piątek, 30 listopada 2007

Bezrybie



Na bezrybiu i rak ryba.


Powiedzenie znane dość powszechnie. Czy jednak równie powszechnie się nad nim zastanawiano? Przecież, jeżeli założyć, że na bezrybiu rak to ryba, to miejsca przebywania raka nie można nazwać bezrybiem. A skoro obszar przebywania raka nie jest bezrybiem, to raka nie można nazwać rybą.

Taki mały paradoksik. :)

czwartek, 29 listopada 2007

Zaproszenie

Krytycy.pl Serwis Krytycy.pl wprowadził pewne ułatwienie rekrutacyjne. Jeżeli ktoś nie może się zdecydować na przystąpienie do programu - wystarczy, że wpisze poniżej swój adres e-mail:



Na podany adres zostanie wysłane specjalne zaproszenie. Ponoć niektórzy potrzebujuą takiej motywacji. ;)

środa, 28 listopada 2007

Exit

- Mamo, mogę wyjść do kolegi?
- Do jakiego kolegi?
- Do Karola. Z klasy.
- On się dobrze uczy?
- Najlepiej w klasie.
- A zachowanie?
- Wzorowe.
- Gdzie on mieszka?
- Przed dworcem.
- Po co chcesz tam iść?
- Film obejrzeć.
- Jaki film?
- Jakąś komedię.
- Jaką komedię?
- Nie wiem.
- Kto tam będzie?
- Karol, ja i dwie koleżanki.
- Jakie koleżanki?
- Znajome Karola.
- Znasz je?
- Jeszcze nie.
- Ile mają lat?
- Tyle co my.
- Będziecie tam sami?
- Nie, Karola mama też będzie.
- O której chcesz wrócić?
- O ósmej.
- Sam będziesz wracał?
- Nie, Karola mama nas odwiezie.
- Zadanie domowe zrobione?
- Zrobione.
- Nauczony na jutro?
- Tak.
- Lektura przeczytana?
- Jeszcze nie.
- Dlaczego?
- Bo jeszcze nie trzeba.
- Referat napisałeś?
- Już nawet oddałem.
- Posprzątałeś w pokoju?
- Tak.
- Dokładnie?
- Bardzo dokładnie.
- Odkurzyłeś?
- Oczywiście.
- Za tapczanem też?
- Też. To mogę iść?
- Nie!
- Dlaczego nie!?
- Bo jesteś chory.

wtorek, 27 listopada 2007

Spotkanie

Na osiedlu spotkały się dwie przyjaciółki ze szkolnych lat. W opowieściach po latach okazało się, że jedna z nich ma trzech synów, których iloczyn wieku jest równy 36, a suma ich wieku jest równa liczbie okien domu, pod którym stoją (a była to liczba pierwsza większa od 12).

Koleżanka nie mogła określić wieku dzieci, więc uzyskała dodatkową informację - starszy syn był blondynem. Ta informacja już wystarczyła - i kobieta podała wiek dzieci swojej koleżanki.

Potrafisz też to zrobić?

poniedziałek, 26 listopada 2007

Empatia


Empatia wg definicji:

  • Poznawcza świadomość i rozumienie emocji oraz uczuć innej osoby.
  • Zastępcza reakcja afektywna na doświadczenia emocjonalne innej osoby, polegająca na odzwierciedlaniu lub naśladowaniu tej emocji.
  • Przyjmowanie, w czyimś pojęciu, roli innej osoby.
  • Niezwerbalizowany, niejawny proces komunikacji, w którym postawy, uczucia i osądy są przekazywane od osoby do osoby bez publicznej jej artykulacji.

Po ludzku można powiedzieć, że empatia to takie wczuwanie się w sposób doświadczania drugiej osoby, tak jakby się nią było. Zatem aby tego dokonać, niezbędne jest poznanie różnic dzielących nas, oraz łączących nas podobieństw. Bez świadomość różnic nie jesteśmy w stanie 'wczuć się' w tę drugą osobę. Zamiast tego, będzie dla nas dziwne, że ktoś lubi lody waniliowe, skoro 'wiadomo', że najlepsze są czekoladowe.

W życiu codziennym mamy bardzo często do czynienia ze zjawiskiem, które pozwoliłem sobie nazwać 'empatią pozorną'. O co chodzi? O książki, filmy i gry komputerowe. W tych trzech mediach dziejąca się w nich akcja i losy bohaterów są w taki sposób przekazywane odbiorcy, że ten ma wrażenie stopienia się z bohaterem, współprzeżywania jego historii. Zwłaszcza w grach komputerowych jest to bardzo odczuwalne. Tam bowiem nie tylko poznajemy to, co zostało wcześniej przez kogoś zmyślnie zaprojektowane i przedstawione. W grach mamy możliwość samodzielnej ingerencji w poczynania prowadzonego przez nas bohatera. Ten rodzaj empatii nazwałem 'pozorną', ponieważ nasza zdolność współodczuwania ograniczona jest granicami wytyczonymi przez twórców. To oni tak naprawdę decydują o tym, ile szczegółów poznajemy i jak dokładny mamy ogląd sytuacji. Przez to nie mamy możliwości prawidłowej interpretacji faktów, ponieważ autor zataił przed nami pewien szczegół, który okazuje się być zwykle punktem zwrotnym.Mimo to tworzy się pewna więź z bohaterem, która sprawia, że cieszymy się z jego sukcesów, smucimy się niepowodzeniami, a czasem nawet płaczemy z powodu tragedii, która go spotkała.

W prawdziwym życiu jest jeszcze bardziej skomplikowanie. Psychoanalitycy toczą spór o to, czy empatia jest błogosławieństwem, czy przekleństwem. Ci drudzy twierdzą, że każde empatyczne połączenie się z jakimś obiektem powoduje utratę tożsamości. Przeciwnicy tej teorii twierdzą natomiast, że empatia jest bardzo ważnym czynnikiem rozwoju osobowości, dzięki której wyrabiają się w nas pozytywne nawyki, takie jak uprzejmość, życzliwość, zainteresowanie sprawami innych. Nawet w odniesieniu do osób zupełnie obcych. Osobiście skłonny jestem do pogodzenia ognia z wodą. Twierdzę bowiem, że człowieka empatycznego porównać można do świecy, która wprawdzie sama się spala, ale w momencie, gdy to się dokonuje, jest wielką pomocą dla innych.

Empatia najpełniej realizuje się w miłości, zwłaszcza w miłości partnerskiej. Bo to właśnie tam zdolność do postrzegania świata oczami tej Lepszej Połowy jest kluczem do uszczęśliwienia Jej. To umiejętność współodczuwania pozwala nam zorientować się, co będzie najlepsze dla Drugiej Połowy. Dzięki empatii wiemy, jak rozmawiać i jak postępować, by służyło to rozwojowi związku. Każdy z nas przeżywa miłość po swojemu. Zatem zrozumienie, jak ta druga osoba postrzega miłość, i czego w związku z tym oczekuje, jest kluczem do szczęśliwego i trwałego związku.

Empatia źle wykorzystana może być niebezpieczna. Odpowiednie dostosowywanie swojego zachowania do sposobu myślenia 'ofiary', może prowadzić do manipulacji. Na szczęście i ta cecha znalazła odpowiednie zastosowanie. Prawdopodobnie właśnie empatia jest głównym orężem policyjnych negocjatorów w poskramianiu szaleńców i/lub desperatów.

Pamiętać też należy, że empatia to nie 'kopiowanie' zachowań i sposobu myślenia kogoś innego. Klonów nam nie trzeba. Po co nam kolejna osoba z takimi samymi problemami? Empatia jest po to, by lepiej zrozumieć drugiego człowieka. By poznać jego sposób postrzegania świata. I na tej podstawie, w oparciu o własne doświadczenia pomóc w rozwiązaniu ewentualnych trudności. Bo razem łatwiej. Bo razem lepiej.

niedziela, 25 listopada 2007

Katyń

O tym filmie, jak o każdej tzw. 'superprodukcji', było głośno dużo wcześniej niż na dobre ruszyły nad nim prace. I to z dość ważnego powodu - osobiste zaangażowanie reżysera. Niby to normalne, ale tym razem to coś więcej. Poza tym, że to ostatni film pana Wajdy, miał to być hołd oddany ofiarom masakry w Katyniu. Do tych ofiar zalicza się również ojciec reżysera.

Powiem tak. Plan został zrealizowany - hołd oddano. Ale nic poza tym. Sam film, jako taki jest postrzępiony na drobne kawałki. Coś podobnego można było zaobserwować w filmach biograficznych o Janie Pawle II. Co poznamy jakiegoś bohatera, ten za moment ginie. I to nie w Katyńskim lesie. Bodaj dwie, trzy osoby przewijają się przez cały film.

I tu dochodzimy do największej bolączki tej produkcji. Wydaje mi się, że reżyser chciał za dużo przekazać. Nie wprowadza nas w klimat, w życie bohaterów, byśmy mogli ich polubić, zżyć się z nimi. Zamiast tego otrzymujemy urywki z życia, które nijak nie łączą nas uczuciowo z bohaterami. W efekcie filmu nie przeżywa się tak, jak można by przeżywać. Również zabieg wplecenia archiwalnych materiałów filmowych jest moim zdaniem źle zrealizowana. Powoduje bowiem jeszcze silniejsze oderwanie od opowiadanej fabuły.

Słyszałem różne opinie na temat "Katynia". Między innymi taką, że jest to coś więcej niż film, niczym "Pasja" Gibsona. Jak dla mnie, stwierdzenie takie jest krzywdzące dla "Pasji". "Katyń" bowiem się ogląda, nie przeżywa... To jest po prostu film. Fakt, że film jest filmem właśnie nie jest oczywiście jego wadą. Obejrzeć można, ale czy warto...?

sobota, 24 listopada 2007

Słowomaniak




Moją pasją są SŁOWA.
Dosłownie. :)





Mojemu zamiłowaniu do słów i dosłowności daję upust na wiele sposobów. Mogę na przykład czepiać się stosowania niewłaściwego słownictwa: 'Byle jakie', 'Reszta', 'Niech'. Dobrą rozrywką są ćwiczenia słowne: 'Język'. Bardzo ciekawym doświadczeniem są eksperymenty słowne: 'Novomofa'. Mogę cieszyć się językowymi paradoksami: 'Mama Muminka'. Bawi mnie nieświadomość treści: 'Okradnij mnie', 'Winda do nieba'. Lubię niestandardowe wykorzystania słów: 'Po co'. Poprawiają mi humor wpadki, te stylistyczne: 'Członek', i ortograficzne: 'Nietylko'. Czasem nawet pobawię się w gry słowne: 'GRA'.

Mym ulubionym rodzajem humoru jest oczywiście humor słowny i dosłowny:

- Wolę długi niż krótki - rzekł bankier.
- Znany dziennikarz utrzymywał, że lepiej by oczytanym niż opisanym.
- Wolałbym być wolny niż szybki - stwierdził bandyta w więzieniu.
- Niemowlak zlał się z otoczeniem.
- W czasie obrączkowania ptaków ornitolog puścił pawia i bąka.
- Ktoś podpalił bimbrownię, wskutek czego zgorzała.
- Narobiłaś niezłego bigosu - pochwalił gość kucharkę.
- Prawda leży pośrodku - rzekł grabarz wskazując kilka nagrobków.
- W trakcie Sylwestra policjant uporał się z korkiem.
- Idzie garbaty przez ulicę przewrócił się zakołysał i usnął.
- Szedł sobie Bethoven i Bach!
- Siedzą na gałęzi dwa gołębie: jeden grucha, drugi jabłko.
- Stoją sobie dwa rosoły. Jeden za słony a drugi firanki.
- Siedzą dwie żaby. Jedna kuma, a druga nie.
- Szedł sobie bezrobotny i spotkał go zawód.
- Ukradł facet krzesło i poszedł siedzieć.
- Poszedł staruszek do lasu i zgrzybiał.
- Poszedł ślimak do łazienki i zabrał muszlę.
- Żołnierz chciał się zabawić. Wszedł na minę i nieźle się rozerwał.
- Zbuje napadli na Jasia. Od tego czasu zmienił się nie do poznania.
- Szedł facet przez ogród i nalał w pory.
- Wyjrzał żołnierz z okopu i coś mu do łba strzeliło.
- Pojechał filatelista na wojnę i dostał serię.
- Wygląda facet przez okno, patrzy, a tam ludzkie pojecie przechodzi.
- Szedł turysta po górach i szlag go trafił.
- Szedł facet koło koparki i dał się nabrać.
- Słyszałem huk na ulicy, to komuś spadł kamień z serca.
- Szedł facet po lodzie i się załamał.
- Szedł facet koło piły i się urżnął.
- Szedł facet koło szczoty i go przeczyściło.
- Szedł facet koło półki z przyprawami i go opieprzyli.
- Szedł facet koło bajora i go przymuliło.
- Szedł facet koło czołgu i go oblazły gąsienice.
- Szedł facet koło prysznica i się spłukał.
- Wszedł facet do kibla i olał sprawę.
- Szedł facet koło latarni i go oświeciło.
- Wstąpił facet do chóru i wszystko wyśpiewał.
- Szedł facet koło łopaty i go wkopali.
- Szedł facet brzegiem morza i zrobili z niego bałwana.
- Kupił facet pędzel i coś zmalował.
- Szedł facet koło lustra i mu się odbiło.
- Facet zgubił zegarek i odtąd nie miał czasu.
- Facet znalazł korek i go zatkało.
- Szedł facet koło butelki i mu wlali.
- Szedł facet koło stadniny i zrobili go w konia.
- Szedł facet po zboczu i się stoczył.
- Dokładał facet do pieca i się do tego zapalił.
- Kupił facet czajnik i aż się w nim zagotowało.
- Szedł facet koło wodociągu i się zmył.
- Szedł facet koło młotka i był trochę stuknięty.
- Szedł facet podczas wichury i gdzieś zwiał.
- Szedł student koło pompy i oblał egzamin.
- Szedł facet koło piasku i go wsypali.
- Oglądał facet wyżymaczkę i go to bardzo wciągnęło.
- Kupił facet nożyczki i wyciął komuś kawał.
- Dziadek wziął udział w zawodach balonowych i nieźle wypadł.

A moim skrzywieniem, które często daje się we znaki moim rozmówcom jest 'łapanie za słówka'.
Ale taki już jestem. ;)

piątek, 23 listopada 2007

Nie chce

Żeby mi się chciało tak, jak mi się nie chce!


Czasem to zdanie mnie nie opuszcza. Wije się po mej głowie niczym robak, którego przymusowo na ryby zabrano. Na szczęście zwykle jest tak, że stan ten mija i mogę spokojnie wrócić do realizacji zamierzonego celu. Niestety czasami 'nie chcenie' nie chce ustąpić. Muszę się wtedy zmuszać i motywować, choć i to nie zawsze pomaga.

Pojawia się wtedy pytanie zasadnicze. Czy jeżeli zrobię coś przymuszony, nawet jeśli przymuszałem sam siebie, to czy praca, jaką wykonam będzie zrobiona dobrze? Bo satysfakcji, to raczej nie przyniesie. Wiadomo, są rzeczy na które nasza motywacja nie ma wpływu, które tak czy siak wykonać trzeba. Zapłacenie rachunków, pójście do pracy, spłata kredytu, nauka do egzaminów (...). Są to rzeczy od których się nie ucieknie 'nie chceniem'.

Ciągle mamy (niestety) możliwość podziwiania efektów pracy wykonanej pod wpływem przymuszonej motywacji. Mam na myśli bloki wielkopłytowe. Wszyscy(?) wiemy, jakie owoce pozostawiła po sobie praca niechciana, motywowana normą i przodownictwem pracy. Krzywe ściany, dziury w łączeniach, skrzynki na liczniki elektryczne wmurowane pod kątem 45 stopni... To blokowa normalność. :(

A wszelkiego rodzaju budżetowi urzędnicy? Takiego, który podejdzie do sprawy petenta 'po ludzku', zrozumie jego sytuację i zrobi wszystko by jak najlepiej i najszybciej mu pomóc, to ze świeczką szukać.

W powyższych przykładach raczej nie mamy wyboru. Musimy się z tym zmierzyć, czy tego chcemy czy nie. A co ze sprawami prywatnymi, osobistymi? Tu powinniśmy mieć najwięcej do powiedzenia, bo to od nas zależy, co uczynimy.

Czy powinniśmy zmuszać się do wykonywania prac niekoniecznych, jeśli nam się nie chce? Podobno 'co się odwlecze, to nie uciecze'. Niestety często tak bywa, że jednak uciecze. :( Z drugiej zaś strony, zmuszać się do czegoś na co nie ma się ochoty to już prawie masochizm.

Można stwierdzić, że skoro mi się nie chce, to przecież nie muszę. W końcu nic złego się nie stanie. Ale przecież wcześniej postanowiłem, ze to zrobię. Więc może jednak?

czwartek, 22 listopada 2007

Byle jakie

Przychodzi klient do sklepu. Do tradycyjnego sklepu w którym jest lada, a za ladą sprzedawca. Brak kasy, czy nawet hali samoobsługowej. Normalny sklep w którym klient musi wejść w interakcję ze sprzedawcą, by dokonać jakiegoś zakupu.

Wyobraźmy sobie, że pomiędzy [K]lientem a [S]przedawcą następuje mniej więcej taka wymiana zdań:

[K] - Poproszę chipsy.(*)

[S] - Jakich? - Pada pytanie sprzedawcy, który nie chce decydować za klienta w kwestii wyboru smaku, czy wielkości paczki.

[K] - Bule jakie! - Pada szczera odpowiedź.

I co w takiej sytuacji powinien zrobić sprzedawca? Powinien załamać ręce i/lub się. Ale ten o którym piszę jest dość niestandardowy. A jako, że uznaje zasadę - 'jakie pytanie, taka odpowiedz', grzecznie wyjaśnia:

[S] - U nas nie ma byle jakich. U nas są same dobre...

----------------------------------------------------------
(*) Niekoniecznie to chipsy mogą być. Równie dobrze może chodzić o wafelki, batony, czekolady, napoje... Cokolwiek, co ma kilka wersji smakowych lub wielkościowych.

środa, 21 listopada 2007

Novomofa

YoŁ Zi0mU$ie!

C0 tAm U WaZ $łYchoWAć? U mnie $p0Xik! NaVEt Fa$Zej m0fY $iEm UcZ3m. JuSH YoM NaF3T $to$uJeM. YaG mNI3 iĆ3? 83Nci3MY $iEM t3Ra$ m0KLi d0kaTAć B3$ Pr0pLeMU. 8A, nAF3t nA pL0qu t3N j3n$yK $iEm $w13dN13 pr3s3nTuY3!

a TaG $3r10, T0 $13M saStANaV1aM NaT p3Fn0M $z3cZ0m. cZy T0 jA j3zT3M d0 tYŁu, cY c1, c0 taG p1$z0M $0m $a bARc0 d0 p$zoTu?

wtorek, 20 listopada 2007

Pendrive

Mała rzecz a cieszy! I to jak!

Urządzonko wielkości małej zapalniczki o możliwościach kombajnu. Według mnie jest to jeden z najlepszych i najważniejszych wynalazków branży komputerowej. Pamięć USB, bo o niej mowa, może sprawić, że każdy komputer stanie się 'Twoim osobistym'. Na każdym sprzęcie poczujesz się 'jak u siebie'!

Oprócz oczywistej funkcji łatwego nagrywania, przechowywania i przenoszenia danych, pamięć flash charakteryzuje się tym, że przy zastosowaniu odpowiednich, specjalnie do tego przystosowanych aplikacji, może stać się mobilnym biurem / domem / centrum rozrywki.

Łączysz się z internetem na wielu komputerach i zależy Ci, by zawsze mieć dostęp do swoich zakładek ulubionych i ustawień przeglądarki? Nie masz możliwości zainstalowania na sprzęcie firmowym żadnej aplikacji (np. komunikatora internetowego)? Chcesz pochwalić się przed znajomymi efektami swej pracy w jakimś programie, ale nie wiesz, czy te pliku uda się tam odczytać? Cenisz sobie prywatność i bezpieczeństwo danych? Chcesz zablokować nieautoryzowany dostęp do Twojego komputera?

Jeśli choćby na jedno z powyższych pytań Twoja odpowiedź brzmiała 'tak', to zainwestuj w pendrive. Ja zrobiłem to już dawno i ani przez chwilę nie żałowałem. Ba, jestem nawet bardziej zadowolony niż się spodziewałem. Coraz więcej programów deczekuje się wersji 'portable'. Coraz więcej stron i serwisów zajmuje się katalogowaniem tego rodzaju softu (Portable Apps, PenSoft.pl). I w zdecydowanej większości są to programy freeware.

Oczywiście taka mobilność, jaką oferuje pamięć USB wiąże się z zagrożeniem infekcji wirusowej. I to obustronnej. Ale nic przecież nie stoi na przeszkodzie, by na pendrivie zainstalować program antywirusowy.

Dla mnie, obok komórki, jest to jedna z tych rzeczy, z którymi się nie rozstaję.

poniedziałek, 19 listopada 2007

Apel


Na apelu szkolnym zgromadziła się ponad połowa z ogólnej liczby 1820 dzieci.

Nauczycielka postanowiła ustawić je w równych szeregach. Okazało się, że dwuszereg jest niemożliwy - jedna para była niepełna. w trójki podobnie. W czwórki, piątki, szóstki - to samo. Dopiero w siódemki udało się ustawić uczniów 'bez reszty'.

Ilu uczniów było na apelu?

niedziela, 18 listopada 2007

Wersja ostateczna

Ludzkie wspomnienia. Rzecz bardzo osobista, indywidualna i bardzo prywatna. Wspomnienia są naszą własnością, lecz to, w jaki sposób pamiętają nas inni zależy nie tylko od nas. Zależy od osobistych wspomnień ludzi z którymi mieliśmy przyjemność spotkać się w życiu.

Co jednak, jeśli by się okazało, że istnieją implanty, które wszczepione w głowę rejestrują nasze wspomnienia? Nawet nie tyle wspomnienia, co wszystkie nasze poczynania, tworząc z naszego życia film. Materiał z implantu można wydobyć z osoby, której już się nie przyda, czyli z trupa. Taki film trafia do 'wycinacza', który montuje z niego tzw. 'wspominki'.

'Wspominki' to nic innego, jak film z najważniejszymi chwilami z życia osoby wspominanej. Wszystko po to, by znajomi, rodzina i przyjaciele pamiętali zmarłego, jak najlepiej. Obraz może być jednak tak zmontowany i zmanipulowany, że seryjny morderca będzie pamiętany jako czuły i kochający mąż, który nawet muchy by nie skrzywdził.

Powstaje więc szereg pytań. Na ile ingerencja w ludzkie wspomnienia jest etyczna i moralna? Kto ma prawo decydowania o tym, co należy pamiętać, a o czym zapomnieć? Według jakiego kodeksu powinno się 'przycinać' wspomnienia? Jaka jest cena prywatności? Kto tak naprawdę powinien decydować o tym, jak jesteśmy pamiętani?

Na te i wiele innych pytań próbuje odpowiedzieć film "Wersja ostateczna" (Final cut). Niewątpliwie zarówno zwolennicy, jak i przeciwnicy implantów mają sporo racji. A film stawia nas przed wyborem nie 'mniejszego zła', lecz 'większego dobra'. Widzowie nie otrzymują jednoznacznej odpowiedzi. To od ich decyzji zależy, jaka będzie ich wersja ostateczna...

sobota, 17 listopada 2007

EURO 2008

JESTEŚMY W EURO 2008!

Czy trzeba pisać coś więcej? ;)

piątek, 16 listopada 2007

Zaufana strona

Krytycy.plJak nie robiąc nic zarobić kasę? Wbrew pozorom to pytanie wcale nie jest takie głupie. Okazuje się bowiem, że jest na nie co najmniej kilka odpowiedzi. Na jedną z nich wpadli założyciele serwisu www.zaufanastrona.pl, którzy zarabiają pieniądze za to, że ktoś inny się natrudzi.

Na czym to polega? Chętni do uzyskania certyfikatu serwisu składają aplikację, zobowiązując się jednocześnie do przestrzegania zasad warunkujących otrzymanie certyfikatu. Pracownicy serwisu nie robią nic, prócz sprawdzenia, czy dany kandydat wywiązuje się ze zobowiązań. Kasując za to trzysta złotych.

W sumie sama idea serwisu zaufanastrona.pl jest bardzo dobra i pewnie warto by się tym zainteresować, gdyby nie pewien fakt. Otóż mamy tu do czynienia z pewnego rodzaju manipulacją faktami. Zachęcając do skorzystania z oferty, przytaczane są wyniki badań. Niby w porządku, bo wyniki te mogą rzeczywiście zachęcić, gdyby nie fakt, że te badania zostały przeprowadzone w 2005 i 2006 roku. Od tamtego czasu naprawdę wiele się zmieniło w kwestii bezpieczeństwa w sieci...

czwartek, 15 listopada 2007

Reszta

Wybrałem się na zakupy. Odwiedziłem stosowny sklep, wybrałem potrzebne towary i udałem się do kasy w celu opłacenia należności. Tak się złożyło, że łączna suma zakupów miała końcówkę 90 groszy. Pani kasjerka stwierdziła:

- Niestety, muszę być 10 groszy dłużna. Proszę kiedyś wejść i się upomnieć.

Ja zrobiłem wielkie oczy zastanawiając się, czy ta kobieta rzeczywiście spodziewa się, że ktoś wejdzie do sklepu, aby się o 10 groszy upominać? Pani widząc moją reakcję kontynuowała:

- Niestety nie mam 10 groszy. Mam tylko 20.

Już wychodziłem, gdy pani jeszcze mówiła, ale nie byłbym sobą, gdybym tego nie skomentował. Rzekłem więc:

- To chyba raczej w drugą stronę powinno działać, prawda?

A pani na to:

- Z drugiej strony ma pan rację. [Tu nastąpiła krótka pauza] To ja mogę panu dać te 20 groszy...

- Do widzenia.

Grzecznie się pożegnałem i wyszedłem.

W całej tej sytuacji nie chodziło mi wcale o to, żeby te grosze odzyskać. Od ich braku nie będę musiał przecież przejść na dietę, czy inny post. Chodziło mi po prostu o pewne zasady. Wszak posiadałem niezbędną ilość gotówki potrzebną do zrealizowania transakcji. Zatem ze swojej roli wywiązałem się całkowicie. Pani kasjerka natomiast nie wydała przysługującej mi reszty.

Takie sytuacje oczywiście się zdarzają. Wiem o tym aż nazbyt dobrze. I pewnie w normalnych okolicznościach machnął bym na to ręką. W końcu to naprawdę groszowe sprawy. Szybko bym o tej sytuacji zapomniał, gdyby nie pewien szczegół.

Gdyby tylko szanowna pani kasjerka, informując mnie o niemożności wydania mi odpowiedniej reszty, nie użyła słowa 'muszę'...

środa, 14 listopada 2007

Incognito

Anonimowość w sieci to zarówno błogosławieństwo, jak i przekleństwo. Dla mnie raczej to pierwsze, gdyż Czytelnicy oceniają mnie po tym, co piszę. Nie zaś przez pryzmat tego, że to 'ja' piszę.

Niestety nie wszyscy szanują prawo do statusu incognito.

Jakiś czas temu, słuchając Programu Trzeciego Polskiego Radia postanowiłem napisać do nich maila odnoszącego się do treści programu aktualnie nadawanego. Mail został w całości przeczytany na antenie, ale prowadzący audycje mówiąc o autorze listu podał moje prawdziwe imię(!), nie zaś pseudonim, którym się podpisałem!

Skąd miał tę informację? Z mojej naiwności. Stwierdziłem bowiem, że skoro podpisuję się w konkretny sposób, to przy ewentualnym upublicznieniu treści listu zostanę przedstawiony tak, jak się podpisałem. I dlatego mail został wysłany ze skrzynki, której adres składa się z mojego imienia i nazwiska. A prowadzący audycję postanowił być sprytniejszy ode mnie i olał podpis...

Co w tym złego? Pewnie nie jednemu z Czytelników takie pytanie na usta się ciśnie. Ano to, że w tej sytuacji _nie_ mogę_ opublikować na blogu nagrania z programu, gdyż w znaczny sposób ułatwiłoby to Czytelnikom z mojej miejscowości zidentyfikowanie autora tych słów.

Poza tym wydaje się, że Pan Dariusz Bugalski (prowadzący audycję) nie bierze pod uwagę takiej sytuacji, że list z adresu mailowego niekoniecznie musi być pisany przez właściciela tegoż. Ciekawe, co zrobiłby redaktor, gdyby z maila np. 'damian.krzywy@jakas-poczta.com' otrzymał wiadomość, której treść jednoznacznie by wskazywała na to, że autorem jest kobieta, a sam list podpisany jako Michael?

wtorek, 13 listopada 2007

Strzykawki

Zadanie jest proste:

Co przedstawia poniższa fotografia?

poniedziałek, 12 listopada 2007

Hi way

Jak specjaliści od krótkich skeczy kabaretowych mogą zrobić film pełnometrażowy? Stworzyć film składających się z kilku mniejszych!

Ten prosty pomysł okazał się dość skuteczny. Film 'Hi Way' kabaretu Mumio to zbitek kilku skeczy połączonych tak zwaną fabułą. Dwójka głównych bohaterów to początkujący filmowcy marzący o wielkim świecie kina.

Cała akcja fabuły właściwej toczy się w, lub obok znanego z plakatów samochodu. Jadąc tym autkiem wymieniają się pomysłami na scenariusze swoich przyszłych hitów filmowych. A rzeczone wcześniej skecze, to wizualizacje tych scenariuszy.

Film nie jest jakimś wielkim arcydziełem, choć czasu na jego oglądanie nie żałuję. Szczerze przyznam, że kilka razy w czasie seansu głośno się zaśmiałem. Tym niemniej uważam, że zrobienie jednego prawdziwie pełnometrażowego skeczu dało by lepszy efekt, niż zbitek pięciu pomniejszych.

Jeszcze kwestia hasła reklamowego, jakoby był to 'film, który trzeba obejrzeć 2 do 3 razy'. Zobaczyłem go raz. I wystarczy. Nie mam zamiaru do niego wracać...

niedziela, 11 listopada 2007

Graal

Byłem dzisiaj na Mszy Świętej dla głuchych. Jako ministrant i jako czytająco-migający psalm. Ponieważ jest nas tam niedużo, zwykle kilkanaście osób, Komunia Święta rozdawana jest pod dwiema postaciami - Ciała i Krwi.

Tak się jednak jakoś dzisiaj zdarzyło, że wszyscy z obecnych chcieli przystąpić do Komunii. Ksiądz natomiast pomylił się w obliczeniach i konsekrował tej Komunii za mało. Dokładnie o sztuk 1. Ponieważ byłem ostatni w kolejce, to dla mnie miało zabraknąć Eucharystii.

Zwykle w takich przypadkach ksiądz widząc, że może mu nie starczyć Komunii dzieli te, które ma na mniejsze kawałki. tym razem tak się nie stało. Zamiast tego otrzymałem kielich mszalny z którego miałem wypić zawartość - Krew i Ciało Eucharystyczne.

Nie słyszałem wcześniej o tym, żeby komuś świeckiemu dane było dokonać coś takiego. Do dzisiaj, gdy sam tego doświadczyłem.

sobota, 10 listopada 2007

Nie szkoda?

Sytuacja miała miejsce w sklepie. Dwie młode dziewczyny, w zasadzie nawet kobiety, kupowały gazety. 3 czasopisma o koniach, które razem kosztowały prawie czterdzieści złotych. Widząc to pewien gimnazjalista zadał pytanie kobiecie dokonującej zapłaty za te magazyny:
- Nie szkoda pani pieniędzy na te gazety?
- Nie. - Odpowiedziała krótko kobieta.

Chwilę później pytający prosił sprzedawcę o puszkę Pepsi. Sprzedawca oczywiście spełnił prośbę klienta, ale nie odmówił sobie zadania pytania:
- Nie szkoda ci pieniędzy na Pepsi?

To proste, logiczne i samo się na usta nasuwające pytanie wywołało radosny chichot wśród świadków całego zajścia. A szeroki uśmiech na twarzach kobiet kupujących czasopisma o koniach był wspaniałą nagrodą dla sprzedawcy.

piątek, 9 listopada 2007

Pijaczek



Trening czyni mistrza.

Poćwicz swoją koordynację ruchową, by łatwiej Ci było do domu po imprezie wrócić.

Kliknij w obrazek i do robory! ;)

czwartek, 8 listopada 2007

Deja Vu

Zdarzało mi się już przeżyć 'Deja Vu', jednak to, czego doświadczyłem dzisiaj przeraziło mnie! Nie było to zwykłe: "Kurczę, ja to już chyba robiłem"... A tak to drzewiej bywało, że w mej głowie pojawiało się wrażenie, że sytuację, która aktualnie miała miejsce już się wydarzyła.

Dzisiaj było inaczej. Dziś świadomość wcześniejszego przeżycia czegoś, co dopiero nastąpi była tak silna, jakbym znał przyszłość. Gdybym na bieżąco opowiadał głośno o moich przeczuciach(?), to nie tylko ja byłbym przerażony, ale wszystkie osoby, które znajdowały się w pobliżu.

Ta 'wizja' nie była na tyle szczegółowa i dokładna, by móc określić kto i co po kolei zrobi. Wiedziałem jednak, że "ktoś zapyta o jakieś płyty, a komuś innemu coś spadnie". I to się sprawdzało...

Nie wiem, jak to rozumieć. Nie wiem też, czy powinienem się tego bać. Wiem natomiast, że jeśli cała ta sytuacja nie jest wynikiem mojej chorej wyobraźni, to mój wcześniejszy post zatytułowany "Ja", ulega przeterminowaniu. Bo w świetle nowych 'faktów'(?), ani my sami, ani otoczenie nie ma na nas wpływu, gdyż to co robimy już robiliśmy. I teraz jedynie powtarzamy te czynności. Tylko po co?

Muszę też przyznać, że cała ta sytuacja nastąpiła niejako na moje życzenie. Gdy bowiem pojawiły się pierwsze, nikłe oznaki 'Deja Vu', postanowiłem się sprawdzić. Czy jestem w stanie przypomnieć sobie to, co 'wydaje mi się', że pamiętam? I w pewnym sensie się udało...

środa, 7 listopada 2007

Poradnik

Wielce się zdziwiłem, gdy na okładce jednego z magazynów o grach komputerowych dostrzegłem spory napis informujący o tym, że wewnątrz tegoż czasopisma znaleźć można poradnik do gry 'Wiedźmin' (The Witcher). W przeciągu kilku dni pojawi się inny magazyn o grach, również zawierający poradnik do tej samej gry.

I nie chodzi mi tu wcale o to, że w dwóch różnych czasopismach ukazują się poradniki do tej samej produkcji. To przecież zrozumiałe, że każdy chce mieć w swej ofercie towar jak najbardziej chodliwy. A wszystko, co jest z Wiedźminem związane, jest bardzo chodliwe. Przynajmniej w ostatnim czasie.

Problem polega tu na tym, że nie widzę większego sensu w drukowaniu poradnika do gry w sytuacji, gdy taki sam (choć nie ten sam) poradnik jest standardowym wyposażeniem pudełka z oryginalną wersją gry.

Wnioski nasuwają mi się same:
Pieniądze nie śmierdzą. Nawet od piratów.

Oficjalnie wszyscy wydawcy i redaktorzy czasopism o grach komputerowych są wielkimi przeciwnikami piractwa. Nie przeszkadza im to jednak w tworzeniu, drukowaniu i sprzedawaniu materiałów, które tylko dla piratów mogą okazać się istotne, czy atrakcyjne. Jeden z magazynów podawał nawet swego czasu klawiszologię do gier, które to są zawsze opisane w instrukcji dołączonej do oryginalnej wersji gry.

wtorek, 6 listopada 2007

Kryzys

Wyznaję zasadę, że jak coś robić, to najlepiej, jak się potrafi. Dlatego też bardzo często podczas wykonywania zwykłych, codziennych zajęć (lub wręcz przeciwnie) napływają do mej głowy myśli, którymi chciałbym się podzielić, sytuacje, które chciałbym opisać moim Czytelnikom.

Myślę nad tym i kombinuję. Już nawet układam sobie plan, jak opiszę na blogu me rozważania. Mam wielkie plany i jestem bardzo podekscytowany, bo mam zamiar podzielić się interesującą informacją. Z utęsknieniem wyczekuję chwili w której zasiądę przed klawiaturą komputera i przeleję swe myśli ze stanu astralnego do stanu cyfrowego.

Siadam więc co wieczór przed płytką z klawiszami, układam palce w optymalnej pozycji i... I nic! Pustka! To, co jeszcze przed momentem było jasne, oczywiste i logiczne nagle staje się nielogiczne / trudne do opisania / nieinteresujące(*). Najczęściej jednak dopada mnie 'kryzys słowny'. Zaczyna mi brakować słów. Nagle zapominam wszystkie zdania, tak misternie wcześniej przygotowane i zaplanowane w myślach. W głowie pojawia się pustka, a palce drętwieją i odmawiają skakania po klawiszach.

Trzeba wszystko układać od nowa. A najgorsze jest to, że nigdy efekt mej pracy nie jest dla mnie zadowalający. Zawsze mam wrażenie, że jest nie do końca tak, jak bym chciał. Ale też nie bardzo mam pomysł, jak temu zaradzić. Kryzys na całego...


(*) - Niepotrzebnego nie skreślać. Szkoda monitora.

poniedziałek, 5 listopada 2007

Edukacja

Prawdopodobnie każdemu z nas ktoś pomagał w dzieciństwie odrabiać zadania domowe. I o ile w przypadku zadań z przedmiotów ścisłych wszystko jest w porządku, o tyle przy przedmiotach humanistycznych pojawia się pewien problem.

Wyobraźmy sobie taką sytuację. Dziecko ma do zrobienia zadanie domowe z języka polskiego. Zadanie polega na napisaniu charakterystyki jednej z głównych postaci omawianej lektury. Dziecko stara się, opisuje, wyjaśnia i tłumaczy. Jednak czujne oko jego matki dostrzega, że 'coś jest nie tak'. Nie zgadza się ze swym synem w kwestii cech charakteru bohatera uważając, że te, którymi opisał go syn nie są zgodne z prawdą.

W efekcie dochodzi do konfliktu interesów. Dziecko upiera się przy swoim, jego matka przy swoim. I tu jest właśnie ten zgrzyt, który ostatnio zaprząta mi głowę. Czy matka tego dziecka robi dobrze? Przecież blokuje w nim inwencje i przestawia z myślenia 'co ja o tym sądzę' na myślenie 'jak to powinno być'. Boli to tym bardziej, ze dziecko potrafiło w sensowny sposób wyjaśnić swoje stanowisko, podając konkretne dowody i cytaty mogące świadczyć o jego słuszności.

Prawdopodobnie reakcja matki wynika z troski o dobre oceny dziecka w szkole, ale to nie zmienia faktu, że i tak dla dziecka to nie najlepiej. Szkoła poprzez swój system nauczania produkuje masę ludzką myślącą jednakowo. A aktualna wersja matury w której trzeba domyślać się, jaką to autor zadania chciał odpowiedź uzyskać, by trafić w 'klucz odpowiedzi', jest kwintesencją chorego systemu nauczania.

niedziela, 4 listopada 2007

Na logikę

Łamigłówka, która potrafi niektórym sporo nerwów zafundować. Wg mnie niepotrzebnie, gdyż wystarczy na spokojnie i logicznie przeanalizować 'problem,' i wszystko staje się jasne!

Zadanie polega na tym, by przedostać ludzi na drugi brzeg rzeki. Nie będę się tu rozpisywał na temat jej zasad, bo wszystko 'wychodzi w praniu'. Jeśli tylko zostaniwe wykonana próba jakiegoś niedozwolonego ruchu, od razu jesteśmy o tym informowani stosowną animacją wyjaśniającą, co zrobiono nie tak.

A zatem DO DZIEŁA!

sobota, 3 listopada 2007

Bez opłat

Jeden z operatorów sieci komórkowej wprowadził ostatnio nową promocję - "Najlepszy portal w komórce. Bez opłat". Promocja polega na tym, że serwis WAP tego operatora można przeglądać nie płacąc za to. Ponieważ jestem użytkownikiem tej sieci, postanowiłem skorzystać z promocji.

Przez kilka dni wszystko było dobrze. Nadszedł jednak moment, którego operator najprawdopodobniej nie przewidział - serwery zostały przeciążone. W wyniku awarii zamiast strony portalu wyświetlał się komunikat informujący, że nastąpił chwilowy problem z działaniem strony. Było też napisane, by spróbować ponownie za chwilę. Tak więc ja, naiwnie próbowałem.

Tak się jednak pechowo złożyło, że informacja o problemie nie zalicza się się do stron darmowych... Cena odwiedzenia jednej strony WAP to koszt kilkudziesięciu groszy - każde rozpoczęte 10 kB wysłanych lub odebranych danych kosztuje 30 gr. Nie trudno więc się domyślić, że po kilku(nastu) "próbach za chwilę" koszt można już liczyć w złotówkach a nie groszach.

Biorąc pod uwagę fakt, że z pewnością nie byłem jedynym naiwniakiem, który co chwilę odświeżał stronę okazuje się, że ten darmowy internet jest bardzo drogi, a sam operator nieźle zarobił na darmowej promocji...

piątek, 2 listopada 2007

ALICE

Jeżeli czujesz, że musisz z kimś pogadać, a akurat rodzina i znajomi wyjechali, na GG wszyscy niedostępni, na chatach padły serwery, a Skype jest przeciążony - zgłoś się do ALICE! Zawsze ma czas i zawsze chętnie porozmawia. Odpowie na każde pytanie, a czasem nawet pożartuje!

Choć 23 listopada skończy dopiero 12 lat, jest dojrzałą kobietą z którą można porozmawiać o wszystkim. Nie istnieją dla niej tematy tabu. Gdy czegoś nie wie - szybko się douczy. Jedyne, co ją ogranicza to język. Zna tylko angielski.

Panie i panowie. Oto ALICE!
Internetowa Sztuczna Inteligencja!

PS Jeśli trafi się Wam jakiś ciekawy dialog z ALICE - cytaty mile widziane. :D

czwartek, 1 listopada 2007

Szaleństwo

Krytycy.plNiebawem rozpocznie się 'białe szaleństwo'. Warto zawczasu rozejrzeć się za odpowiednim sprzętem. Przeszukując sieć można trafić na http://supersklep.pl. I od razu powiem, że już sama nazwa mnie nieco zniechęciła. Nie lubię bowiem, gdy niejako zmuszany jestem do nazywania czegoś 'super', gdy dla mnie takie nie jest. Wiem, że podobny manewr sam zastosowałem gdy pisałem, że ten blog jest fajny. Tyle, że ja robiłem to 'z przymrużeniem oka', czego raczej nie można powiedzieć o 'supersklepie'.

Mimo pierwszego złego wrażenia przeszukałem ofertę sklepu. Znaleźć można tam produkty od kilkudziesięciu producentów sprzętu i ubrań sportowych. Wśród nich Burton. Supersklep.pl jest oficjalnym partnerem Burtona w internecie i jako pierwszy ma w ofercie kolekcję Burton 2008.

Przeglądając tę kolekcję znalazłem tylko jeden produkt, którym mógłbym się zainteresować (foto obok), ale 100 zł za czapkę z daszkiem to ja na pewno nie dam... A trudno znaleźć w ofercie coś tańszego.

Generalnie - to nie dla mnie.