Uczniowie mają wakacje. Studenci mają wakacje. Nauczyciele i wykładowcy mają wakacje. Parlamentarzyści mają wakacje. Czyli słońce, plaża, lody, beztroska... Tak to sobie wyobrażałem... Najbardziej cieszyła mnie perspektywa spokoju na scenie politycznej. Będzie można odetchnąć. Ale nie!
Oj, jaki ja naiwny byłem! W sumie to dziwne, że jeszcze się nie przyzwyczaiłem, że nasz obecny rząd jest przecież wyjątkowy. Miało być spokojnie, a tu:
- poseł Zalewski zawieszony i postawiony przed sądem koleżeńskim;
- minister Ziobro musi się tłumaczyć z handlu narkotykami w jego ministerstwie;
- minister Lipiec ma kłopoty w związku z aresztowaniami przez CBA w COS;
- minister Religa grozi dymisją;
- premier Kaczyński mówi na PRRMnJG, że nie jestem polakiem;
- ojciec Rydzyk mówi, że pani prezydentowa to czarownica;
- minister rolnictwa Lepper już byłym ministrem;
W tej chwili najbardziej interesujące są dla mnie trzy ostatnie sytuacje.
Na "Pielgrzymce Rodziny Radia Maryja na Jasnej Górze" cały nasz rząd występuje w roli rządu - tak są przedstawiani i jako tacy są traktowani, oraz tak przemawiają (jako rząd RP). Postępując tym samym wbrew Art. 25. Konstytucji RP, który mówi:
"Władze publiczne w Rzeczypospolitej Polskiej zachowują bezstronność w sprawach przekonań religijnych, światopoglądowych i filozoficznych, zapewniając swobodę ich wyrażania w życiu publicznym."
Ja rozumiem, że na Mszę może każdy chodzić, ale przedstawiciele naszego kraju, jeśli już chcą na Mszy Świętej reprezentować rząd i tym samym kraj, to mogliby robić to na Mszach sprawowanych przez księży o nieposzlakowanej opinii. Choć pewnie i to byłoby wbrew podanemu wyżej artykułowi.
Tym bardziej boli fakt, że w swoim przemówieniu premier powiedział: "Polska jest tutaj". To w takim razie gdzie ja jestem? Ja nie jestem polakiem, bo nie pojechałem na pielgrzymkę czcić manipulatora? Ale zostawmy już tę sprawę, bo równie ciekawe są następne, które po tej bezpośrednio następowały.
Dzień po pielgrzymce w prasie i w innych mediach ukazuje się treść wykładów prowadzonych przez znanego wszystkim Redemptorystę. Nie będę przytaczał ich treści, bo i tak większość wie o co chodzi. A tym, których w jakiś sposób to ominęło polecam zajrzeć tutaj.
I co dzieje się dalej? Ojciec Rydzyk tłumaczy na antenie RM i TVT swym wiernym, że to jest manipulacja, by odciągnąć uwagę od wielkiego święta, jakie miało miejsce na JG. Co ciekawe, ani razu nie stwierdził, że nie powiedział tego, co zostało upublicznione.
Opozycja rządowa grzmi, koalicja milczy. Prokuratura w Toruniu oświadcza, że zajmie się sprawą. W końcu nie ma wyjścia. Przecież publiczne znieważenie głowy państwa jest przestępstwem ściganym z urzędu.
Tuż przed godziną 20. dowiadujemy się, że A. Lepper przestał być ministrem z decyzji prezydenta na wniosek premiera (motyw CBA na karku A.L.). Pojawiają się głosy, że sytuacja została sprowokowana, by odciągnąć uwagę gawiedzi od sprawy dyrektora RM.
Mamy więc sytuację, w której sensacja tuszuje sensację!
WoW! A to dopiero początek wakacji!
========================================================
PS naszły mnie pewne myśli i postanowiłem je dopisać. [10.07.07]
Zwróćcie proszę wszyscy uwagę na fakt, kiedy została ogłoszona o rozwodzie z panem L. Nastąpiło to w momencie emisji telewizyjnych “Wiadomości”. Zatem w momencie, gdy przed telewizorami siedział ogrom polaków. A jak odciągnąć uwagę gawiedzi od jakiejś sensacji (taśmy Rydzyka)? Dać im nową sensację - rozłam.
Na pewno pan K. wiedział dużo prędzej o sytuacji z CBA. I oczywistym jest, że zamierzał to wykorzystać. Czekał tylko na odpowiedni moment. I w końcu nadeszła taka możliwość, by wywlec to na światło dzienne. Zresztą nie tyle możliwość, co przymus.
Wiemy bowiem wszyscy, że moherowy elektorat jest dla PiSu bardzo ważny i niezbędny, by liczyć się znacząco w polityce. Zatem premier nie mógł sobie pozwolić na komentarz o taśmach, bo niezależnie od tego co by powiedział, byłoby dla niego źle. Znalazł więc inne, jak widać skuteczne rozwiązanie.