innych pytań ten film próbuje odpowiedzieć.

Sytuacja robi się skomplikowana, gdy do celi zostaje przydzielony mężczyzna, który "lubi małe dziewczynki". Kodeks wartości Łukasza (głównego bohatera) zostaje wystawiony na ciężką próbę.

Znakomity film Konrada Niewolskiego.

piątek, 11 stycznia 2008

Niespodziewajka

Jak zwykle po powrocie z pracy, pierwsze co zrobiłem, to sprawdziłem skrzynkę mailową. Tak już mam, że mail ma troszkę wyższy priorytet niż np. jakiś tam obiad. Tak więc sprawdziłem 'odebrane', a tam czekało na mnie kilka nowych maili. Szybko ustaliłem kolejność odczytywania i zacząłem lekturę.

Na sam koniec zostawiłem sobie wiadomość z adresu o aliasie: 'bartgabriel.com' sądząc, że to SPAM, który jakimś cudem prześlizgnął się przez sito antyspamowe GMaila. Utwierdziłem się w tym przekonaniu początku treści:

"Witam, gratuluje wygranej w konkursie (...)"
I dalej:
"(...) w magazynie HARD ROCKER!!! (...)"
Jaki Hard Rocker? Co to w ogóle jest? Ciągle nabierałem pewności, że to SPAM. Tym bardziej, że dalej było tak:
"(...) Prosze o podanie adresu pocztowego, na ktory zostanie przeslana nagroda."
A! To o to chodzi! Adresami handlujecie! Nie ze mną te numery! Nie jestem taki naiwniak. O nie!

I już chciałem kliknąć w uśmiechający się do mnie serdecznie przycisk z napisem 'Usuń', gdy nagle... Oświeciło mnie!

W jednej chwili przypomniało mi się, jak to dawno, dawno temu (gdzieś w okolicach września 2k7!) trafił w moje ręce magazyn, który zwał się... Tak, Hard Rocker! Nie wiem dlaczego, ale go przejrzałem. Natrafiłem tam na pewien konkurs. Polegał on na tym, że wystarczyło wysłać do redakcji maila o podanej przez nich treści. Trzy pierwsze osoby miały zostać obdarowane jakąś nagrodą.

Ponieważ było wtedy wcześnie rano (coś koło 7:40) pomyślałem sobie, że gdybym tylko miał jak wysłać tego maila, to pewnie miałbym spore szanse. W końcu nie każdy o takiej porze ogląda takie czasopismo i jeszcze na dodatek maile wysyła. A jako, że jestem człek przebiegły, wykorzystałem swój spryt i posłużyłem się telefonem komórkowym! Wpisałem SMS-owym mailem wymagane hasło, dodając od siebie informację o moim właściwym adresie skrzynki elektronicznej. Tak na wypadek, gdyby mi się udało... ;)

I nagle, po około pięciu(!) miesiącach, gdy zdążyłem już o całej sprawie zapomnieć, odzywają się do mnie z redakcji Hard Rockera, prosząc o adres pocztowy! Pomijam fakt, że refleks to oni mają... Przez te 5 miesięcy mogłem już 3 razy maila zmieniać. Ważne jednak, że nie zmieniłem i informację o wygranej otrzymałem.

Pozostała jeszcze kwestia tego, CO ja właściwie wygrałem. W tym celu wystarczyło zerknąć na tytuł wiadomości:
"GRAM - COMPANY OF HEROES"
Wygrałem więc grę. I to nie byle jaką! Szkoda tylko, że jej minimalne wymagania sprzętowe są dla mojego komputera 'zabójcze'. :(
Tym niemniej cieszę się bardzo z wygranej i nie sprzedam gry. Z sentymentu. A kiedyś, w przyszłości będę dysponował maszyną, która pozwoli delektować się urokami NAGRODY...

czwartek, 10 stycznia 2008

Pobudka



Mam ostatnio problemy ze wstawaniem. Nawet do pracy się spóźniłem. :(

Jakie są skuteczne sposoby na poranne zamulenie?

środa, 9 stycznia 2008

Życzenie

Jestem po tak zwanej kolędzie. I choć nie było tak, jak przedstawiał to Kabaret Moralnego Niepokoju w skeczu "Wizyta księdza", to i tak było równie ciekawie.

Już trzeci rok z rzędu nasze lokum odwiedził ten sam ksiądz. Na zakończenie wizyty pytał zawsze głowę rodziny o to, czego życzyć. Zwykle wystarczało mu, gdy padała odpowiedź, że zdrowia. Tym razem jednak to było za mało i postanowił, że każda osoba powie sama od siebie, czego jej życzyć.

Manewr to dość ciekawy, bo zawsze można komuś życzyć tego, czego najbardziej pragnie, nie siląc się przy tym na jakąś oryginalność czy błyskotliwość. Gorzej dla pytanego. Musi się bowiem zastanowić, czego tak naprawdę chce, na czym mu najbardziej zależy. Trzeba też uważać, by nie palnąć czegoś głupiego.

Miałem to szczęście, że mogłem wyrazić swe życzenie jako ostatni. Dysponowałem więc najdłuższym czasem na zastanowienie, co i tak nie było niczym oszałamiającym. A czego sobie życzyłem?

Życzyłem sobie, aby nie było gorzej...

Bo ja to skromny człowiek jestem.

wtorek, 8 stycznia 2008

Cytrusy

Mieliśmy niedawno z m. styczność z oryginalnymi cytrusami. Ich kształt i kolor (okrągłe, pomarańczowe) wywoływał jednoznaczne skojarzenia. Jednak ich wielkość wprowadziła nas w konsternację. Na pomarańcze za małe, na mandarynki za duże.

Chwila skupienia zaowocowała (nomen omen) dwiema równoprawnymi koncepcjami nazw tych owoców.

  • Pomarynki
  • Mandarańczki
Czy ktoś wie, która z tych nazw jest właściwa?
A może jakaś zupełnie inna nazwa jest tą prawidłową?

poniedziałek, 7 stycznia 2008

Cytat

Miałem kiedyś w zwyczaju zapisywanie sobie co ciekawszych cytatów z czytanych książek. Nawyk był to dość ciekawy i zaskakująco przydatny. Najprawdopodobniej wrócę do tej praktyki.

Tymczasem, odnalazłem dzisiaj mój stary notes z takimi cytatami właśnie. I muszę przyznać, że to całkiem interesujące doświadczenie, poczytać co mnie (dawno temu) interesowało. Jak by nie było, wybór cytatów wiąże się w pewien sposób z osobistym światopoglądem.

Wśród wielu 'perełek' w notesiku znalazły się teksty pozbawione informacji o autorze i dziele z jakiego pochodzą. Pobieżna analiza treści pozwoliła na określenie epoki. Natomiast wnikliwa analiza pozwoliła na bezbłędne przypisanie autora i tytułu książki z których tekst pochodzi.

Ciekaw jestem, jak moi Czytelnicy poradzą sobie z tym zadaniem. :D
Poniżej znajdują się trzy cytaty. Wszystkie są tego samego autora i pochodzą z tej samej książki.
Do pracy, Rodacy! ;)

Cytat 1.

"Po wybuchu miny zaczęli nas zdobywać tyralierą. Bardzo nam się to podobało. My - w czterystu, ich stu, cała kolumna, w szyku bojowym, skradają się, widać, że traktują nas poważnie."
Cytat 2.
"Siedem razy strzelała do siebie, zanim trafiła. Taka ładna, duża dziewczyna z brzoskwiniową cerą, ale zmarnowała nam sześć naboi."
Cytat 3.
"Ważne było przecież, że się strzela. To trzeba było pokazać. Nie Niemcom. Oni to potrafili lepiej. Temu innemu światu, który nie był niemieckim światem, musieliśmy pokazać. Ludzie zawsze uważali, że strzelanie jest największym bohaterstwem. No to żeśmy strzelali."

niedziela, 6 stycznia 2008

Smutno


Po kilkunastu dniach pobytu w rodzinnym domu moja Ukochana znów wyjeżdża...
Wiem, że tak musi być...
Ale i tak mi smutno...
I tęskno...

Nawet nie mam siły na notkę...
Dlatego w myśl zasady:
'Lepiej nic nie mówić, niż głupio milczeć.'
Nic nie mówię/piszę...

Czekam...

sobota, 5 stycznia 2008

Oświadczyny


Powyższy komiks jest efektem mojej pracy z kreatorem na stronie: Garfield's Comic Creator.

piątek, 4 stycznia 2008

Dialogi

wislaw: wezcie podajcie jakies uczelnie renomowane na swiecie?
hard: Oxford, Harward, Cambridge
adek: Hogwarth

karol: czyli ponieśliśmy sukces!
patryk: nie mozna poniesc sukcesu - poniesc to mozna kleske, a sukcesy sie odnosi
patryk: pani Cie w szkole nie uczyla?
karol: uczyla, ale odniosla porazke

kubusz: No i...?
exel: No i nic, pustka, empty, brak, deficyt, zero, kaczynski...

marecky: najpierw było UB potem SB
mita: taa, a teraz jest USB

gosposia: jakie są "domowe" spsosby sprawdzania czy telefon jest na podsłuchu?
pi: zadzwoń do koleżanki, że ugotowałaś kota na obiad i obserwój domowników

bieliq: najbardziej z mc donald'a to lubie darmowe ubikacje

lukasol: Wczoraj śmialiśmy się z dziadkiem do utraty tchu. Dziadek wygrał.

kaminari: strasznie mi sie podoba ta nowa piosenka szakiry
nav: ja tam nie mam takich problemow

stefan: wypadek miałem...ale nic mi się nie stało
banan: co? jak to sie stało?
stefan: normalnie jadę sobie spokojnie, aż tu nagle..
stefan: jakis debilny hydrant wymusił mi pierwszeństwo
banan: lol

Powyższe przykłady to tylko niewielki odsetek całych zasobów serwisu bash.org.pl czyli miejsca, gdzie gromadzone są niezwykłe (pod różnym względem) dialogi z chatów i IRCa. Zachęcam do zaglądania tam w wolnych chwilach. ;)

czwartek, 3 stycznia 2008

LightScribe

W numerze 25/2007 magazynu Komputer Świat tematem numeru było nagrywanie płyt. Jeden z rozdziałów artykułu nosił tytuł "Nadruki na płycie CD/DVD". Tam też pokazywano krok po kroku, jak przygotować papierową naklejkę na płytę. Umieszczono tam również ramkę zatytułowaną: "LightScribe - czy warto?"
Pozwolę sobie zacytować tu jej treść:

Technologia LightScribe pozwala na wypalanie nadruku za pomocą lasera nagrywarki CD-RW. Nie musimy martwić się o naklejki, drukarki czy odpowiednie mazaki. Okazuje się jednak, że ta metoda ma także wady. Kolorystyka tego typu wydruków praktycznie nie istnieje. Nośniki najczęściej mają kolor kawowy, a nadruk na nich jest czarny. Od niedawna dostępne są cztery inne kolory pyt, niestety, na razie praktycznie nieosiągalne na polskim rynku. Kolejną wadą jest czas wydruku. Projekt widoczny na zdjęciu wymaga kilku godzin niezakłóconej pracy nagrywarki...
Tak się składa, że zakupiłem niedawno nagrywarkę z technologią LightScribe właśnie. Na szczęście zrobiłem to zanim przeczytałem cytowany tekst.

Po pierwsze - nadruk nie jest czarny lecz w odcieniach szarości. Wszystko jest więc wystarczająco czytelne.
Po drugie - to nic dziwnego, że kolorowe wersje płyt (muszą być to płyty odpowiednio dostosowane do LS) są mało dostępne, skoro to nowość.
Po trzecie - twierdzenie, że na wydruk wzoru widocznego na fotografii potrzeba kilku godzin to jakaś kpina. Drukowałem już nie jedną etykietę w o wiele bardziej skomplikowane wzory, nawet fotografie. I jeszcze nigdy druk nie trwał dłużej niż kilkanaście minut! Nawet nie kilkadziesiąt. A oni o godzinach piszą...
Po czwarte - nadrukowana etykieta nawet, jeśli składa się tylko z tekstu, zawsze będzie prezentowała się lepiej, niż płyta opisana markerem.
Po piąte - różnica w cenie pomiędzy nagrywarką z LS i bez wynosi 10 zł. Zatem nawet, jeśli autor omawianego tekstu miałby rację, to i tak żal nie skorzystać.

Aż dziwne, że Komputer Świat takie bzdury wypisuje...

środa, 2 stycznia 2008

Tu i tam


Jestem tu.
Chcę być tam.
Idę więc...

Doszedłem.
Ale gdzie jestem?
Tu czy tam?

Tam mnie nie ma.
Jestem więc tu.
Chciałem być tam.
Szedłem tam.
A doszedłem tu.

Jest sposób.
Bym był tam.
Gdy będziesz tam.
Ja będę tu.
Dla Ciebie będę tam.

Potrzebuję więc Ciebie.
By być tu i tam.

wtorek, 1 stycznia 2008

Day after

I po Sylwestrze. Jak weszliśmy w Nowy Rok? Jak zwykle. Na ulicach pełno nieposprzątanych resztek po petardach i fajerwerkach. Gdzieniegdzie plamy ze zbyt wcześnie i nie tą stroną co zwykle, pozbytymi się produktami przemiany materii. Co kawałek cząstki szkła, które wcześniej stanowiły opakowanie dla szampana. I dzieci z niestandardową liczbą palców u dłoni.

Co rok to samo. Aż strach pomyśleć, co będzie dalej...