Pieszy
Jak wiadomo, edukuję się ostatnio w dziedzinie przepisów ruchu drogowego. Okazuje się, że lektura podręcznika kandydata na kierowcę wcale nie musi być nudna. Dowiedziałem się bowiem pewnej dość ciekawej rzeczy, o której chciałbym opowiedzieć. I nie będzie to wcale informacja, że motorower, który jak wiadomo ma silnik, nie jest pojazdem silnikowym. Mam tu na myśli rolę pieszego w ruchu drogowym.
Podręcznik tak definiuje pieszego:
PIESZY - osoba znajdująca się poza pojazdem na drodze i nie wykonująca na niej żadnych czynności przewidzianych odrębnymi przepisami; za pieszego uważa się również osobę prowadzącą, ciągnącą lub pchającą rower, motorower, motocykl, wózek dziecięcy, podręczny lub inwalidzki, osobę poruszającą się w wózku inwalidzkim, a także osobę w wieku do 10 lat kierującą rowerem pod opieką osoby dorosłej.
No i wszystko jasne i wszyscy zapewne o tym wiedzą. Ale, czy wszyscy wiedzą również o tym, co w podręczniku wypisane jest wytłuszczonym drukiem i w czerwonej ramce? A mianowicie:
Jeżeli w związku z naszą zbyt dużą prędkością pieszy zwolni kroku, zatrzyma się lub przyspieszy, będzie to oznaczało wymuszenie pierwszeństwa.
Ktoś może powiedzieć, że to normalne, bo chodzi o naszą zbyt dużą prędkością. Niby tak, niby normalne. Ale wyobraźmy sobie taką sytuację z punktu widzenia pieszego. Idę sobie chodnikiem i mam zamiar przejść na drugą stronę ulicy. Staję przy pasach i oceniam sytuację. Stwierdzam, że zdążę przejść przed nadjeżdżającymi samochodami. Gdy w połowie drogi orientuję się, że nadjeżdża samochód z tabliczką "L" na dachu, postanawiam nie utrudniać mu jazdy i przyspieszam kroku, by jak najszybciej zejść z jezdni.
I co na to instruktor? Lub nie daj Boże egzaminator? Może stwierdzić, że wymusiliśmy pierwszeństwo. I egzamin oblany. Co z tego, że jechaliśmy przepisowe 50 km/h? Nic! Bo instruktor/egzaminator może stwierdzić, że mieliśmy "zbyt dużą prędkość"! A pieszy chcąc dobrze powoduje czyjąś tragedię.
Kierowca "ma rację" tylko wtedy, gdy pieszy wejdzie na jezdnię w niedozwolonym miejscu, na jego (pieszego) czerwonym świetle lub, gdy wejdzie niespodziewanie na drogę z prawej strony. W tym ostatnim przypadku mamy możliwość użycia jako obrony pojęcia "wtargnięcie", które jest adekwatne do sytuacji.
Dlatego apeluję do wszystkich pieszych:
Bądźcie świadomi swej "władzy" i nie psujcie tym marzeń innych.










