niedziela, 30 września 2007

Wyjazd

Najbliższe 1,5 tygodnia będzie inne niż dotychczas. Będzie nie tak wesoło, jak zwykle, bo m. wyjechała. :( Z jednej strony to dobrze, bo będzie kontynuować naukę, która pozwoli Jej na wykonywanie swego wymarzonego zawodu.

Z drugiej zaś strony - to źle, bo m. jest Całą moją Radością. I choć wiem, że ciągle jesteśmy razem, bez względu na dzielącą nas odległość, to wiem też, że przez kilkanaście dni nie będzie nam dane przytulić się do siebie werbalnie. :( A jak wiadomo, przytulanie jest bardzo ważne!

Dobrze, że mamy do siebie darmowe rozmowy i SMSy. :D

sobota, 29 września 2007

Cichy ślub

Osoby zaglądające tu w miarę często pamiętają zapewne, że zostałem wymigany. Zastanawiałem się wtedy, czy nie przestawić się na samokrztałcenie w zakresie języka migowego (zamiast cotygodniowego 'kółka'). Decyzję nawet podjąłem, ale jej nie zrealizowałem, bowiem m. namówiła mnie do wybrania się w środę na tzw. 'miganie'.

Konsekwencją obecności na tym 'miganiu' było załapanie się na wyjazd do Starogardu Gdańskiego na ślub głuchych. Razem z m., desert i xiencem wyruszyliśmy, by obstawić tę uroczystą Mszę.

I właśnie podczas tego ślubu mnie oświeciło. Przecież jeśli bym się zdecydował na samokrztałcenie, to może i bym się czegoś nauczył, ale na peno nie miałbym okazji by swą wiedzę wykorzystać w praktyce. Nie miałbym możliwości uczestniczenia w tak pięknych uroczystościach, jak dzisiejszy ślub.

Postanowiłem więc, że nie zrezygnuję z kółka, a samokrztałcenie będzie ewentualnym dodatkiem, a nie alternatywą.

piątek, 28 września 2007

W bibliotece

- Fantastyka to nie dla mnie - szepnął Tomek.
- A dla mnie coś w czym są ilustracje - odpowiedziała Lucyna, która chciała pożyczyć książkę dla męża.
Basia ne szukała w bibliotece pomysłu na scenariusz.
I nie ona pożyczała lekturę dla syna.
Amator kryminałów brał książkę dla siebie. Dlatego nie dla niego była odłożona powieść.
Nikodem przeglądał opowiadania, o które prosił go szef w pracy. Nie miało to jednak związku z wczorajszym filmem.

Kto i po co przyszedł do biblioteki?
Dla kogo pożyczał książkę i czym się kierował przy wyborze?

czwartek, 27 września 2007

Niech

- Czy jest XYZ*?
- Jest.
- No to niech będzie.
- Jest.
- To niech będzie.
- No jest.
- No niech będzie!
- Jest.
...

I tak do skutku. Aż się klient nauczy, że o towar to się raczj prosi, a nie 'niecha'...

---------------
* XYZ - dowolna nazwa produktu.

środa, 26 września 2007

Secret

Zagadka nietypowa, bo odpowiedź wydaje się być oczywista. A nie jest! Przynajmniej nie do końca.

Pytanie brzmi - co to za urządzenie, które ma taką specyfikację:
- 64MB pamięci
- obsługa formatu MP3
- funkcja dyktafonu
- kompatybilne z PC a Mac
- kabel USB

Odpowiedź znajduje się tutaj:
http://mylittlesecretllc.com/Images/Enlarged.jpg

Uprzedzając pytania o to skąd wiem o czymś takim wyjaśniam: informację o tym produkcie (i pomysł na zagadkę) zaczerpnąłem z magazynu o grach komputerowych i konsolowych (GameRanking), gdzie rzecz ta występowała w dziale o nowinkach sprzętowych, jako elektryczny gadżet. :)

wtorek, 25 września 2007

100

Stuknęła mi setka. Właściwie to nie mi, tylko mojemu blogowi. Ten post ma bowiem numer 100! Sporo to czasu i sporo różnego materiału się tu przewinęło.

Z okazji jubileuszu mam ogromną prośbę do Czytelników. Bardzo proszę o RECENZJĘ tego bloga! Oczywiście jak najbardziej szczerą. Zależy mi na tym, by ten skrawek internetu na którego kształt mam wpływ był jak najlepszy. Dlatego proszę Was o wskazanie mi co jest dobre i się podoba, a co wręcz przeciwnie.

Pozdrawiam i liczę na Was!

poniedziałek, 24 września 2007

(Nie)znajoma

Wchodzi do mnie do pracy pewna dziewczyna. I od wejścia ma "banana na ustach". Patrzy na mnie i się uśmiecha. "Co to za dziewczyna?" - zaczynam się zastanawiać, a w tym czasie ona zdążyła przecisnąć się przez dość spory tłumek i dojść do mnie.

- Cześć. - Mówi z jeszcze większym uśmiechem.
- Cześć. - Odpowiadam, również się uśmiechając.
- Przez moment myślałam, że mnie nie poznałeś.
W tym momencie robię niewinną minę, i nie przyznaję się, że to prawda, że jej nie poznałem. Koduję jednak w głowie element układanki: jej pewność siebie wskazuje, że się nie pomyliła i mnie zna.

-Byłam tu juz w zeszłym tygodniu, ale cię nie zastałam. - Informuje mnie, z czego wnioskuję, że musimy znać się bardzo dobrze, skoro kolejny raz przychodzi tu tylko po to by się ze mną spotkać.
- I jak tam życie? - Kontynuuje dialog (Nie)znajoma.
- Jakos leci, ale ogólnie to pozytywnie. - Grzecznie odpowiadam.

- A co tam u was?
- U nas?
- No u ciebie i u m.
- A dzięki. Wszystko super. Wlaśnie dzisiaj świętujemy z m. 32 miesiące bycia razem. - Chwalę się, kodując jednocześnie kolejną ważną informację o rozmówczyni: zna m.!

Dalej już rozmowa schodzi na takie tematy jak: studia, wakacje, praca, fryzury, mundurki szkolne i inne, tego typu 'wypełniacze krępującej ciszy'. Nie udaje mi się jednak uzyskać żadnych informacji, które pomogłyby mi w rozwiązaniu zagadki - kim ona jest!

Po wyjściu (Nie)znajomej opowiadam szefowej o moim problemie, a w zamian dowiaduję się, że gdy (Nie)znajoma była tu w zeszłym tygodniu, to pytala się o mnie podając me imię i nazwisko! Czyli zna mnie bardzo dobrze!

Dlaczego więc ja nie wiem z kim rozmawiałem. Strasznie to męczące... A to już trzecia osoba, której nie mogę zidentyfikować! Dwie kolejne to chłopak i dziewczyna, którzy mówią mi "cześć", gdy się na chodniku mijamy. Widocznie muszę popracować nad zapamiętywaniem twarzy...

niedziela, 23 września 2007

Baby

Sytuacja miała miejsce w pewnym małym sklepiku, który odwiedziłem w celu nabycia pożywienia. Gdy wszedłem do środka były tam cztery osoby. Ekspedientka i trzy młode kobiety.

Pani sprzedawca była bardzo podekscytowana rozmową, którą prowadziła z klientkami. A rozmawiały o jakiejś kobiecie, którą pijaną przywieziono do szpitala, a tam okazało się, że jest w ciąży i właśnie rodzi. Przyszła matka wcale nie wiedziała, że matką zostanie.

Ekspedientka komentowała to różnie. A to, że: "Dla mnie to niepojęte." albo "Urodziłam dwójkę dzieci, ale za każdy razem wiedziałam, że jestem w ciąży." lub "Jak można nie wiedzieć, że się dziecko nosi?" itd. itp.

Ale najbardziej 'podobało mi się' stwierdzenie:
"TERAZ NIEKTÓRE BABY SĄ GORSZE OD FACETÓW!"

Z trudem powstrzymałem się wtedy od komentarza i z tródem robię to teraz. Ale muszę to zrobić, by tego miejsca bluzgami i wulgaryzmami nie zaśmiecić...

sobota, 22 września 2007

Podejście

Pewien 'ktoś' radził sobie całkiem nieźle z edukacją. Inni z jego grupy mieli trochę więcej kłopotów. Ale 'ktoś' miał w planach bycie dobrym człowiekiem i dlatego, gdy tylko uporał się ze swoimi zadaniami starał się, by w miarę swych możliwości pomagać innym.

Lecz gdy razu pewnego 'ktoś', zrobiwszy swoje zadanie chciał przystąpić do pomocy innym zobaczył, że tamci nawet nie starają się znaleźć rozwiązania problemu, bo woleli w gierki internetowe pograć.

'Ktoś' słyszał, jak tamci mówili, że "to zadanie jest za trudne", "to jest bez sensu". Poddali się. Ale zrobili to w taki sposób, że nawet nie sprawdzili, czy w internecie są (a są) informacje mogące pomóc w wykonaniu zadania. Gierki były ważniejsze. (Prostsze?)

I właśnie wtedy 'ktoś' postanowił, że jeśli tamci nie wykażą choćby najmniejszej inicjatywy podjętej w celu znalezienia rozwiązania, nie będzie udzielał rad i pomocy. Stwierdził, że nie warto uszczęśliwiać na siłę.

piątek, 21 września 2007

Szyfr Cezara

Juliusz Cezar wymyślił prosty, a skuteczny szyfr. Co prawda współcześni kryptografowie nie mają najmniejszego problemu, by ten szyfr rozkodować, niemniej jednak w czasach Juliusza był on bardzo bezpieczny. Po prostu w czasach Cezara mało kto potrafił czytać i pisać. Zatem problemem było już samo odczytanie wiadomości, a co dopiero jej rozszyfrowanie.

Oto przykład, jak prosty i genialny zarazem w swej prostocie był (jest) ten szyfr:

UDPCHO VCBIUXMH FCBWHOQLN URCNRGRZXMH!

czwartek, 20 września 2007

Screamer Radio


Mały wielki program!

Wiadomo nie od dziś, że dobra muzyka może znacząco umilić czas spędzany przy komputerze. A gdy słucha się swej ulubionej stacji - jest jeszcze lepiej. Taką możliwość daje właśnie Screamer Radio v0.3.8.

Program posiada bardzo obszerną bazę stacji radiowych nadających swe audycje przez internet. Baza jest przejżyście posegregowana i nikt nie powinien mieć żadnego kłopotu z odnalezieniem szukanej stacji.

Dodatkową zaletą programu jest możliwość nagrywania (w formacie MP3) tego, co dana stacja nadaje!

Polecam radiomaniakom!

Screamer Radio można pobrać ze strony:
http://www.screamer-radio.com/download

środa, 19 września 2007

Wymigany


Zostałem wymigany... :(

Od jakiegoś czasu (dość sporego) edukowałem się w dziedzinie języka migowego. Chodziłem na specjalne kółko. Zdażyło mi się nawet występować (w szkole policealnej) w roli nauczającego, a nie uczącego się.

Wyżej wymienione kółko odbywało się w czasie roku szkolnego z częstotliwością raz na tydzień. Polegało to na tym, że uczyliśmy się słów w języku migowym i co jakiś czas "obstawialiśmy" Mszę Św. dla głuchych. Z racji faktu, że nasz nauczyciel migowego jest duszpasterzem głuchych.

Cieszyłem się bardzo na dzisiejszy dzień z racji faktu, że to właśnie dzisiaj miała nastąpić inauguracja naszego "roku migowego". Kluczowe jest tu jednak słówko "miała". W sumie, to nie jestem zaskoczony, że nic z tego nie wyszło, bo tydzień temu też "miało" być rozpoczęcie migania. Nic jednak nie wskazywało na to, że i tym razem będzie podobnie. Zwłaszcza, że wczoraj upewniałem się przez GG, czy miganie się odbędzie. Uzyskałem odpowiedź: "trzeba by było zrobić wreszcie".

Dziwi mnie (i boli) przyczyna niepowodzenia w realizacji planu. Gdy ksiądz dowiedział się kto pojawi się na miganiu stwierdził, że "nie warto tego migania robić". I teraz nie wiem, czy księdzu nie odpowiadało towarzystwo jednej z tych osób (choć wcześniej taka sytuacja nie maiała miejsca), czy też może brakowało kogoś, kto być powinien.

Obojętnie, co by nie było powodem, jednego jestem pewien - coraz mocniej i głośniej przemawia do mnie myśl o SAMOdokrztałcaniu się. W końcu niezbędne materiały mam. A jeśli ktoś uznaje, że nie warto mnie uczyć, to nie będę się narzucał...

I nie jest to obrażanie się, a przytomna decyzja wynikająca z analizy pewnych faktów.

wtorek, 18 września 2007

Znaki

Do miejsca mej pracy zawitała pewna kobieta. Gdy tylko weszła już wiedziałem, że będzie ciekawie. Jest to bowiem pani, która lubi wszystko wiedzieć i dlatego o wszystko pyta. Nadzieja, że mnie nie pozna okazała się płonna.

I zaczęło się. Pani pyta o to, o tamto, siamto. Na każde pytanie starałem się nie odpowiadać rozkładając bezradnie ręce. To jednak skutku żadnego pozytywnego nie dawało. Do akcji wkroczyła więc głowa. Zacząłem nią kiwać w różne strony, ale to też nie pomagało. Trzeba było odpowiedzieć na pytania stawiane przez tę kobietę.

A ponieważ były to pytania natury osobistej, nie miałem najmniejszego zamiaru na nie odpowiadać. Przede wszystkim nie kobiecie, której prawie nie znam i nie w obecności osób trzecich. Odpowiedzi me były więc najbardziej ogólnikowe, jak to tylko możliwe i najbardziej wymijające, jak tylko się dało.

Kobieta owa jednak cięgle drążyła i drążyła. I gdyby nie fakt, że musiała iść, by się na autobus nie spóźnić, to pewnie do nocy by tak wywiad prowadziła. A Szefowa, to by penie ze śmiechu pękła patrząc, jak ja próbuję uciekać od odpowiedzi.

Nie lubię mówić komuś w prost, że ma się odczepić lub, że nie mam ochoty z nim rozmawiać. Wolę raczej dawać dyskretne i subtelne znaki po których dana osoba może poznać me zamiary. Może się jednak okazać, tak jak w tym przypadku, że dana osoba nie będzie tych znaków dostrzegać. Chociaż może nie tyle dostrzegać, co nie będzie potrafiła ich odczytać i odpowiednio zinterpretować. Mój sposób na pozbycie się niechcianego delikwenta ma bowiem jedną wadę - osoba odczytująca znaki musi wykazać się inteligencją choć trochę większą niż ameba.

Ale czy to źle, że z góry zakładam, że moi rozmówcy są osobami inteligentnymi?

poniedziałek, 17 września 2007

Slidingblock


Łamigłówka logiczna. Prosta w zasadach, choć w rozwiązaniu już niekoniecznie, ale takie są najlepsze. :D Zadanie polega na takim przesuwaniu klocków, by wydostać przez bramkę tego w kolorze czerwonym. Do dyspozycji mamy trzy warianty różniące się między sobą rodzajem klocków i sposobem ich ułożenia.

Proste, prawda? No to do dzieła!

niedziela, 16 września 2007

Pytanie



Po co człowiek żyje?



Przychodzi się na ten świat nie z własnej woli. Wita się go z krzykiem i płaczem. Jest się uzależnionym od innych. Trzeba robić to, co inni każą.

Człowiek pojawia się na tym świecie tak naprawdę nie wiedząc dlaczego i po co. Ale może właśnie o to chodzi? Może na tym to polega, by każdy zastanawiał się nad swoim jestestwem?

Tylko, jeśli już dojdzie się do jakiegoś wniosku, to jak sprawdzić, czy jest on słuszny?

sobota, 15 września 2007

Informatyka

Zgodnie z obietnicą daną w komentarzu do posta Pascal, który stał się również inspiracją dla Sołtysa, opowiem jak to z tą informatyką w szkole bywa. O czasach podstawówki nie będę wspominał, bo wtedy komputery osobiste jeszcze raczkowały. Nie ma więc co się dziwić, że na DOSie pracowaliśmy. Co było i tak chlubą naszej szkoły, że w ogóle pracownię komputerową mieliśmy!

Gimnazjum też nie będę wspominał, bo nie ma czego. Ta przyjemność mnie na szczęście ominęła. Przejdę więc od razu do LO.

Zaczęło się dość ciekawie, bo nawet zeszyt musieliśmy założyć! Ba, nie pozostał on pusty! Nawet wykonane przez siebie prace na lekcji musieliśmy oddawać na takich cudach techniki jak dyskietka. O pendrive'ach nikt co prawda wtedy nawet nie słyszał, niemniej jednak w sali komputerowej z rozbudowaną siecią dyskietki były zbędnym utrudnieniem. Nie mówiąc już o ich awaryjności.

Na zajęciach standardowo: Paint, MS World, MS Excel... Czasem nawet na włączenie Internet Explorera nam pozwolono. Nauka internetu polegała na chatowaniu.

W tamtym czasie nie miałem jeszcze w domu komputera, ale już wtedy informatyka była moją pasją. Zatem wiedząc, że ta dziedzina zmienia się bardzo szybko, a chcąc być na bierząco
zacząłem kupować prasę komputerową, i z niej się edukować. Efekt był taki, że w podstawówce, jako jedyny miałem piątkę na świadectwie z informatyki. W liceum jako jeden z dwóch miałem ocenę celującą (o tym jeszcze później). Przypominam, że bez własnego peceta w domu.

A oto, jak w LO rozpoczęła się nasza edukacja z Word'a:

Pani: Do jakich programów należy Word?
Klasa: ???
Ja: Do programów biurowych.
Pani: Nnnno też, ale do jakich jeszcze?
Klasa: ???
Ja: Office...
Pani: No prawie, prawie, ale to jeszcze nie to...
Klasa: ???
Ja: Microsoft Office.
Pani. No właśnie!
Wszyscy: ?!?!?! :/
Pani: ^_^

Lekcje w moim wykonaniu wyglądały tak, że najpierw wykonywalem ćwiczenia zadawane przez nauczycielkę, a w wolnym czasie przepisywałem do notatnika (w komputerze) kod HTML, który sobie w domu w zeszycie przygotowywałem. Tak właśnie powstawały moje pierwsze strony internetowe! W domu pisałem w zeszycie odpowiedni kod -> w szkole wpisywałem go do notatnika -> sprawdzałem. I albo cieszyłem się z efektów, albo denerwowałem, że "znowu jakiś bląd wyskoczył"... Zabierałem więc zeszyt do domu i analizowałem kod w poszukiwaniu błędu. I tak w kółko...

Ale cały ten trud został mi wynagrodzony, gdy w końcu wszystko działało jak trzeba i zaprezentowałem efekt swej pracy nauczycielce. Jej wytrzeszcz oczu i pytanie "jak to zrobyłeś?" były naprawdę bezcenne!

Jeszcze sprawa wspomnianej wyżej końcowej oceny celującej z informatyki. Pracowałem na nią przez wszystkie lata liceum. I mimo, że może zabrzmieć to narcyztycznie - zasłużyłem na nią. Mój kolega jednak nie chciał być gorszy, spytał więc nauczycielkę, co musiałby zrobić, by zdać na ocenę celującą. Nauczycielka nie zwracając uwagi na fakt, że osoba ta nie miała ani jednej cząsktowej szóstki, dała mu zadanie: "przygotować animowanego gifa". Kolega zabrał się więc do roboty. Ode mnie pożyczył program do animacji, samą animację ściągnął z internetu, i to przedstawił na kolejnych zajęciach. Nauczycielka była pod ogromnym wrażeniem talentu... A kolega oczywiście dostał tę upragnioną szóstkę.

Po lekcji podszedłem no nauczycielki na szczerą rozmowę:
Ja: Proszę Pani. Jak to jest, że ja musiałem cały czas pracować i starać się by dostać szóstkę, a Kolega musiał tylko zrobić jedno, banalne zadanie?
Pani: Ale ja wiem, że ty potrafisz więcej niż on.
Ja: Szkoda, że przy porównywaniu świadect nie będzie tego widać...

No i po odpowiedzi nauczycielki już wiedziałem dlaczego nic z programowania się nie uczyliśmy. Bo do tego jest niezbędna zdolność logicznego myślenia!

piątek, 14 września 2007

Smacznego


Oto kilka rekordów w jedzeniu na szas. Może ktoś z Was pokusi się o pobicie któregoś z rekordów? Będzie mi bardzo miło poinformować o tym na blogu! :)

5,99 kg arbuza w 15 minut
Rich LeFevre

2,7 kg mielonki w 12 minut
Rich LeFevre

3 kg makaronu w 10 minut
Cookie Jarvis

800 g masła w 5 minut
Don Lerman

8 kg krowich mózgów w 15 minut
Takeru Kobayashi

65 jaj na twardo w 6 minut i 40 sekund
Sonya Thomas

66 hot dogów w 12 minut
Joey Chestnut

900 g batonów czekoladowych w 6 minut
Eric Booker

182 skrzydełka kurczaka w 30 minut
Joe Chestnut

177 papryczek jalapeno w 15 minut
Patrick Bertoletti

[źródło: ifoce.com]

Osobiście zastanawiam się nad ustanowieniem nowego rekordu, który obecnie posiada Eric Booker.

czwartek, 13 września 2007

SMS

"Kocham cie cureczko dziękuję za wnuka"

Dokładnie takiej treści SMS otrzymałem z nieznanego mi numeru. Ileż to radości można komuś sprawić. I to nieświadomie... ;)

środa, 12 września 2007

IX Chojnickie Filmobranie

Już po raz dziewiąty miłośnikom kina przygotowano istny maraton filmowy. IX Chojnickie Filmobranie, bo o nim mowa, to coroczna impreza kinowa w ramach której można obejrzeć kilkanaście filmów i wysłuchać kilka wykładów znakomitych znawców kina!

"Gwiazdy kina" - to tegoroczny temat przewodni, który w swych wykładach przybliżą: Piotr Zwierzchowski, Mariusz Guzek, Zbigniew Korsak, Grzegorz Pieńkowski.

Gościem specjalnym Filmobrania jest Sylwester Latkowski!

PROGRAM:

Środa – 12.09.2007
11.45 Gwiazdy ekranu, gwiazdy na ekranie – wykład Piotr Zwierzchowski, aula LO im. Filomatów Chojnickich

Chojnicki Dom Kultury
15.30 Capote, reż. B. Miller, 98’
17.00 Życie i śmierć Petera Sellersa, reż. S. Hopkins, 122’
20.00 Uroczyste otwarcie IX CHOJNICKIEGO FILMOBRANIA
21.00 Za ile mnie pokochasz?, reż. B. Blier, 95’

Czwartek – 13.09.2007
11.45 Kiedy aktor staje się gwiazdą, kiedy gwiazda pozostaje aktorem – wykład Mariusz Guzek, aula LO im. Filomatów Chojnickich

Chojnicki Dom Kultury
15.30 Truposz, reż. J. Jarmuch, 121’
18.00 Po sezonie, reż. J. Majewski, 80’
20.00 Hamlet, reż. F. Zefirelli, 120’

Piątek – 14.09.2007
11.45 Młodzi aktorzy, młode gwiazdy – wykład Zbigniew Korsak, aula OL im. Filomatów Chojnickich

Chojnicki Dom Kultury
15.30 Duchy Goi, reż. M. Forman, 109’
18.00 Wszystko gra, reż. W. Allen, 124’
20.30 Ukryte pragnienia, reż. B. Bertolucci, 114’

Sobota – 15.09.2007
Chojnicki Dom Kultury
11.00 Klatka, reż. S. Latkowski, 54’
12.00 Aktor i postać filmowa – wykład Grzegorz Pieńkowski
15.30 Takeshis’, reż. T. Kitano, 108’
17.30 Szklana pułapka 4,0, reż. L. Wiseman, 130’
20.30 Veer Zaara, reż. Y. Chora (UWAGA 192’)

Niedziela – 16.09.2007
Chojnicki Dom Kultury
10.00 Blokersi, reż. S. Latkowski, 77’
12.00 Podsumowanie konkursu plastycznego pn. Gwiazdy Kina, projekcja filmu Auta, 96’
15.00 Zabić Papałę (pilot filmu), reż. S. Latkowski

I jeszcze ciekawostka. Karnet na całość imprezy to tylko 10 zł!

----------------------------------------------------
PS Oczywiście można się spodziewać recenzji wyżej wymienionych filmów. Postanowiłem jednak, że będę się one pojawiały w pewnych odstępach czasu, by ten blog nie stał się tylko filmowy...

wtorek, 11 września 2007

Virus

Zabierałem się do tego od bardzo dawna. W końcu zmobilizowałem się na tyle, że zacząłem działać. Reinstalacja systemu, bo o niej tu mowa była niezbędna. Przerażała mnie jednak perspektywa ilości czasu, jaki będę musiał poświęcić, by doprowadzić system do stanu "przyjaznej używalności".

Błędy i powolność "Okienek" sprawiły, że nie mogłem dłużej czekać. Zatem kopia najważniejszych plików z partycji systemowej, "format C:" j, jak to mówią - jedziemy z koksem.

Co się okazało po instalacji? Windows owszem, działa szybciej, ale błędy pozostały. Trzeba więc było znaleźć przyczynę gdzie indziej. Zainstalowałem więc mks_vir 2k7, zaktualizowałem bazę danych i przeskanowałem dyski. I jak można się domyślić po temacie posta - znaleziono wirusa!

Najśmieszniejsze jest to, że nie da się go usunąć. Tak bowiem namieszał w systemie, że nie da się pozbyć się plików sprawiających problemy, bo zaraz pojawią się ponownie. :(

Jestem niepocieszony, ale nieugięty! Będę walczył do skutku!

-------------------------------------------------------------
PS Wszystkich czytających prosi się o trzymanie kciuków dnia 12. września od godziny 20:00. m. pisze w tym czasie egzamin z fizjologii!

poniedziałek, 10 września 2007

Maria Antonina

Film niezwykły i oryginalny. Jest bowiem filmem historycznym, który ogląda się z zainteresowaniem. A wszystko to, dzięki połączeniu faktów historycznych(?) z przedstawieniem zwyczajów i częstej ich śmieszności. Rozbawiła mnie niesłabo scena w której kardynał błogosławi parę książęcą tuz przed snem, by ci tak naprawdę nie spali...

Oryginalność tej produkcji bierze się również z wydawałoby się ryzykownego posunięcia, połączenia filmu historycznego z muzyką, która może się kojarzyć z rytmami puszczanymi przez DJ,a na wiejskiej dyskotece w remizie OSP.

Już na samym początku filmu jesteśmy ostrzegani, że to coś innego. Po pierwszych kilku scenach można nawet odnieść wrażenie, że ten film to komedia! W rzeczywistości jednak jest to poważny film z dozą humoru, by widz się nie zanudził.

Jedyne, co mnie w tym filmie rozczarowało to zakończenie. Widz, który przez ponad dwie godziny poznaje bardzo ciekawą historię Marii Antoniny chciałby wiedzieć, co się z nią stało. Tu się jednak tego nie dowie, gdyż film w pewnym momencie się urywa. Przynajmniej takie można odnieść wrażenie.

Ale może to i dobrze? Może dzięki temu widzowie zainspirowani filmem sięgną po materiały historyczne o delfinie Francji? Dzięki czemu można nie tylko poznać "ciąg dalszy", ale również dowiedzieć się, że najnowsze badania dowodzą, że z Marią Antoniną wcale nie było tak, jak przez setki lat uważano! Stąd też mój znak zapytania przy stwierdzeniu o faktach historycznych.

Niemniej jednak mogę z czystym sumieniem film polecić wszystkim miłośnikom dobrego kina!

niedziela, 9 września 2007

Pascal

W pewnej szkole, w której uczy się między innymi programowania, uczy się jeszcze bardzo starego języka - Turbo Pascal. Na szczęście MEN narzuca w programie naukę języka nie tylko strukturalnego, ale także obiektowego. Wymusza to niejako na wykładowcach naukę języka C++ (bądź Java, ale ten język jest bardzo skomplikowany).

Najciekawsze jest to, że wykładowca nie ukrywa, że nie podoba mu się ten pomysł twierdząc, że Turbo Pascal w jest w zupełności wystarczający. Swój pogląd umotywował zdaniem przeczytanym kiedyś w jakimś podręczniku do programowania właśnie:

"Po co zatrudniać kombajn do skoszenia trawnika?"

Ma odpowiedź na to jest taka (trzymając się porównań maszynowych):
"Po co kupować 15 urządzeń potrzebnych w kuchni do upieczenia ciasta, skoro można nabyć robota kuchennego z którego w danym momencie korzystamy tylko z tych jego funkcji, które są nam właśnie potrzebne?"

Poza tym, po co uczyć się czegoś tak przestarzałego, o co nikt przy rozmowie kwalifikacyjnej nie pyta, a o znajomość C++ oraz Javy i owszem? No, ale jak określił to wykładowca: "mam na to swoją filozofię"...

sobota, 8 września 2007

Przytulanie


Przytulanie jest zdrowe.

Wspomaga system immunologiczny, utrzymuje człowieka w dobrym zdrowiu, leczy depresję, redukuje stres, odmładza, orzeźwia, nie ma przykrych skutków ubocznych.

Jest cudownym lekiem.

Przytulanie jest zupełnie naturalne.

Jest całkowicie organiczne, naturalnie słodkie, nie zawiera pestycydów, konserwantów, ani sztucznych składników i jest w 100% odżywcze.

Przytulanie jest właściwie doskonałe.

Nie ma części, które mogły się zużyć, ani baterii, które mogłyby się wyczerpać.

Nie wymaga okresowych przeglądów, niewiele energii zużywa, mnóstwo dostarcza, nie tuczy, nie podlega inflacji, zwolnione jest od miesięcznych opłat, ubezpieczeń.

Nie jest narażone na kradzież.

Nie podlega opodatkowaniu.

Jest ekologiczne i ma się rozumieć zawsze w pełni odwzajemnione.

Zatem - czym prędzej przytul kogoś!!!

piątek, 7 września 2007

Dla m.


KCMMM!

czwartek, 6 września 2007

Pajacyk

Z pewnością każdy o tym słyszał. Nie każdy jednak korzysta z tej możliwości pomocy głodnym dzieciom. I dlatego o tym piszę, apelując jednocześnie: KLIKAJCIE W BRZUSZEK PAJACYKA! Raz dziennie. Codziennie.

To tylko kilkanaście sekund w Twym życiu, a możesz w tym czasie zdziałać naprawdę wiele. Nie pozwól, by dzieciom wierciło się w brzuszku. Spraw, by były najedzone! Kliknij na pajacyka!

środa, 5 września 2007

Do poczytania

Autentyk!

Osoby:
Kobieta (klientka)
Sprzedawca

Miejsce:
Salon prasowy

Czas:
Koło południa.

- Chciałabym coś do poczytania w podróży. - Klientka informuje sprzedawcę o celu swej wizyty.
- Może to? - Proponuje sprzedawca pokazując na magazyn z dołączoną książką literatury kobiecej.
- Nieeee...! - Odpowiada wyraźnie zniesmaczona klientka. - Nie lubię czytać. - Dodaje.
Mimo swej niechęci, bierze pozycję do ręki i przygląda się książce uważnie.
- Boże! Jakie to grube! - Mówi do siebie, odkładając 'narzędzie tortur' na miejsce.

Kobieta dokonuje zakupu krzyżówek i z przerażeniem w oczach opuszcza lokal, pozostawiając sprzedawcę z dziwnym przeczuciem, że czegoś nie zrozumiał...

wtorek, 4 września 2007

Test

Dawno zagadki nie było. Nadrabiamy więc zaległości. Oto najłatwiejszy quiz na świecie. Plan - minimum to 5 poprawnych odpowiedzi. Bądź duży i nie oszukuj! Ale nie daj plamy!

Odpowiedzi zapisuj na kartce:

1) Jak długo trwała Wojna Stuletnia?

2) Który kraj robi kapelusze Panama?

3) Z jakiego zwierzęcia robi się catgut?

4) W jakim miesiącu Rosjanie obchodzą rocznicę Rewolucji Październikowej?

5) Z włosów którego zwierzęcia zrobiona jest szczotka wielbłądzia?

6) Nazwa Wysp Kanaryjskich pochodzi od nazwy którego zwierzęcia?

7) Jak miał na imię król Jerzy VI?

8) Jakiego koloru jest zięba purpurowa?

9) Skąd pochodzi chiński agrest?

10) Jakiego koloru jest czarna skrzynka w samolocie?

Przerwa na reklamę...



A teraz sprawdź odpowiedzi:

1) 116 lat
2) Ekwador
3) z owiec i koni
4) w listopadzie
5) z wiewiórki
6) od psów
7) Albert
8) szkarłatnego
9) z Nowej Zelandii
10) pomarańczowa, oczywiście

Jak poszło?

poniedziałek, 3 września 2007

Mr. Brooks

Tytułowy pan Brooks to szanowany biznesmen i filantrop. Kochający mąż i ojciec. Przynajmniej oficjalnie. Pan Brooks z powodu schizofrenii ma bowiem drugą naturę - Marshall. Ten z kolei to perfekcyjny zabójca ogarnięty żądzą morderstw.

Film opowiada o wielkim dramacie pana Brooksa, który pragnie skończyć ze swoim podwójnym życiem. Przez ostatnie dwa lata nawet mu się to udało. Poznajemy go w chwilę przed pierwszym morderstwem po tych dwóch latach. Prawdopodobnie byłoby ostatnim, gdyby nie pewne niedopatrzenie przez które skazany jest na kolejne akcje... Sprawę komplikuje też córka, która wróciła do domu nie podając powodu porzucenia college'u.

Jest to film z gatunku tych, gdzie zdradzenie choćby jednego faktu z fabuły za dużo może zepsuć "zabawę" przy oglądaniu. Scenariusz jest bowiem tak skonstruowany, ze od samego początku trzyma w napięciu i już do końca rzadko kiedy pozwala odetchnąć. W dużej mierze jest to zasługa tego, w jaki sposób przedstawiono tu schizofrenię głównego bohatera. Pan Marshall to prawdziwa (choć widziana tylko przez 'właściciela') postać z którą Brooks rozmawia, planuje akcje i się kłóci.

Podsumowując - jest to bardzo dobry thriller, który mogę polecić! Jeśli tylko lubi się naprawdę ciężkie klimaty. No i obsada niczego sobie: Kevin Costner, William Hurt, Demi Moore, Dane Cook.

PS To pierwszy z czterech filmów, które możemy obejrzeć z m. dzięki wygranym karnetom. :)

niedziela, 2 września 2007

Żegnam!


Poznaliśmy się całkiem niedawno, a już musimy się pożegnać... Choć nie ukrywam, że było mi z Wami bardzo miło i nie raz Wasza obecność poprawiała mi humor.

Starałem się, aby wszystkim było miło, zarówno Wam, jak i mi. Zawsze robiliście to, o co prosiłem i prawie nigdy się nie rozczarowałem. Byliśmy po prostu dopasowani idealnie. Jakby na wymiar.

Zawsze jednak przychodzi taki czas, że trzeba zakończyć współpracę. Ten moment właśnie nastąpił... I już mnie do siebie nie przekonacie. Decyzja została podjęta!

Nie trzeba było się zepsuć!
Żegnajcie więc moje stare... tenisówki! :D

sobota, 1 września 2007

Ja

"Zastanawiam się nad pytaniem zasadniczym – jestem kimś czy czymś, czy też nikim albo niczym?" Te słowa śpiewał w swej piosence Piotr Bukartyk i w pełni oddają mój obecny stan ducha. I jak na ironię, aby wyrazić to co czuję posługuję się cytatem.

Głowię się bowiem nad sobą.

Na ile ja to ja?

Czy moje poglądy są rzeczywiście moje, czy tylko wypadkową zdarzeń mających miejsce wokół mnie?

Czy moja edukacja wynika ze szczerej chęci kształcenia się, czy tylko z obowiązku prawnego w latach niepełnoletności i potrzeby społecznej i ekonomicznej w latach dorosłości?

Czy mój gust to wynik mody, doświadczeń z dzieciństwa, czy też pochodzi z mojej wewnętrznej i osobistej definicji piękna?

Czy gdybym urodził się gdzieś indziej, byłbym innym człowiekiem?

Czy moje życie zależy od moich decyzji, czy od moich reakcji na decyzje innych?

ILE MNIE JEST WE MNIE?